Wiesz, nie da się przedstawić wszystkich odczuć w krótkim wpisie. Tak Wolbrook jest za dużo mniejsze pieniądze niż szwajcarskie markowe zegarki i nie można ich porównywać. Moim zdaniem brakuje mu fazki na krawędziach koperty z polerem. Wyglądałby zdecydowanie lepiej, a koszty produkcji nie wyłyby znacząco wyższe. Taki jak jest podoba mi się wystarczająco i jest jednym z moich ulubionych zegarków. Minął mi już etap fascynacji markowymi zegarkami. Parę miałem, dużo mierzyłem i znikające szkło, to jedyna rzecz która w drogich zegarkach robi na mnie wrażenie. Poza tym nie widzę nic za co miałbym zapłacić więcej. Dla mnie luma jest istotna, bo sporo przebywam na zewnątrz wieczorami i nocą. O ile w mieście nie ma to aż takiego znaczenia, to poza miastem jest miło korzystać z zegarka, a nie telefonu, z którym gdyby nie praca to najchętniej bym się rozstał. Jaram się w Wolbrooku stylistyką vintage i jak dla mnie to design tarczy, grube wskazówki, boksowe szkło i aluminiowy bezel odpowiedzialne są za urok tego zegarka. Odkąd mam nową bransoletę, to noszę go bardzo często. Niestety nie lubię pasków, a bransolety BOR nie cierpię. Nie pasuje mi biżuteryjna bransoleta do toolwatcha. Chińczyków też kilka mam i są faktycznie wykonane dużo lepiej, ale brakuje im charakteru. Odnoście samochodów, to ja wróciłem z roadstera kabrio Mecedesa do Renaulta Kangoo. Doceniam wygodę, funkcjonalność, dyskretne przemieszczanie i możliwość zabrania wszelkiej maści "sprzętu" na zadupie, czego nie miałem w Mietku. No i Babci się lepiej wsiada i wysiada, a ona też lubi jeździć na zadupie.. Odkąd dojazd mam wszędzie eskami lub autostradami i nie potrzebuję na zatłoczonej drodze wyprzedzać ciężarówek, to mogę jeździć autem z dowolnym silnikiem, bo i tak zapinam tempomat i tyle. 😉 W zegarkach wracam do kwarców, bo są dla mnie, a nie ja dla zegarka 😉