Wybacz, ale to porównanie z d….y. Widziałeś kiedyś ludzi chodzących w zegarkach po ulicy i ‚przypadkowo’ je eksponujących powolnym ruchem, tak aby wszyscy widzieli? A tak właśnie wygląda jeżdżenie autem po Monako. Bywałem tam często i to jest szczyt blichtru, pozerstwa i bezguścia. Widziałem kobietę jadącą Lamborghini z kawiarni do sklepu (odległość jakieś 300 metrów) i kręcącą cztery kółka na rondzie, aby wszyscy ją widzieli. Przecież tam nic nie ma - to słynne miejsce gdzie ludzie się zbierają i przyjeżdżają auta, to hotel i kasyno - czy naprawdę ludzie jeżdżą o 10 rano do kasyna tabunami? Robią to, aby zaszpanować.
Zapytasz czemu tam często bywałem? Ano w drodze na Lazurowe Wybrzeże i mieszkał tam znajomy, z którym się widywaliśmy. Pojechać, zobaczyć - ok. Ale zachwycać się tym targowiskiem próżności? To coś jak jechać na tydzień do Dubaju i cieszyć się urlopem w mieście gdzie czas spędza się chodząc po galeriach handlowych.
Co innego kręcić filmik żeby pokazać dźwięk V12 czy jakieś właściwości jezdne (a tym bardziej robić to profesjonalnie), a czym innym ślinienie się w Monako na auta i laski w super mini wysiadające z aut ruchem tak wystudiowanym że aż mdli.