Słuszna uwaga... może jakaś ankieta z głosowaniem
A tak na serio, to jedna z wcześniejszych opcji przewidywała zdaje się taka kolejność.
Chociaż w obecnej wersji wytłumaczenie pól jest bardzo proste. O 6 wstajemy, na rozruch zimny prysznic, autoafirmacja przed lustrem, podwójne espresso. O siódmej kolejne, droga do pracy w kilkuknastokilometrowym korku, jak zwykle wyścig z czasem i slalom między wlokącymi się, nieumiejącymi jeździć baranami (kto im w ogóle dał prawko, a gdzie zielony listek), na koniec walka o miejsce parkingowe pod biurowcem w Mordorze, co podnosi nam ciśnienie jeszcze bardziej i jesteśmy już gotowi i wystarczająco nabuzowani, aby spełniać się zawodowo. A potem już z górki, czternaście godzin przed kompem i możemy udać się na zasłużony (no według szefa nie do końca) odpoczynek