Byłem wczoraj z synem na meczu Milan-Frosinone. Mieliśmy bilety na trybunę honorową. Niby fajnie, jedzenie, picie, hostessy, alkohol itp. Ale tak naprawdę strasznie nudno tam za każdym razem jest. Plusem było to, że siedzieliśmy obok Ibrahimovicia, któremu wczoraj towarzyszył nietypowo Giroud. Żona mnie o zdjęcie z Girou’dem prosiła, ale co tam Giroud. Że Ibra (który raczej chłodno do kibiców podchodzi, ale w sumie nie ma mu się co dziwić, bo zawsze setki ludzi stoją pod trybuną i chcą z nim fotkę). Po mojej prawej siedział ten gość i to była prawdziwa przyjemność porozmawiać sobie chwilę (choć to raczej mrukliwy facet) z legendą klubu. Niemniej, od następnej kolejki wracamy na La Curvę, tam się naprawdę kibicuje.