Przeczytaj proszę podlinkowaną przez Ciebie definicję raz jeszcze. Naprawdę uważasz, że nazywanie kogoś fanboyem nie jest obraźliwe? Nie chodzi mi o to, kto i kiedy wypowiedział pierwszy "fanboy". Chodzi o to, że to określenie było używane jako jeden z koronnych argumentów w walce z osobami, które miały inne zdanie niż to, że MM to G-ÓWNO. Tutaj prym wiódł już nie Twój "fanboy", ale kolegi T Atomicusa Prawdę mówiąc niespecjalnie się przejmuję takimi określeniami. Pisząc, że poczułem się urażony miałem raczej na myśli pewien niesmak, który powstał przez nadużywanie tego określenia wraz z innymi sugerującymi kompletny brak obiektywizmu. Niestety marketingowe kłamstwa otaczają nas z każdej strony. Począwszy od płynu do mycia naczyń, poprzez tanie wakacje w jednym z ciepłych krajów, samochody osobowe renomowanych marek, które produkt testują na klientach, a skończywszy na... No właśnie na czym, bo zdaje się, że chyba nie ma branży, gdzie producent nie mamiłby klientów marketingowym bełkotem. Nie bronię MM za wszelką cenę, nie twierdzę, że jest to niezniszczalne urządzenie, niezbędne podczas trudnych wypraw outdoorowych. Nie mówię również, że Casio nie dało ciała z tym zegarkiem. Nie tylko zresztą z tym, bo problemy ze wskazówkami oraz parującymi szkiełkami są znane nie od dziś również w innych modelach G-Shock. Prowadzisz aktywny tryb życia i nie dziwię się, że chciałbyś, aby obietnice producenta miały pokrycie w rzeczywistości. Uważam, że MM to fajny gadżet, ale jestem również zdania, że zwykła kostka lepiej by się sprawdziła podczas Twoich wypadów. Zabrałem kiedyś na dość dla mnie ekstremalny spływ kajakowy GW-M5610. Strach pomyśleć, jakby wyglądał mój GWG, gdybym go miał wtedy na nadgarstku. Kostka, z racji swojej wielkości, zbytnio nie ucierpiała, ale GWG złapałby kontakt z każdą gałęzią, kamieniem, czy kajakiem. Sam nie wiem, jak coś takiego jak GPR-B1000, który ma jeszcze większe rozmiary, może być traktowane jako zegarek outdoorowy. Chyba tylko do biegu na orientację.