"Kukuruźnik" - "radiola" to różnica 3 pokoleń studenckich ... a i pewnie regionu . Wcześniej za czasów mojej siostry (też 3 pokolenia studenckie-lata 60-te) to był "kołchoźnik" ... Ps. radio było kompleksowe dla kilkunastu akademików, a kierowniczki /kierownika nigdy na oczy nie widziałem ... chyba się nas bała/bał. Wszystko odbywało się za pośrednictwem dziekanatu i portierni .... Akademik kosztował 180 zł, obiady w stołówce w robocze dni tylko (120 zł/miesac). Bułka z serem 1,20zł, z boczkiem gotowanym sałatą i ogórkiem 2,20zł. W akademikowym barze parówka (gruba) z bułką i musztardą i herbata z cukrem - równo 5 zł. Miałem 1250 zł stypendium fundowanego, no i wpadała nagroda co pół roku (średnia powyżej 4,5 to było 2000zł) żyć nie umierać. A kto pamięta materiał na grzańca - J23 ( czasami mówiono La Patik (patykiem pisane) . Całe ~23 zł , do tego cynamon , goździki i co tam było z przypraw .... 15 butelek do gara, na ciepło i całe piętro się bawiło ...