Jakbyśmy się cofnęli o kilka lat, to był G-shock (jeszcze ten normalny, tani, lekki i wytrzymały) oraz Pro-Trek - duży i zaawansowany, z barometrem, kompasem i mnóstwem dupereli. Idąc w trudne warunki zakładałem DW-5600, który nigdy mnie nie zawiódł nawet tam, gdzie nikt mi nie mógł wymienić bateryjki. Odkręcałem dekiel scyzorykiem i wkładałem nową baterię. Chociaż jego widoczność w kurzu i w słońcu była, jakby tu powiedzieć, mocno do d*py. Protrek zawsze mi się podobał, ale był za wielki i za drogi i jakiś taki mało odporny. Koledzy chwalili sobie jednak PRG-240 i Suunto Core, chociaż Suunto było mocno prądożerne.
Technika poszła do przodu, Instinct to dobrze zbudowany zegarek, z genialnym wyświetlaczem, z tym wszystkim co miał Protrek plus GPS i parę bajerów średnio przydatnych dla mnie do codziennego użytku. A rolę Protreka w mojej głowie przejął Fenix. Za wielki i za drogi i też wydaje się mało odporny. No i co chwila żebrze o prąd. Ale ma swoich zwolenników, jak niegdyś Protrek i Suunto.
Ja jako mapę biorę mojego styranego już przez 12 lat eTrexa 20. GPSMap kosztował wtedy dwa razy tyle i miał tak samo wujowe opinie jak eTrex Ale jak dobrze pamiętam, to wielkiego wyboru wtedy nie było.