Milano watch Week właśnie się zakończyło. To już trzecia edycja i muszę stwioerdzić że impreza się rozrasta i ma potencjał. W tym roku próbowałem się skupić na mikrobrandach i mniej znanych producetach, których często na próżno szukać nawet na tak zegarkowo rozbudowanym rynku jak włoski. Oczywiście, nie mogłem nie zrobić zdjęć takich brandów jak Greubel Forsey czy Laurent Ferrier (cały czas uważam że nigdy nie przymierzałem lepiej leżącego na moim niełatwym zresztą nadgarstku zegarka - gdybym tylko miał te 60 tysięcy euro kupiłbym go choćby jutro), ale już np. do Grand Seiko, Raymond Weil, Zenitha czy Frederique Constant nie zaglądałem, bo te zegarki można obejrzeć prawie wszędzie. Przyjemnie było przymieryć skomplikowane czasomierze Ulysse Nardin i stwierdzić że są nawet noszalne. Największe zaskoczenie? Chyba Ludovic Ballourad i jego rewelacyjne rozwiązanie wskzań godzinowych - niby prosty zegarek, a zaskoczenie niesamowite jak sprytnie to rozwiązał. Miło było też pogawędzić z twórcą tych zegarków i dowiedzieć się że pracował m.in. z F.P. Journe’m nad Sonnerie Sauveraine czy wykonał OPUS XIII dla Harry’ego Winstona. Cholernie drogie te jego zegarki, ale ciekawe. Następnie Chronoswiss - marka która przeżywa chyba teraz dobry czas. Moim zdaniem trzymają też bardzo dobry stosunek ceny do jakości za to co oferują, nawet w wersjach ze złota. Niesamowicie zaciekawiło mnie rozwiązanie napędu zegarka firmy Dominique Renaud. To gość, który z Giulio Papi założył Renaud & Papi - czyli fabrykę która robiła najbardziej skomplikowane zegarki dla AP, IWC (Grande Complication, Destriero Scafusia), Richarda Mille’a. Potem odszedł na 16 lat i wrócił zwłasną marką. W tych zegarkach najciekawsza jest radykalna i bezkompromisowa zmiana podejścia do mechaniki, polegająca na zastąpieniu pogoni za wysoką częstotliwością stabilnością osiąganą przez skrajnie niski rytm. Większość współczesnych zegarków mechanicznych pracuje z częstotliwością od 2,5 do 5 Hz, wykonując szybkie, gwałtowne ruchy. W modelu Pulse60 Renaud poszedł w całkowicie odwrotnym kierunku – mechanizm bije z częstotliwością zaledwie 1 Hz (7200 wahnięć na godzinę). To dokładnie 60 uderzeń na minutę, co sprawia, że zegarek odmierza czas w rytmie odpoczywającego ludzkiego serca. Zamiast nerwowego tykania, ruch jest płynny, głęboki i ma wręcz medytacyjny charakter. Facet pod własnym nazwiskiem redefiniuje tradycyjne zegarmistrzostwo - warto o nich poczytać. Bardzo ciekawe są także czasomierze Trilobe - znaleźli swój własny język i pokazują wskazania czasu w bardzo ciekawy sposób; fajnie też oglądać z każdą edycją MWW jak się rozwijają. Bardzo spodobał mi się Oris Star - ciekawy zegarek za rozsądne pieniądze - widziałem go wcześniej w sieci i ucieszyłem się że mogłem go przymierzyć. Fajnie było obejrzeć Favre Leuba i ich model Harpoon, szczególnie pod kątem nowego zegarka klubowego opartego na tym modelu. Przy okazji dodam odnośnie tych marudzących że to mały zegarek - wcale taki mały nie jest i bardzo dobrze leży na nadgarstku. Niesamowte rzeczy robi L’epee - trochę pobieżnie tylko spojrzałem na ich stoisko i trochę żałuję. Mieć coś takiego na biurku to byłaby super sprawa - polecam o nich poczytać. Nie omieszkałem skorzystać z okazji i kupiłem bransoletę do mojego Dennisona Tiger Eye, zakupionego zresztą podczas ubiegorocznej edycji MWW. Przy okazji zauważyłem że mocno podnieśli ceny, chyba że mnie się udało kupić jakoś okazyjnie mój egzemplarz rok temu - może tak być że po dłuższej pogawędce z Emmanuelem Gueitem sprzedał mi on wtedy zegarek bez VATu😁
Rozczarowania? Jednak Greubel Forsey - te zegarki, pomimo ich niesamowitych rozwiązań mechanicznych, są absolutnie nienoszalne. Podobnie z modelem Girard Perragaux Cosmos - jakby próbowali zrobić coś na wzór Greubel Forsey, zresztą za podobne pieniądze, bo jedyne 312 tysięcy euro. Kerbedanz nawet ciekawy ze względu na rozwiązanie nakręcania mechanizmu (co ciekawe podobne do tego z Cosmos GP) ale jakiś taki klockowaty - taki przerośnięty Franck Muller skrzyżowany z MBF. Ming to takie niewiadomoco - obejrzałem i zaraz o nim zapomniałem.
Muszę też przyznać, że absolutnie nic nie wiedziałem o marce Yosuke Sekiguchi, a wydały się nawet ciekawe. Niestety, na ich stoisko wcisnął się jakiś Hindus i gadał jak najęty i po 20 minutach oczekiwania nie dałem rady czekać i się poddałem, a potem już do nich nie wróciłem - poczytam o nich w sieci. Marka Luca Soprana też tylko obiła się o uszy. Także trochę żałuję, bo Luca był gdzieś w okolicy i chciałem sobie z nim pogadać, bo jego syn był średnio chętny do rozmowy, ale w końcu się nie pojawił. Umknął mi Krayon, a to są niesamowite zegarki, które już kilka razy udało mi się przymierzać - trochę szkoda, bo być może byli właściciele marki, ale naprawdę ich nie zauważyłem.
Podsumowując- MWW staje się coraz ciekawszy, co rok czymś zaskakuje i mam nadzieję że ta incjatywa będzie się rozwijać.
IMG_7673.MOV
IMG_7649.MOV