Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

PaweelK

Nowy Użytkownik
  • Content Count

    20
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

11 Początkujący

About PaweelK

  • Birthday May 19

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Mielec
  • Hobby
    GSM

Recent Profile Visitors

109 profile views
  1. A kto by tam na bombki patrzył. Współczuć trzeba. Bieda taka że nawet na porządne majtki nie starczyło. Tylko jakieś takie przymałe po młodszej siostrze. A tu Panie zima idzie.
  2. Który zapowiadał Krzysztof Ibisz: )
  3. Ech czasy. A u mnie z towarów exportowych to można było wybrać towary z okolic wyżyny sandomierskiej Lub pogórza podkarpackiego Miejscowy był tylko lubelski chmiel. I ewentualnie kombinacja typu uboot. 1/2 lubelskiego chmielu 1/2 węgrzyna i zatopiona 50ml. Krakusa lub żytniej. Ps. A nie. Zapomniałem. Był jeszcze royal w plastiku od przyjaciół ze wschodu. Że człowiek żyje, nie oślepł i się dobrze ma to się dziwię. Ale wspomnienia pozostały.
  4. A ja myślałem że fotografia Brzęczka to analogia do poprzedniej bo wygląda jakby miał strzałę w głowie.
  5. nr 9. Surowe, Mocne bym powiedział. "Takie jak treblinki z Sulęcic"
  6. Widziałem na żywo. W ręku nie trzymałem. Ale dalej nie urzekła. Było to, co prawda jakiś czas temu. Więc szczegóły mogły się zatrzeć w pamięci.
  7. PaweelK

    GERLACH

    Polecicie coś z gerlacha aby trwałe było i ładnie się nosiło? Wiem każdy swoje chwali.
  8. Nie rozumiem do końca fenomenu kontiki. Z jednej strony nie urzeka, albo jest wiele równie ładnych. (się mi chyba dostanie) Z drugiej strony, czaje się na niego od ładnych kilku lat. i tak jak panna na wydaniu. "Chciała bym, ale boje się" Co jakiś czas wchodzę na dział i się przyglądam. Może kiedyś czas nadejdzie.
  9. PaweelK

    Parnis

    Król designu toto nie jest. Ale coś w sobie ma. Nawet ok. Jako en-ty w kolekcji czemu nie.
  10. Z aktualizacjami nawet ok. Na pewno nie gorzej niż u innych androidowców. Jak na chińczyka ok. Xiaomi jest marką która chce ekspansji na inne niż chiński rynek. A dodatkowo ma chińską konkurencję. Więc muszą się starać. Z poprawkami zabezpieczeń, tu się nie wypowiem. Wiem że są polskie fora dość rozbudowane, kiedyś chłopaki bardzo dobrze działali. Poprawki i aktualizacje softu były częściej niż u samsunga. Myślę że teraz też tak jest. Ale samą nakładkę i system uważam za jedną z najlepszych. (przynajmniej taka była jakiś czas temu) i myślę że została. Bardzo dobrze mi się na niej pracowało. Do tego stopnia że zamieniłem na nią oryginalny soft na samsungu galaxy s5. I było o niebo lepiej. Gdybym miał brać drugi telefon, to postawiłbym na xiaomi mi 9. (Pierwszy note od samsuga ze względu na rysik.) Cena, osiągi, ekran, ogólny wygląd, interfejs i miui. To, czego do niedawna brakowało w xiaomi to amoleda, bo innych ekranów nie uznaję. (pomimo ich szybszego wypalenia).
  11. może było ale dla tych co nie widzieli powtórka. Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocię. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy - a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia, zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz, która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu, aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie, wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako że to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki nie nastręcza mi to wiele problemów. Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj - niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wy***rdalać więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane - ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść - taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na klamkę, ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał - a wtedy wiadomo - wąż. Dobrze więc, uporządkuję: żona - delegacja, ja - praca. Wracam, wchodzę do domu, kot przy drzwiach do łazienki skwierczy, bo jak wychodziłem to zamknąłem za sobą. Ok, kotku mnie się też chce. Idziemy razem - ja toaletka, okienko uchylam, papierosik (bo żona będzie za trzy dni - więc spokojnie wywietrzę) kotek swoje, ja przez okienko spoglądam, jest cudnie. Kotek wskakuje na kaloryfer, na parapecik i patrzymy razem przez okno. No cudnie. Kot skończył dawno, ja teraz, pet do muszli, spuszczam wodę, a ten mały sk***iel jak nie śmignie i sru za tym petem z tego parapetu i do kibla. Zakręciło nim dwa razy i kota nie ma. Nawet nie zdążył miauknąć. No ja pier**lę. Nie ni ch*ja to niemożliwe jest. Przecież nawet taki mały kot jest ku*wa za duży, żeby przejść tym syfonem. Ale słyszę tylko pizdut - oż ku*wa, no to nie mogło mi się zdawać - coś ciężkiego poszło w pion. Ku*wa, wszyscy święci w trójcy jedyny Boże, ukazali mi się przed oczami. Kot ku*wa popłynął wprost w odmęty prawego dopływu królowej polskich rzek. Lecę ku*wa na dół do piwnicy, choć może powinienem od razu do schroniska, zanim wróci moja żona - nie ma wafla, znajdę jakiegoś małego czarnego sk***iela z białą krawatką, nie było jej kilka dni, może się nie połapie. Ale ch*j, najpierw do piwnicy - zbiegam po schodach, słucham - coś drapie w rurze, pion, kawałek płaskiej rury - miauczy - jest, ku*wa, żyje i nie poleciał do sieci miejskiej. Nawet jak teraz zdechnie to ch*j, przynajmniej będę miał jego truchło i powiem, że kojfnął z przyczyn naturalnych albo tylko lekko nienaturalnych, bo przecież mi baba nie uwierzy za ch*ja trefla, że kot sam wpadł do kibla. Ale na razie drapie i żyje. Znalazłem taki wziernik, gdzie można zaglądnąć do tej rury i wołam. Kici, kici! Ni ch*ja, nie przyjdzie, wołam, wołam, a ten ku*wa głąb zamiast przyjść do mnie to ku*wa chce iść tam skąd przyszedł, czyli do góry w pion. Ja go wołam, a on do góry drapie. I udrapie, udrapie kilkanaście centymetrów i zjazd w dół. No pojebało i mnie, że tu stoję i jego (kota) Tak przez pół godziny. Prosiłem, wołałem, błagałem, groziłem, wabiłem żarciem i ni ch*ja, uparł się i nic tylko rurą do góry z powrotem do kibla. Za daleko, żeby włożyć rękę, grabie czy cokolwiek. Jedyna metoda - fight fire with fire - ogień zwalczaj ogniem. Zatkałem tę rurę przy wzierniku deszczułkami, których używam na podpałkę do kominka, żeby kot nie popłynął już nigdzie dalej i z buta na górę do kibla - geberit i woda w dół - bombs gone. I bieg do piwnicy. Po drodze słyszę jak się przewala po rurach - podziałało. Wbiegam do piwnicy i ku*wa koniec świata. Nie ma moich deszczułek - no może z jedna, cała prowizoryczna tama poszła w ch*j i kota też nie słychać już. Ja pier**lę. Ku*wa, gdzie ta rura teraz idzie - coś mi świtnęło, że kanalizacja w ulicy, dom od ulicy ze 30 metrów - może nie wszystko stracone i gdzieś się zwierzak zatrzymał po drodze. Biegnę na ulicę, jest studzienka - mam nadzieję, że to od mojego domu. Ni cholery jej nie podniosę. Ciężka jak szlag i nie ma za co chwycić. Powrót do domu i pogrzebacz od kominka, tym może uda się to podważyć. Ni cholery - najpierw ugiąłem, potem złamałem żelastwo. Myśl! Auto stoi na ulicy - mam pas do holowania, może uda się to szarpnąć. Hak, pas, wsteczny - poszło, aż zakurzyło. Po jaką cholerę takie te wieka robią ciężkie. Smród jak cholera, ale złażę tam - ciemno jak w d*pie, rura jest, wygląda, że idzie od mojego domu. Latarka. Ku*wa, mam w aucie, ch*jowa, ale może starczy. Włażę po raz drugi- smród mnie już nie zabije - przywykłem po chwili. Zaglądam i jest, oczyska mu się tylko świecą. I znów ta sama bajka. Kici, kici, kici, a ten mały skurczybyk spierdziela w drugą stronę. No ja pier**lę. Szlag mnie trafi. Długo tu nie wysiedzę, jest zimno, śmierdzi, a na dodatek ktoś mi zwali tę pokrywę na łeb i moje problemy się skończą jak nic. Nie chcesz po dobroci, to będzie po złości. Do domu, po brezent. Wyłożyłem dno studzienki, tak by mi nie wpadł głębiej. Zużyłem wszystkie taśmy samoprzylepne, plastry, żeby nie wpadł do głównej nitki kanalizacyjnej. Zaglądam co chwilę do rury, ale słyszę tylko miauczenie i nic nie widzę. Poszedł gdzieś w pizdu. Jeszcze tylko trójkąt, żeby nikt się w tę otwartą studzienkę nie wpierdolił, bo na ulicy ciemno. Sąsiad, ku*wa, ciekawski, widziałem żłoba jak patrzył przez okno, jak próbowałem pogrzebaczem podnieść wieko. Nie przyszedł pomóc, a teraz ch*j złamany stoi i się dopytuje. Co mam mu ku*wa powiedzieć? Że przepycham kotem kanalizację? Idźżesz w ch*j, pacanie. Powiedziałem mu w końcu, żeby poszedł do domu i pozatykał sobie też wszystkie otwory, bo na początku osiedla była awaria i wszystkie ścieki się wracają i wybijają w domach - a ten baran się przestraszył, poleciał i przed swoim domem siłuje się z pokrywą. Niech ma za swoje. Wracając do kota - bo menda tam siedzi i nie chce wyjść. Mam wszystko gotowe, więc do domu, jedna wanna, druga wanna, koreczek i napuszczam wodę. Papierosik i czekam pod studzienką, bo nuż mu się zmieni i wyjdzie dobrowolnie. Ku*wa, drugi sąsiad przyszedł - po pięciu minutach następny odmyka wieko, teoria samospełniającej się przepowiedni działa - ku*wa, ludzie to są barany. Idę do domu, obie wanny pełne, ognia - spuszczam wodę z wanien i dokładam dwa spusty z dwóch spłuczek z domu. Nie ma ch*ja, to go musi wygonić albo utopić. Lecę na ulicę, woda wali na brezent aż huczy, a tego sk***iela dalej nie wylało z kąpielą. Ku*wa mać, urwało się wszystko w pizdu i popłynęło, bo ileż to utrzyma tej wody. Brezent, taśmy, plastry, sznurki - w ch*j - jak się to gdzieś przytka, to będę miał przejebane. Znowu do domu po drugi pogrzebacz, bo trzeba zamknąć ten pier**lony dekiel. Wchodzę - a ten sk***iel kot tarza się w sypialni po łóżku. No ja pier**lę! Jak on ku*wa wyszedł, którędy? Ano ku*wa wziernikiem w piwnicy - zostawiłem otwarty. Ja ku*wa stoję i marznę a ten gnój tarza się w mojej pościeli. Zajebię. Przerobię na pasztet. I jeszcze z radości włazi na mnie. Ku*wa mać. Przynajmniej kuleje. Straty: za***ane łazienki, w obu przelała się woda z wanien, za***ana piwnica, bo zostawiłem otwarty wziernik i duża część wody poleciała na piwnicę. Pościel w sypialni do wyjebania, brezent z reklamą firmy - poszedł w ch*j, latarka - w ch*j, pogrzebacz w ch*j. Afera na ulicy jak ch*j. było długie, to jeszcze kilka krótkich: - Nie chcę cię denerwować, ale twoja córka wczoraj najwyraźniej przesadziła z alkoholem! - To niemożliwe! Przecież ona nawet nie bierze do ust! - Obawiam się, że po raz kolejny będę musiał cię zmartwić. Moja kobieta uważa, że w restauracji powinniśmy płacić po połowie. Nawet jeśli ona tam była z matką, a ja w domu. Polska wysłała strażaków na pomoc Szwecji w walce z pożarami lasów. Szwedzi byli w szoku, bo już dawno nie widzieli tylu białych facetów naraz. Działo się to w Chinach, za czasów dynastii Ming. Cesarz ogłosił, że szuka nowego dowódcy dla swej przybocznej straży. Wkrótce stawiło się przed nim trzech samurajów: japoński samuraj, chiński samuraj oraz żydowski samuraj. Najpierw cesarz zwrócił się do japońskiego samuraja: - Pokaż mi, co potrafisz. Japoński samuraj wystąpił, skłonił się, po czym z małego pudełka, które trzymał pod pachą, wypuścił muchę. Następnie zamachnął się swoją japońską kataną - Ciach! - mucha pada martwa, przecięta dokładnie na pół. Japoński samuraj skłonił się ponownie, po czym wrócił do szeregu. Następnie cesarz zwrócił się do chińskiego samuraja: - Pokaż mi, co potrafisz. Chiński samuraj wystąpił, skłonił się, po czym z małego pudełka, które trzymał pod pachą, wypuścił muchę. Następnie zamachnął się dwa razy swoją chińską kataną - Ciach, ciach! - mucha pada martwa, przecięta dokładnie na cztery idealnie równe części. Chiński samuraj skłonił się ponownie, po czym wrócił do szeregu. Cesarz patrzy na to z niedowierzaniem, myśli sobie - "To mistrz niezrównany, nic nie przebije tego wyczynu", ale dla formalności zwraca się jeszcze do żydowskiego samuraja: - A co ty potrafisz zrobić? Żydowski samuraj wystąpił, skłonił się, po czym z małego pudełka, które trzymał pod pachą, wypuścił muchę. Następnie zamachnął się potężnie swoją żydowską kataną, aż wiatr przeszedł po całym pomieszczeniu - CIAAAAAAAAAAAAACH! - i... Patrzy cesarz z niedowierzaniem: - Co to ma być, żydowski samuraju? Mucha dalej lata, nawet jej nie zabiłeś! Na co żydowski samuraj ze spokojem: - Zabić? Wasza cesarska mość wybaczy, zabić każdy potrafi. Ja ją obrzezałem!
  12. Cóż. Ceny S10 wysokie, ale osobiście (po zachłanności producentów i dążenia do coraz większych cen) spodziewałem się wyżej. I tak nie jest to najdroższy telefon. Cena wyjściowa na poziomie ~4k za telefon może i duża, ale szybko spada (jak wszystko, rynek weryfikuje) i za chwilę będą obniżki.A początkowo kupują maniacy nowości lub ci co chcą się pokazać. Całkiem niezłe parametry za tą cenę. Jeśli ktoś chce taniej polecam drugą nowość (z tego samego dnia) tj xiaomi Mi9 (za połowę kwoty samsunga). Bardzo dobrze zoptymalizowany system. Cóż, wady też są, ale xiaomi z roku na rok ciągnie w górę, przy rozsądnych cenach. Iphone, trzeba polubić. A ja i tak czekam na premierę note 10 od samsunga. Kto raz przekonał się do rysika, jako elementu do pracy a nie gadzetu. ten docenia. Nawet przy rozmiarach note. Gdzie ciężko jedną dłonią operować. Mam note 8 i pomimo namów moje całej ziphonizowanej rodziny pozostanę.
  13. PaweelK

    GWN Gulfmaster

    Nic właśnie, co to znaczy istotne. Jak bardzo istotne aby się wskazówka ruszyła. Bo jeszcze jak mam go 2 lata to się nie zdarzyło. Mała wskazówka ani drgnęła z godz. 6. Czy ktos wogole zaobserwowal zmianę.
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.