Dzisiaj udało mi się obejrzeć z żoną najnowsze Gwiezdne Wojny. Oboje jesteśmy pod wielkim wrażeniem i już nie możemy się doczekać kiedy film zostanie wydany na Blu-Ray. Przyznać trzeba, że VII część jest znacznie lepsza od infantylnych, przesadnie kolorowych i dosłownych epizodów I-III. Odwołanie do starych części dostrzec można bez problemu. Z jednej strony, nacisk położony jest na emocje oraz chemię, jaka jest powstaje między bohaterami. Z drugiej - jak pięknie historia zatacza koło. To tak w dużym skrócie. SPOILER ALERT Rey mogła równie dobrze zabić przeciwnika i nie byłoby nic w tym dziwnego. Luke, prawdopodobnie po kilku godzinach ćwiczeń, był w stanie trafić największego zabójcę w galaktyce. Z żoną obstawiamy, że Rey jest córką Luke'a, który ją zostawił, aby ją chronić. Scena śmierci Hana Solo mogłaby być lepsza i to jedyne, co może być dyskusyjne. Sama zaś postać wykreowana przez Adama Drivera jest w porządku. Kto powiedział, że "bad guyem" nie może być zagubiony, szukający swojej drogi młody człowiek? Kogo wolelibyście pod maską - jakiegoś zakapiora?