Kolejny dzień z aplikacją Mutamayeza. Nadal przyjemnie mi się go nosi, muszę tylko uważać z intensywnością, bo już zaczynam swoje regularne cztery 'psiki', a to w przypadku tych perfum jest już mocno wystarczające. Przy okazji, duża pochwała za atomizer, działa kapitalnie. Już pod niewielkim naciskiem palca, wyrzuca z siebie bardzo dobrze rozpyloną, pachnącą chmurkę, ułatwia dozowanie. Mam z nimi tylko jeden problem. Problem, który być może, ma każdy, kto się z nimi zetknął. Z jednej strony nie mogę o nich powiedzieć żadnego złego słowa, zapach wpasował się w gust idealnie. Jakiś czas temu rozglądałem się za jakimś arabem, zapach miałem niesprecyzowany, ale gdzieś tam w głębi go czułem i miałem jakieś oczekiwania. I taki właśnie jest Mutamayez. Pewnie są lepsze, ale ten jest pierwszy i od razu trafiony. Problem z nim mam tylko taki, że zaczynam się czuć oszukiwany. No bo jak to możliwe, że za tak nikczemną kwotę (54 zł), dostaję coś, co tak mi się podoba, przecież gdzieś musi być haczyk. Jakoś tak źle wygląda na półce w towarzystwie droższych kolegów, i mimo tego nie ma dla nich respektu. Tak, gdyby zmienić mu wygląd, nadać delikatnych znamion luksusu lakierowaną czernią i złotem, podnieść cenę trzykrotnie, wtedy czułbym się świetnie i usatysfakcjonowany