Wiem, co masz na myśli, ale to nie do końca też tak. Dam przykład: jak stałem bo bilety dla siebie i syna na sezon Milanu, to byłem w kolejce w ich siedzibie (online nie ma zniżek dla nastolatków). I stałem jak kołek 5 godzin, ludzi setki, kasy czynne dwie. A obok kasa do muzeum Milanu stoi pusta. Stoję i widzę, że się nie wyrobię, bo o 17 już cyrk zamykają (a sprzedają stacjonarnie tylko w jeden dzień bo wszystko się błyskawicznie wyprzedaje). We mnie się już Polak budzi, zaczynam zdenerwowany pytać, czemu ten gość z kasy muzeum też biletów sezonowych nie sprzedaje (oni: ale on jest od muzeum; ja: ale przecież i tak ludzi do muzeum nie ma, niech bilety nam sprzedaje), do tego czemu nie ustawią dodatkowych osób z terminalami, żeby szybciej kolejkę rozładować? A co robią Włosi? Stoją spokojnie, trochę się pośmieją, trochę pożartują, a ci co odejdą z kwitkiem, powiedzą, że cóż, nie udało się. I jeszcze będą dyskutować, co na kolację zjedzą 🤣. Ot, taki naród. Bilety w końcu kupiłem online przez znajomości żony w Milanie 😆.
A nawiązując do drugiej części twojej wypowiedzi, to mam wrażenie że za dużo czytasz pewnych for spiskowych. Nigdy jeszcze w takiej Polsce nie było tak łatwo kupić samochodu i tak wielu na nie nie było stać. Ja pamiętam komunę, która niby była równa i gdzie auta kupić prawie było nie sposób. Pamiętam też niby wolne (w stosunku do eurokołchozu jak go często określasz) lata 90-te i jak drogie wtedy były samochody w stosunku do zarobków (także używane). Teraz używane auto może sobie kupić praktycznie każdy. I jeżdżą te 20-letnie tdiki ukochane przez Polaków, choć co niektórzy trąbią że nie mogą.