Pytanie do orientujących się w sprawach technicznych.
W moim aucie pojawił się dzisiaj problem, obroty jałowe wzrosły do 1000. Szukam więc przyczyn, kombinuje ze szczelnością filtra i czujnikiem, ale widzę, że wycieraczki coś powoli jak w starym maluchu pracują. Potem na mieście odpalam silnik, ledwo kręcił choć zapalił.
Chyba więc brak ładowania, chociaż kontrolka nie świeci. Podpinam woltomierz na jeszcze pracującym silniku i... 10,47V, delikatnie skacze o dziesiąte wolta. Akumulator jest kupiony w grudniu pod koniec zeszłego roku. Dodatkowo słychać z górnej części silnika pod osłoną jakby grzechotanie. Po zgaszeniu auto już nie odpaliło. No to powiedzcie mi, czy dobrze kombinuje. Brak ładowania i jazda na światłach wypompowała akumulator doszczętnie, a alternator albo stawiał za mały opór bo już nie produkował prądu i dlatego obroty wzrosły, albo wręcz odwrotnie, nie ładował a opór stawiał większy a silnik by przez większy opór mechaniczny alternatora nie zgasnąć podtrzymywał wyższe obroty. Szwagier miał taką sytuację również w takim samym aucie, że słabo mu światła świeciły, wymienił alternator, ale nie miał informacji z kontrolki ładowania. Ps, jak coś to gdzie dostanę w waszej opinii uczciwie regenerowany alternator.
Doczytałem jeszcze, że ECU mogło podnieść obroty silnika odczytując napięcie instalacji, które spadło z powodu rozładowania akumulatora. Rozładowanie mogło nastąpić właśnie z powodu awarii ładowania.