Moje V50 T5, Top silnik, prawie top wyposażenie, w jakieś 7 lat zrobiłem ok 100k km, zakup przy ok 85k, teraz ma prawie 190k. Po drodze robiłem rozrząd plus zwykłą eksploatację, stanął raz bo padła jakaś wtyczka przy pompie paliwa, polutowali, jeździł dalej. Total, ok 5k kosztów, bez żadnych większych sensacji. Rdzy - zero, na masce i zderzaku zaczynają się lekkie ubytki bezbarwnej warstwy, no ale auto ma 15 lat. Teraz dwa wnioski z tego. Może spokojnie kupić używane auto premium, czy niech będzie "prawie premium" i mieć bardzo rozsądne koszty utrzymania. Wiadomo, są miny, natomiast, odpukać, ja, brat czy ojciec przy prawie 10 autach używanych z trochę lepszej półki (4-5 letnie max przy zakupie) nie nacięliśmy się. No w 1 Passacie CC ojca był słabo zrobiony szpachlą jeden błotnik, ale to tyle. A drugie, ten mój Volviak, dbałem o niego, ale jakoś nieprzesadnie i myślę, że mogę go porównać do mojego Avensisa, który ma 4 lata i 130k przebiegu, jeśli chodzi o to jak wyglądają plastiki, zużycie itd. W Volvo skóra trochę już popękana w niektórych miejscach, ale sama skóra dużo lepszej jakości niż w Toyce. Jakiś czas temu miałem pół rocznego Mustanga z wypożyczalni, z przebiegiem 20k mil, wyglądał gorzej niż to moje Volvo, farba z plastików już schodziła. W sumie brat niedawno popchnął Superb-a 2,8, 13 letniego i to auto też się całkiem nieźle trzymało. Tak jak pisze Trollu, jest oszczędzanie gdzie się da i nie sądzę, żeby nowożytne tapicerki/wnętrza wytrzymały tyle czasu ile auta obecnie, 15-20 letnie.