Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Search the Community

Showing results for tags 'ETA'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • KLUB POD BALANSUJĄCYM WAHADŁEM
    • FORUM GŁÓWNE
    • ZABAWY i KONKURSY
  • ZAPYTANIA I SUGESTIE PRZED ZAKUPEM
    • Podróbki i zapytania o autentyczność
    • Jaki zegarek...
    • Podręczniki i porady
    • Aukcje Allegro, eBay i inne
    • Marki wirtualne i modowe
  • WIADOMOŚCI I NOWOŚCI
    • NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
    • WIADOMOŚCI
  • FORA TEMATYCZNE
    • ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
    • AHCI I PRODUCENCI NIEZALEŻNI
    • ZEGARKI POLSKIE
    • ZEGARKI AMERYKAŃSKIE
    • ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
    • ZEGARKI JAPOŃSKIE
    • ZEGARKI CHIŃSKIE
    • INNE ZEGARKI
    • VINTAGE
    • ZEGARY
    • KĄCIK ZEGARMISTRZOWSKI
    • Teoria dla praktyków
    • PASKI i AKCESORIA ZEGARKOWE
    • GALERIA
  • DZIAŁ TECHNICZNY
    • PRZEDSTAWIAMY SIE
    • PROPONOWANE ZMIANY - KONSULTACJE
    • FORUM ŹLE DZIAŁA - USTERKI, PROBLEMY TECHNICZNE FORUM, PYTANIA, OPCJE, FUNKCJE
    • ARCHIWUM
  • RYNEK
  • PO GODZINACH
    • PO GODZINACH

Blogs

  • 2gWatchBlog
  • ENICAR - Manufacture d'Horlogerie Ariste Racine
  • dawpi's blog
  • Zegarki z ZMP BŁONIE (1959 - 1969)

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Gadu-Gadu


Strona WWW


Skype


Lokalizacja


Hobby

Found 30 results

  1. Jakoś wzięło mnie ostatnio na pisanie i postanowiłem podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami dotyczącymi zegarka, który po sprzedaży przeze mnie Airmana 18, jest aktualnie najdłużej przeze mnie posiadanym. Była to miłość od pierwszego wejrzenia, kiedy Kolega @vandit pokazał go na forum. Od razu chciałem go kupić, ale wówczas okazało się, że zegarek w zasadzie jest już nie do kupienia, przynajmniej w jakiś rozsądnych pieniądzach. Na szczęście (dla mnie) Arek niedługo później wystawił go na bazarek, a mi decyzja o zakupie zajęła całe 10 sekund. Tym sposobem moją skromną kolekcję wzbogacił Tissot z linii Heritage, a więc model 1952 COSC Limited Edition. Nie chcę pisać o dożywociu dla tego zegarka, bo takie deklaracje na tym forum tylko uśmiech politowania wywołują, ale bez wątpienia jest to obok Moona tym zegarkiem, z którym najtrudniej byłoby mi się rozstać Przy tej okazji uwaga natury ogólnej; IMO linia Heritage od Tissota, z klasycznym pochyłym logo, to aktualnie to, co ten producent ma w swoim portfolio najciekawszego, a doskonałym tego przykładem jest ten nieprodukowany już model, który pojawił się na rynku około 2005 roku, w liczbie 3333 egzemplarzy. Od razu też zastrzegam, że jest to dla mnie zegarek wyjątkowy, stąd trudno mi będzie zdobyć się na obiektywną jego recenzję, ale podejmę tą próbę. 1. Bardzo lubię wstawiać go do tematu poświęconego "kostkom", choć klasyczka kostka to nie jest. Do kształtu "tonneau" też mu trochę brakuje. Zegarek na krawędziach nie jest ostry, jak typowa kostka (np. model Tetra od Nomosa) - jego krawędzie są zaokrąglone. Górna boczna krawędź koperty jest zaokrąglona, co pięknie uzupełnia się z wypukłym i mineralnym szkłem. Luneta okalająca szkło ścięta, a wszystkie powierzchnie polerowane na wysoki połysk. Podoba mi się to, że polerka jest także na wewnętrznych powierzchniach uszy, dzięki temu z tego miejsca nie wyziera surowy metal. Niewielka koronka umieszczona klasycznie, na godzinie 3ciej, oczywiście logowana. Dekiel pełny, którego centrum stanowi satynowany okrąg, z przepięknym (używam tego sformułowania z pełną odpowiedzialnością) wypukłym grawerunkiem. Dekiel tego zegarka wygląda bardzo efektownie, zważywszy na połączenie powierzchni polerowanych na wysoki połysk właśnie z tym satynowanym okręgiem z grawerunkiem. Na deklu podstawowe informacje dotyczące limitacji, zastosowanego w zegarku mechanizmu oraz certyfikatu chronometru. Prawdziwym smaczkiem, gdy chodzi o kopertę, są uszy tego zegarka. Utrzymane w stylistyce art deco, podobne do ...no właśnie, co niczego mi znanego. Długo szukałem i znalazłem, takie uszy możemy też znaleźć w zegarkach Vacheron Constantin z linii Malte - np. model Malte Perpetual Calendar. Nie bawi mnie dociekanie, czy to pierwowzór recenzowanego zegarka był pierwszy, czy VC, więc przez wielki szacunek do tej manufaktury napiszę tylko, że to mój Tissot ma uszy takie, jakie można znaleźć także w zegarkach z linii Malte od VC Jeśli chodzi o techniczne aspekty koperty, to wymiary 32x32 mm, L2L ok. 42-43 mm oraz grubość (razem z wypukłym szkłem mineralnym) ok. 8-9 mm. Rozstaw uszu to 20 mm. IMO całość zdecydowanie proporcjonalna. Zegarek oryginalnie na czarnym skórzanym pasku (średniej jakości), z sygnowanym zapięciem motylkowym. Ja bardzo szybko zdecydowałem się na założenie do tego zegarka paska Hirsch (model Lizard), który IMO bardzoej pasuje do tego zegarka niż gładka czarna skóra. 2. Tarcza tego zegarka ma kolor ecru/kremowy/przybrudzony biały, czy jakoś tak. Tarcza co do zasady jest gładka, a na rogach wygięta jest ku dołowi, co tworzy bardzo ciekawy efekt. Indeksy oczywiście nakładane. Na godzinie 12tej oraz 6tej indeksy w postaci cyfr rzymskich. Tu mała dygresja; takie rozwiązania podoba mi się znacznie bardziej niż zastosowano w innym modelu z linii Heritage (chodzi o model 1948), w którym producent zdecydował się zaakceptować cyframi arabskimi jedynie godzinę 12tą. Uważam, że rozwiązanie zastosowane w recenzowanym modelu powoduje, że tarcza jest bardziej symetryczna. W przypadku godzin 2girj, 4tej, 8mej oraz 10tej mamy nakładane kropki. W przypadku godzin 1wszej, 5tej, 7mej, 9tej oraz 11tej mamy nakładane oraz ostro zakończone wieloboki. Powyżej godziny 6tej mamy wpisaną w okrąg "małą sekundę", przy czym ta subtarczka, inaczej niż pozostała część tarczy nie jest gładka (mam nadzieję, że udało mi się to uchwycić na którymś ze zdjęć), co także tworzy ciekawy efekt, na zasadzie kontrastu, z pozostałą gładką częścią tarczy. Wskazówki typu "alpha", stalowe. Na tarczy (pod godziną 12tą) stare logo Tissota (pochyła czcionka) - malowane, a także napisy "chronometre" oraz "automatique". Na dole tarczy, wokół godziny 6tej napis "swiss made". Datownik na godzinie 3ciej (tarcza datownika biała). Okienko datownika nie jest proste, mamy tu do czynienia ze ścięciem tarczy, co również tworzy ciekawy efekt. Ogólnie zegarek mocno osadzony w stylistyce vintage/retro. Czy można w przypadku tarczy na coś ponarzekać? Pewnie tak, bo zawsze można stwierdzić, że brak odznaczenia w jakikolwiek sposób minut powoduje, że odczyt godziny nie należy do najprostszych, a i przy ustawianiu tego zegarka trzeba się trochę nagimnastykować. Ja jednak uważam, że w zakresie tarczy projekt jest skończony, ponieważ dodatkowe odznaczenie minut, choć przyczyniłoby się do lepszej czytelności zegarka, to jednak nie do końca grałoby z ogólną jego stylistyką. 3. Mechanicznie to Eta 2895-1, w wersji COSC, na co są oczywiście stosowne papierki. Werk znany i ceniony, łożyskowany na 30 kamieniach, zapewniający rezerwę chodu na poziomie 44 h. Oczywiście do tej pory nie sprawdziłem, czy odchyłki mieszczą się w ramach certyfikatu COSC, a także, czy zegarek trzyma zadaną rezerwę chodu. Jak go zakładam, to nic niepokojącego nie obserwuję, co z mojej perspektywy oznacza, że wszystko jest ok. Oczywiście biorąc pod uwagę zastosowany mechanizm i jego wersję pewnie znajdą się tacy, którzy w tym przypadku widzieliby przeszklony oraz dekiel, choćby na wzór tego, z czym w przypadku Tissota mamy do czynienia w cenionym Le Loclu. Drudzy powiedzą, że wystarczy im ten świetny grawer, o którym pisałem już wcześniej. Dla mnie w tym przypadku sprawa jest jasna - wybieram grawer. 4. Nie potrafię być obiektywny w przypadku tego zegarka. Uwielbiam w nim to, że stylistycznie jest tak mocno osadzony w przeszłości i IMO nawiązuje do tego, co Tissot miał najlepsze. Można oczywiście grymasić na szkło, jakie zastosowano w tym zegarku, bo to w końcu szkło mineralne, a nie szafir. Ale z drugiej strony, szkło jest w nim wypukłe, a dzięki temu, że jest ono mineralne, całość IMO zdecydowanie lepiej wpisuje się w stylistykę vintage/retro, którą ostatnimi czasy tak bardzo sobie cenię. Można ponarzekać na tarczę, bo brak w niej odznaczenia minut, ale z drugiej strony, zastosowany w tym modelu układ tarczy lepiej (IMO) wpisuje się w ogólna stylistykę tego zegarka. No i dekiel, bo pewnie znajda się tacy, którzy woleliby transparentny. Ale zamiast tego mamy ten wspaniały grawer Z mojej perspektywy jest to więc projekt kompletny i nic bym tu nie poprawiał. Nadal też będę twierdził, że właśnie linia Heritage od Tissota (no może za wyjątkiem przywołanego już wcześniej modelu Le Locle) to najlepsze, co ten producent aktualnie jest w stanie zaproponować. Przy okazji recenzowanego zegarka warto na koniec wspomnieć również o tym, że w przypadku tego zegarka, mamy do czynienia z zupełnie innym pudełkiem, niż w przypadku tego, co zazwyczaj dostajemy od Tissota. Jest kartonowe pudełko, które skrywa drewnianą skrzyneczkę, lakierowaną na wysoki połysk, wyłożoną eko skórą i zamykaną na magnes. Do tego klimatyczna czerwona podkładka z herbem. Szkoda tylko, że ta skóra tak się łuszczy Dziękuję za cierpliwość i jak zwykle, przepraszam za marnej jakości zdjęcia własnego autorstwa, które nie są w stanie oddać piękna tego nietuzinkowego zegarka
  2. Witam. Jestem posiadaczem zegarka Louis Erard ,szukałem na forum klubu LE ale nie znalazłem więc zakładam Jedyny dystrybutor LE na Polskę to Apart. Troszkę historii o marce "Louis Erard Marka Louis Erard przeszła w swej historii wiele zmian. W pewnym momencie właściwie przestała istnieć. Dziś, z nowymi właścicielami, nową strategią i nowymi pomysłami rozwija skrzydła, by oferować luksusowe zegarki za rozsądną cenę. W roku 2011 obchodziła swoje 80 urodziny. Nowe narodziny Manufaktura, którą założył szwajcarski zegarmistrz Louis Erard, powstała w 1931 roku i w rękach rodziny pozostawała do 1992 roku. Początkowo rozwój przebiegał znakomicie. Zakład się rozrastał, przybywało w nim zegarmistrzów. W 1956 roku Louis Erard uzyskał licencję na przejście firmy od usług związanych z wykańczaniem zegarków do produkcji mechanizmów. W tym okresie należało bowiem najpierw uzyskać prawo do produkcji, aby móc następnie kupować półfabrykaty do mechanizmów. Był to przywilej zarezerwowany dla najlepszych firm zegarmistrzowskich. Pewnego dnia, podczas wizyty nad rzeką, Louis Erard stwierdził: „Czas jest jak bieg tej rzeki – nigdy się nie cofa i bez przerwy płynie. Woda jest tutaj, ale jest już także tam”. Jego potomkowie wykorzystali tę myśl wyznaczając kierunek firmy. Tak narodziło się motto firmy: „L’Esprit du Temps” – „Duch Czasu”. W latach 80. interesy nadal szły świetnie, a fabryka przeniosła się do większej siedziby w La Chaux-de-Fonds. Niestety, wraz z nastaniem ery czasomierzy kwarcowych, nadeszły gorsze czasy i firma Louis Erard zaczęła mieć kłopoty. W końcu, z powodów finansowych, zakłady sprzedano i przez ponad 10 lat marka właściwie nie istniała. Odrodzenie nastąpiło w 2003 roku, kiedy firmą zajęli się nowi właściciele. Alain Spinedi, który przez lata odpowiadał za rozwój marek Swatch i Tissot, dostrzegł potencjał w tradycyjnym szwajcarskim producencie zegarków mechanicznych. Przekonał więc grupę inwestorów do wskrzeszenia manufaktury Louis Erard. Spinedi miał bowiem dobry pomysł na strategię dla firmy. Zauważył, że w Szwajcarii produkuje się albo bardzo drogie czasomierze mechaniczne, albo tanie zegarki kwarcowe. Postanowił więc znaleźć złoty środek. Louis Erard stał się marką, która za rozsądną cenę oferuje eleganckie mechaniczne zegarki doskonałej jakości. Plan Spinediego okazał się idealnym rozwiązaniem. Połączenie ponadczasowej stylistyki i korzystnej oferty cenowej sprawiło, że w ciągu jednego roku markę wprowadziło do sprzedaży 400 salonów zegarmistrzowskich z 23 krajów. Rok później liczba partnerów się podwoiła. Zaledwie po pięciu latach od uruchomienia firmy na nowo, z jej manufaktury wyszedł 50-tysięczny zegarek. „Wszystko, czego się podejmujemy, robimy z ogromną pieczołowitością – mówi Alain Spinedi. Dbamy o to, by nasze zegarki były produktami najwyższej jakości, zarówno pod względem wzornictwa, jak i niezawodności”. Umiar i bezpretensjonalność to niewątpliwie klucz do sukcesu marki, która nie aspiruje za wszelką cenę do miana oryginalnej czy ekskluzywnej. Właśnie pragmatyczne podejście czyni tę markę wyjątkową. Choć manufaktura oferuje swe wyroby w bardzo konkurencyjnych cenach, w żaden sposób nie odbija się to na jakości czasomierzy. Louis Erard należy bowiem do Federacji Szwajcarskiego Przemysłu Zegarkowego (FHS), co jest gwarancją najwyższej precyzji i spełniania wszelkich rygorów postawionych przed zrzeszonymi w Federacji producentami. Czasomierze z duszą Pomysł Alaina Spinedi na ożywienie marki z tradycjami był ściśle związany ze wzrastającym na świecie popytem na mechaniczne czasomierze. Po kilkunastu latach fascynacji tanimi zegarkami kwarcowymi, klienci zaczęli wracać do bardziej tradycyjnych i eleganckich modeli, o których mówi się, że mają duszę. Dlatego odrodzona marka Louis Erard oferuje prawie wyłącznie mechaniczne czasomierze. Oparte są one na kalibrach ETA, czasem również udoskonalanych przez zegarmistrzów manufaktury. Niedawno firma zaczęła wprowadzać także limitowane edycje swoich czasomierzy, cieszące się dużym zainteresowaniem wśród kolekcjonerów i nie tylko. W roku 2011 manufaktura Louis Erard obchodziła swoje 80 urodziny. Dla uczczenia tej pięknej rocznicy, jak i zaznaczenia, że Louis Erard jest w doskonałej formie, firma powołała do życia nową, jubileuszową, popisową kolekcję – Excellence" Stronka LE. http://en.montres-louiserard.ch/shops/europe/ A to moja kostka,mam nadzieję że będzie nas tu więcej.
  3. Przygotowując się do recenzji tego zegarka zacząłem się zastanawiać, co odróżnia pasjonatów zegarków (czy szerzej zegarmistrzowstwa) od przeciętnego "zjadacza chleba", który co do zasady postrzega zegarki tylko przez pryzmat ich podstawowej funkcji użytkowej? Wyszło mi na to, że tym, co nas, pasjonatów zegarków odróżnia to emocje. Emocje. którymi obdarzamy zegarki, a także emocje, które wywołują w nas zegarki. Czasami, co widać nawet po dyskusjach w niektórych tematach na tym Forum, poziom tych emocji jest tak duży, że musi wkraczać szanowna moderacja. Ktoś może oczywiście zapytać, skąd taki wstęp? Ano pokusiłem się o ten wstęp z tej przyczyny, że tym razem postaram się zrecenzować zegarek, który przynajmniej u mnie budzi bardzo silne (pozytywne) emocje. Tym razem zegarek, który jest ze mną już od kilku miesięcy i w związku z tym postanowiłem podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami jego dotyczącymi. Do napisania tej recenzji nieco zainspirował mnie Kolega @MasterMind, który nie tak dawno zrecenzował większego brata bohatera mojej recenzji, czyli model Flagship Heritage - ref. L4.795.4.78.2. Po tym wstępie czas przedstawić recenzowany zegarek; jest nim Longines Conquest Heritage - ref.: L1.611.4.75.2 1. Przy okazji tej recenzji nie jest moim zamiarem rozpisywanie się o historii Longinesa. Trzeba jednak mieć na uwadze, że w przypadku recenzowanego modelu mamy do czynienia z dość wierną reedycją modelu z lat 50tych XX wieku i przy tej okazji należą się na Longinesa pierwsze (i nie ostatnie) brawa. Bo oczywiście Longines oferuje ten model także w kopercie o średnicy 40 mm - ref. L1.645.4.75.4, jednak przy tej okazji nie zapomniano o tych miłośnikach vintage, którzy tak jak ja (również ze względów anatomicznych ) nie tylko życzą sobie zegarków wyglądających jak te, które produkowano kilkadziesiąt lat temu, ale również takich, które swoją wielkością pasują raczej do połowy XX wieku niż czasów nam współczesnych. Tak jest w przypadku recenzowanego przeze mnie zegarka, bo w końcu chodzi o model, którego stalowa koperta (stal 316L) ma 35 mm średnicy, czyli jak na dzisiejsze standardy bardzo mało. Cieszę się wszelako, że Longines miał w sobie nieco odwagi i w konsekwencji zdecydował się także na wariant o takiej właśnie średnicy koperty, typowej dla zegarków z połowy ubiegłego wieku, a przy okazji przyjaznej dla osób takich jak ja, którzy mają mniejsze nadgarstki. Z kronikarskiej dokładności wspomnieć należy o grubości wynoszącej niecałe 11 mm, a także wymiarze L2L, który wynosi 42 mm. Co dotyczy rozmiarów, to mamy więc typowego garniturowca i to typowego w rozumieniu standardów, które panowały właśnie kilkadziesiąt lat temu. Szkło w tym zegarku to wypukły hesalit (wersja o średnicy koperty 40 mm wyposażona została w szkiełko szafirowe) i to również ukłon w stronę stylistyki vintage, która jest tak bliska mojemu sercu. Wodoodporność tego zegarka to ledwie 30 m, co wszelako nie powinno być żadnym problemem gdy weźmie się pod uwagę przeznaczenie tego zegarka. Odległość między uszami to standardowe 18 mm. 2. Koperta tego zegarka jest w całości polerowana na wysoki połysk. Nie można jednocześnie powiedzieć, że jest nudna. Stosunkowo szeroka luneta sprawia, że zegarek optycznie wydaje się większy niż to, co mogłoby wynikać z suchych danych technicznych opisujących jego wielkość. Na bocznej powierzchni koperty mamy wyraźnie zaznaczony pas, z którego wychodzą obłe uszy, płynnie schodzące w dół koperty. Boczne krawędzie uszu są frezowane. Wszystko to wykonane jest starannie i ze smakiem, a cały projekt jest w sposób typowy dla zegarków eleganckich (garniturowych). Chciałoby się napisać, bez cienia ironii, że to po prostu stara dobra szkoła i tak chyba właśnie jest. Niewielka koronka, o średnicy 5,5 mm umiejscowiona jest tradycyjnie na godz. 3ciej. Koronka jest delikatnie karbowana, co pomaga w jej operowaniu. Boczna powierzchnia koronki jest obła i udało się na niej umieścić logo producenta. Po prostu prześlicznie wygląda piękny pełny dekiel, o kształcie wieloboku, w środku którego mamy medalion. Medalion w kolorze złotym, z niebieską emalią, napisami "LONGINES" oraz "AUTOMATIC" oraz z wygrawerowanymi gwiazdami i falą (?). Wszystko to pięknie wyczuwalne pod palcami, dające wrażenie obcowania z porządną rzemieślniczą robotą. Na deklu tradycyjny zestaw informacji, obejmujące nazwę linii modelowej, wodoodporność, pochodzenie zegarka, itp. Zegarek na moim nadgarstku układa się po prostu fenomenalnie, w czym oczywiście zasługa bardzo kompaktowych rozmiarów, a także dobrze wyprofilowanych uszu. 3. Jeśli ktoś zadałby mi pytanie o to, co najbardziej podoba mi się w tym zegarku, to odpowiedź wydaje się dość oczywista, nawet na podstawie moich nie najlepszej jakości zdjęć, robionych telefonem komórkowym. To tarcza tego zegarka, która w mojej ocenie, zasługuje w zasadzie ca obszerny eleborat. Oczywiście nie mam takich ambicji, więc będzie znacznie krócej. Kolor tarczy w przypadku recenzowanego modelu jest ...trudny do opisania. Tarcza na pewno jest jasna, ale na pewno nie jest to biel czy ecru. Tarcza wpada w kolor srebrny, co dodatkowo potęguje efekt "sunburst", mam nadzieję widoczny na znajdujących się poniżej zdjęciach. Zewnętrzna krawędź tarczy schodzi delikatnie w dół, co przywodzi na myśl tarcze w typie "pie pan". Zegarek ma przepiękne nakładane indeksy w kolorze złotym, na których w zależności od oświetlenia, dzięki wypukłemu hesalitowymu szkłu, pięknie widać grę światła. Te nakładane indeksy, oznaczające poszczególne godziny (takiego nakładanego indeksu nie ma na godz. 12tej, gdzie dość nietypowo umieszczone zostało okienko datownika) to nie zwykłe proste klocki. Każdy indeks to w zasadzie dwa połączone ze sobą wielopłaszczyznowe trójkąty. W niedużym oddaleniu od indeksów godzinowych producent zdecydował się na nałożenie lumy, przy czym prostokąty z lumą są częścią podziałki minutowej. Dodatkowy prostokąt z lumą znajduje się na godz. 12tej, nad okienkiem datownika. Także w przypadku godz. 3ciej oraz 9tej, luma znajduje się na zewnątrz tarczy. Pod godz. 12tą napisy "LONGINES" oraz "AUTOMATIC", a między nimi piękne i nakładane złote logo producenta. Nad godz. 6tą napis "CONQUEST", zaś pod indeksem na godz. 6tej napis "SWISS". Jak pisałem już wcześniej, producent zdecydował się na dość nietypowe umiejscowienie okna z datownikiem, bo na godz. 12tej. Okienko datownika zostało bardzo ładnie wycięte. Tarcza datownika w kolorze białym, a cyfry (liczby) oznaczające poszczególne dni miesiąca w kolorze czarnym. Początkowo byłem dość sceptycznie nastawiony do takiego właśnie umiejscowienia okienka z datownikiem, ale z perspektywy czasu uważam, że takie jego umiejscowienie w żaden sposób nie psuje ogólnej symetrii całej tarczy, a dodatkowo, nadaje temu w sumie bardzo eleganckiemu zegarkowi swoistego "pazura". Wskazówki w mojej ocenie zostały idealnie dobrane do charakteru tego zegarka. To wskazówki w typie dauphine oraz w złotym kolorze, przy czym na wskazówkach godzinowej oraz minutowej znajduje się luma. Całości dopełnia długa i wąska wskazówka sekundnika. Tarcza tego zegarka jest po prostu piękna. Podoba mi się to, że poprzez nietypowe umiejscowienie okienka datownika czy też poprzez zastosowanie lumy, choć nadal mamy do czynienia z zegarkiem eleganckim, w zasadzie garniturowym, to jednocześnie nie zapomniano o jego funkcjonalności. W mojej ocenie, takie zabiegi nadają temu zegarkowi swoistego charakteru. Uważam też, że indeksy godzinowe w tym zegarku są zdecydowanie ciekawsze od tych, jakie Longines zastosował w modelu Flagship Heritage, zrecenzowanym przez Kolegę @MasterMind. Za tarczę tego zegarka Longinesowi należą się w mojej ocenie o prostu zasłużone brawa. 4. Jeśli chodzi o mechaniczną stronę tego zegarka, to mamy to cal. L633, czyli wedle mojej najlepszej wiedzy ETA 2824-2, zapewniająca ok. 40 h rezerwy chodu, pracująca z częstotliwością 28 800 uderzeń na godzinę. Mechanizmu nie można podziwiać przez przeszklony dekiel, ale z uwagi na to, jak ten dekiel w recenzowanym zegarku wygląda, nie ma żadnych powodów do narzekań. Co dotyczy pracy samego mechanizmu, to trudno mi się wypowiedzieć na temat odchyłek dobowych, bo w tym przypadku nigdy ich nie mierzyłem. Dodam tylko, że niczego niepokojącego na pierwszy rzut oka nie zaobserwowałem, więc na pewno jest dobrze, czyli w granicach normy dla tego werku. 5. Zegarek pojawił się u mnie na czarnym skórzanym pasku (pasek w mojej ocenie jest całkiem dobrej jakości, odpowiednio gruby oraz miękki), bez jakichkolwiek kontrastowych przeszyć. Uważam, że tak dobrany pasek bardzo dobrze odpowiada charakterowi tego zegarka, choć przez jakiś czas nosiłem ten zegarek na jasnobrązowym zamszowym pasku, żeby ten zegarek nieco odformalizować. Ostatecznie podjąłem jednak decyzję o tym, że zegarek będę traktował jak typowego garniturowca, a w takiej roli lepiej sprawdzi się oryginalny pasek (szerokość przy uszach 18 mm, zwężający się do 16 mm), wyposażony w logowaną klamerkę. Cóż by tu mądrego napisać w ramach podsumowania? Zacznę od tego, że jestem tym zegarkiem zachwycony. Tylko tyle i aż tyle. Odpowiada mi w nim w zasadzie wszystko, w tym także to, że poprzez dobranie odpowiedniego paska można go traktować także jako zegarek, który dobrze sprawdzi się na co dzień. Oczywiście fajnie by było (ze względów czysto użytkowych) gdyby zastosowano w nim wypukłe szafirowe szkło, ale pewnie wiązałoby się to z podniesieniem (wyraźnym) ceny. Oczywiście jestem w stanie zrozumieć tych, którzy zaraz po ustaleniu, że zegarek ma ledwie 35 mm średnicy, z miejsca go dyskwalifikują, bo w końcu, co to dziś za wymiar? Ze mną, z wiadomych względów jest zupełnie inaczej, choć muszę przyznać, że gdybym miał większy nadgarstek, to i tak prędzej czy później zdecydowałbym się na tego Conquesta, bo to po prostu świetny zegarek. Zegarek, który w pewnym sensie przypomina mi ...Moona. Bo podobnie jak Moon, tak i ten Longines wymaga ...cierpliwości. Cierpliwości w poznawaniu go i w rozsmakowywaniu się w jego prostym, ale jednocześnie uniwersalnym pięknie. Ten zegarek niczego nie udaje, niczym nie epatuje i jest doskonały w swojej prostocie, która w mojej ocenie zawsze się broni. W obcowaniu z zegarkami chodzi nam w istocie o to samo, a mianowicie o to, by zegarki budziły pozytywne emocje, skojarzenia i by po prostu cieszyły. Ten zegarek taki właśnie jest, choć jednocześnie uważam, że potrzeba po prostu nie co czasu, a więc i wspomnianej powyżej cierpliwości, żeby dostrzec jego piękno. Uważam przy okazji, że to zegarek ciekawszy niż wspominany już tutaj model Flagship Heritage Zdjęcia moje, robione telefonem komórkowym. Zapraszam do lektury, komentarzy, uwag, a może i wskazówek Rafał
  4. Witam, poszukuję powyższego mechanizmu kwarcowego. Może być stary, ale na chodzie. Proszę o pomoc. Gdzie można ów mechanizm nabyć?
  5. Jakiś czas temu uzmysłowiłem sobie, że w mojej kolekcji zegarków brakuje takiego z rzymskimi indeksami. Kiedyś, w czasach "przedforumowych" miałem Tissota Le Locle, którego zawsze ciepło wspominam. Następnie pojawił się Orient Star, z modelem SEL09004W0, ale jakoś nie zagrzał u mnie zbyt długo miejsca. Biorąc pod uwagę moje oczekiwania dotyczące wielkości zegarka zacząłem więc poszukiwania i dość szybko pojawił się faworyt, a więc recenzowany model, który kupiłem 11 stycznia, z czasem oczekiwania 2-3 tygodnie. Po niecałych 3 tygodniach, jeden dzień od wysłania z Czarnolasu, zegarek był u mnie. Jego pełna nazwa to Stowa Marine Classic 36 roman. 1. Zacznę od tego, że po wcześniejszej przygodzie ze Stową Anteą, oczekiwałem w pierwszej kolejności na to, że zegarek pojawi się wraz z typową dla Stowy metalową skrzyneczką. Tym razem nic takiego nie miało miejsce, więc może czas ogłosić, że metalowe skrzyneczki nie są już typowe dla Stowy? Zegarek pojawił się w drewnianym pudełeczku. Przyznam jednak szczerze, że w ogóle mi to nie przeszkadza, bo całość nie sprawia wrażenia obcowania z tandetą. W pakiecie była jeszcze "Stowa Book" - wersja w j. angielskim, o którą dodatkowo poprosiłem. Za książkę oczywiście nic dodatkowo nie płaciłem. Jeśli chodzi o czysto techniczne aspekty zegarka, to jego średnica wynosi 36 mm, grubość 10,20 mm, zaś "lug tu lug" 44,60 mm. WR na poziomie 50 m. Waga na skórzanym pasku (podaję za stowa.de) wynosi 60 gram. Co ciekawe, na stronie Stowy jest też informacja o wadze na bransolecie (podają 110 gram), przy czym mimo szerokiej możliwości "customizacji" zegarków oferowanych przez Stowę, nigdzie nie znalazłem możliwości zakupienia do tego modelu dedykowanej bransolety. Inną rzeczą jest to, że jakoś nie wyobrażam sobie tego zegarka na bransolecie. Zegarek pojawił się u mnie na bardzo dobrej jakości czarnym pasku (pasek jest gruby, miękki i doskonale układa się na nadgarstku), z logowaną klamerką (klamerka polerowana na wysoki połysk). Oryginalny pasek zdjąłem tylko z tej przyczyny, że zegarek odbieram na nim jako zbyt formalny. Na ten moment "rzymianka" jest na pasku, który pierwotnie był przeznaczony do Longinesa Conquesta Heritage (pasek od Kolegi @gienek_mkb). Skutkiem tego aktualnie Conquest jest na czarnym i ponurym pasku. Ciekawostką jest to, że po wybraniu modelu z mechanizmem manualnym, na stronie Stowy zegarek z takim mechanizmem opatrzony jest na deklu słowami "MARINE AUTOMATIC", na co zwróciłem uwagę w korespondencji z Obsługą Klienta. Wyjaśniono mi, że to po prostu błąd i że zamówiony przeze mnie zegarek, wyposażony w mechanizm z naciągiem manualnym, nie będzie miał na deklu napisu "MARINE AUTOMATIC". Spieszę wobec tego donieść, że nie zełgali, w moim przypadku na deklu jest napis "MARINE HANDWINDING". 2. Koperta zegarka składa się w całości z powierzchni polerowanych na wysoki połysk. Stosunkowo wąska luneta, w połączeniu ze stosunkowo długimi uszami (o tym będzie jeszcze w podsumowaniu) sprawiają, że zegarek nie tylko sprawia wrażenie większego, niż jest w rzeczywistości, ale dodatkowo nosi się go jak zegarek większy. Taki sam wymiar "lug to lug" znajdziemy także dla przykładu w SARBach 033/035, przy średnicy koperty wynoszącej w ich przypadku 38 mm. Koronka w stylu "onion crown", żebrowana, bardzo wygodna w uchwycie. Żebrowania zachodzą także na boczną powierzchnię koronki, co pewnie jest jednym z powodów, dla których nie jest ona logowana (miejsca na ewentualne logo jest po prostu bardzo mało). Koronka nie jest zakręcana. Biorąc pod uwagę średnicę koperty, to koronka jest stosunkowo duża, co mi akurat bardzo odpowiada. Raz, że dzięki temu nie ma problemu z jej obsługą, bo uchwyt jest pewny, a dwa, zastosowanie stosunkowo dużej koronki powoduje, że całość koperty jest bardziej "charakterna". Jeśli chodzi o jakość wykonania koperty, to w mojej ocenie nie ma się do czego przyczepić. Szkło oczywiście szafirowe (z wewnętrznym AR) i choć w pierwszej chwili byłem przekonany, że jest ono płaskie, to jednak po dłuższych oględzinach zegarka dochodzę do wniosku, że jest ono delikatnie wypukłe. Dekielek jest transparentny - nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że także od spodu mamy szkło szafirowe. Od spodu mamy zestaw podstawowych informacji dotyczących zegarka (pochodzenie, zastosowane szkło, zastosowany mechanizm, wodoszczelność, itp.). 3. Pomijając kwestie związana z wielkością zegarka, to oczywiście tarcza była tym, co przekonało mnie do zakupu tej Stowy. Stowa na swojej stronie internetowej pisze, że w przypadku tego modelu mamy do czynienia z tarczą, która sami określają jako "enamel look". Od razu zastrzegam, że nie miałem do tej pory żadnego zegarka z emaliowaną tarczą. Nie wiem wobec tego, czym taka tarcza się charakteryzuje, a skoro tak, to nie będę się wymądrzał próbując dociec, czym jest ów "enamel look", którym chwali się Stowa. Napiszę tylko, że tarcza jest w kolorze białym i jest to "czysta" biel, jeśli mogę ją tak określić. Na pewno nie jest to tarcza kremowa, beżowa, ecru czy może w innym jakimś jeszcze, pochodnym od białego kolorze. Wszystkie indeksy godzinowe malowane - oczywiście rzymskie (wyjątkiem jest godzina 6ta, gdzie nie ma indeksu godzinowego w postaci cyfry rzymskiej, a pod okienkiem daty jest tylko dodatkowa kreska). Na tyle, na ile pozwala mi mój sprzęt fotograficzny (telefon z zoomem optycznym x3 i zoom hybrydowy x5) mogę stwierdzić, że indeksy godzinowe są ostre, a ich malowanie jest perfekcyjne (nie dostrzegam strzępień na ich krawędziach czy też ubytków farby). Do tego mamy podziałkę minutową w typie "torowisko", która umieszczona jest na zewnątrz indeksów godzinowych. Podziałka również malowana. Każda piąta minuta dodatkowo odznaczona (pogrubienia), a 60ta minuta została dodatkowa zaakcentowana trójkątem, którego wierzchołek "wymierzony" jest w indeks oznaczający godzinę 12tą. Do jakości wykonania "torowiska" także nie mam zastrzeżeń, choć oczywiście nie oglądałem tarczy pod mikroskopem elektronowym. Pod godziną 12tą mamy namalowane logo Stowy. Datownik na godzinie 6tej (istnieje możliwość zamówienia tego zegarka w wersji "no date"), przy czym ma on formę wycięcia w tarczy (w kształcie trapeza), bez jakiejkolwiek dodatkowej ramki, dzięki czemu zachowany jest dość surowy, ale i klasyczny styl tego zegarka, którego nie psuje choćby napis "made in Germany" - ten powędrował bowiem na dekiel. Cała tarcza jest symetryczna. Na tej tarczy jako "primus inter pares" występują oczywiście barwione na niebiesko wskazówki. Wskazówki są barwione termicznie, a w zależności od tego, pod jakim kątem ogląd się tarczę i z jakim natężeniem pada na tarczę światło, a także, czy oglądamy zegarek w świetle naturalnym/sztucznym, wskazówki mają kolor jasnoniebieski, granatowy, ciemnozielony czy wreszcie czarny. Wskazówki (godzinowa oraz minutowa) w typie "leaf". Wskazówka sekundnika w kształcie igły, z przeciwwagą w kształcie ...jednego z kolorów karcianych - "pik". Całość tarczy może się podobać. To klasyka w czystej postaci, bez zbędnych dodatków. To jednocześnie ten typ tarczy, który nie "krzyczy", który nie rzuca się od razu w oczy i który potrzebuje trochę czasu, bo dostrzec wszystkie "smaczki" czy precyzję wykonania. Ktoś może powiedzieć, że to projekt nudny i "dziadkowy", choć z mojej perspektywy jest zupełnie inaczej. To raczej ponadczasowa klasyka, która zawsze się obroni i pomijając aktywności typu góra - woda - las, doskonale sprawdzi się w zasadzie ze wszystkim. 4. "Rzymiankę" od Stowy (dotyczy to zresztą także innych zegarków oferowanych przez tego producenta) można kupić nie tylko wybierając pomiędzy date/no date. Wybór dotyczy także mechanizmów. Standardem w przypadku Stowy jest Eta 2824-2 w wersji ELABORE, za którą producent winszuje sobie 660 EURO. Za dodatkowe 130 EURO można mieć Etę 2824-2 w wersji TOP. Za dodatkowe 150 EURO można stać się posiadaczem tego zegarka w wersji z werkiem ETA 2804-2, łożyskowanym na 17 kamieniach. I to właśnie na wersję z manualnym naciągiem się zdecydowałem, ponieważ moje doświadczenia z Moonem wskazywały na to, że codzienne nakręcanie zegarka może się stać bardzo przyjemnym oraz wyczekiwanym rytuałem. O Ecie 2804-2 Stowa pisze, że jest to wersja ELABORE, przy czym jest ona zdobiona (niebieskie śrubki, pasy genewskie, złote logo Stowy, szlifowanie na kołach), zaś sam mechanizm, jak podaje Stowa, jest rodowany. Stowa deklaruje przy tym dokładność chodu tego mechanizmu w granicach od 0 do +10s/24h. Tym razem pokusiłem się o sprawdzenie i jest lepiej, niż deklaruje Stowa. Mój egzemplarz, odkładany na noc tarczą do góry, robi +1s/24h, więc jestem bardzo zadowolony. 5. Czas na kilka słów podsumowania. Nie tak dawno podzieliłem się z forumowiczami spostrzeżeniami dotyczącymi użytkowania SARBa 035. Wówczas napisałem, że nie ma zegarków idealnych. Mam jednak wrażenie, że temu konkretnemu modelowi Stowy do ideału całkiem blisko, biorąc pod uwagę charakter tego zegarka, jego konsekwentną stylistykę, bardzo wysoką jakość wykonania, a także relację jakość/cena. Zegarek daje przy okazji sporo możliwości, gdy chodzi o wszelkiego rodzaju "zabawy" paskami i w zależności od zapotrzebowania, możemy mieć eleganckiego garniturowca (tu pomaga grubość tej "rzymianki", wynosząca ok. 10 mm) bądź też zegarek nadający się na mniej formalne okazje (taki charakter moja "rzymianka" zyskała po tym, jak założyłem do niej zamszowy jasnobrązowy pasek, z białym przeszyciem). Wodoszczelność na poziomie 50 m czy brak lumy powodują, że w mojej ocenie recenzowany zegarek nie sprawi się jako typowe EDC, co akurat w żaden sposób mi nie przeszkadza. No dobrze, ale co z tym ideałem? Czy mi osobiście, po około tygodniu obcowania z tym zegarkiem czegoś brakuje, biorąc pod uwagę to, co napisałem powyżej? Czy może coś w tym zegarku mnie drażni? No więc brakuje mi logowanej koronki, choć jak pisałem powyżej jest ona zbudowana w taki sposób, że na logo, na bocznej powierzchni koronki, w zasadzie nie ma miejsca. Życzyłbym sobie, żeby w tym zegarku nieco krótsze były uszy. Raz, że dzięki wąskiej lunecie, zegarek i tak wygląda na większy niż 36 mm. Efekt ten, o czym zresztą pisałem, jest dodatkowo potęgowany przez stosunkowo długie uszy. Tu ciekawe zestawienie, bo przy 36 mm średnicy, uszy dodają mu dodatkowo przeszło 8 mm. Taki sam wynik mamy w przypadku "rzymianki" w wersji o średnicy 40 mm, gdzie "lug to lug" to (za stowa.de) 48,60 mm. Czyli wersja o średnicy 36 mm zwiększa się o ok. 23%, podczas gdy w przypadku wersji o średnicy 40 mm, ten współczynnik to ok. 21%. W mojej ocenie dzięki krótszym uszom "rzymianka" od Stowy w wersji o średnicy 36 mm byłaby bardziej zwarta, kompaktowa, co na pewno by jej nie zaszkodziło. To w zasadzie moja jedyna obiektywna uwaga względem recenzowanego zegarka. Per saldo zegarek oczywiście serdecznie polecam wszystkim tym, którzy szukają zegarka klasycznego i bardzo dobrze wykonanego, oferującego bardzo dobrą relację jakość/cena, pochodzącego od uznanego producenta. Jak pisałem powyżej, ten model doskonale sprawdzi się zarówno jako zegarek garniturowy, jak i zegarek do mniej formalnych stylizacji (smart casual). Zapraszam do lektury i komentarzy. Zdjęcia mojego zegarka i moje
  6. To moje trzecie podejście do Balla. Najpierw, trochę na zasadzie eksperymentu, był model Trainmaster Streamliner. Następnie skusiłem się na model Fireman Nightbraker, którego z uwagi na tarczę można nazwać "winylem". Recenzowanego modelu nie szukałem, ale trafiła się okazja, a sam zakup, przynajmniej częściowo, został sfinansowany sprzedażą SARBa 035 Już tutaj pokuszę się o refleksję, że te zegarki mają coś w sobie i po prostu chce się do nich wracać. Liczę na to, że dalsza lektura tej recenzji udzieli odpowiedzi na pytanie, dlaczego tak się dzieje (przynajmniej w moim przypadku). Jak w tytule, przedmiotem tej recenzji jest BALL z modelem Fireman Enterprise, o oznaczeniu katalogowym: NM2188C-S5J-BK. Jeśli chodzi o set, to mamy tradycyjne BALLowe pudełko z grubego zielonego kartonu, z wysuwaną szufladką, kartą oraz płytą CD. Całość sprawia bardzo dobre wrażenie. Miłym dodatkiem jest czarny pasek nato z logowaną klamerką, choć w mojej ocenie, pasek ten, z uwagi na swój kolor, średnio pasuje do tego zegarka (cała kompozycja staje się po prostu ponura). Mam wrażenie, że ten zegarek może wyglądać dobrze na pasku nato jedynie wówczas, gdy pasek ten jest w kolorze mocno kontrastującym z kolorem tarczy. Dla przykładu, np. jaskrawa czerwień mogłaby się tu całkiem nieźle sprawdzić, choć póki co (to nie żart), mam zamiar nosić ten zegarek na oryginalnej bransolecie. 1. Stalowa koperta tego zegarka ma 40 mm średnicy. Wysokość zegarka to 11,3 mm. Wymiar L2L (zmierzone suwmiarką) to 48 mm. Jak widać z tego, zegarek poprzez swoje dość kompaktowe wymiary będzie dobrym wyborem dla osób, które tak jak ja, mają mniejsze nadgarstki. Poprzez swoją stosunkowo niedużą grubość, zegarek jest w mojej ocenie bardzo proporcjonalny. Wymiar między uszami to 20 mm co oznacza, że nie będzie żadnego problemu z ewentualnym noszeniem tego zegarka na powszechnie dostępnych paskach, choć nieco uprzedzając napiszę, że zegarek chyba najlepiej wygląda na oryginalnej bransolecie (trochę nie dowierzam, że ja to piszę) Tarcza przykryta jest płaskim szafirowym szkłem z antyrefleksem. Nad godz. 3ciej mamy lupkę. Dekiel pełny, z podstawowymi informacjami dotyczącymi zegarka, a także z wewnętrznym satynowanym okręgiem, w którym wkomponowano m. in. bardzo ładny grawerunek przedstawiający parowóz (mimo usilnych starań nie udało mi się dociec, jaka to konkretnie lokomotywa). WR tego zegarka to 100 m. Wedle informacji na stronie producenta, odporność na wstrząsy tego zegarka to 5000 Gs. Trzeba mieć świadomość tego, że recenzowany model to w zasadzie entry level w portfolio BALLA. Tu oczywiście musi pojawić się pytanie, czy to widać? Odpowiedź na tak postawione pytanie jest dość oczywista, nie widać tego. Koperta tego zegarka, która w większości polerowana jest na wysoki połysk, została w mojej ocenie wykonana bardzo starannie. Po bliższym przyjrzeniu się tej kopercie (znam ją już z modelu Nightbraker) widać, że nie jest to prosty (nudny) projekt. Przyglądając się zegarkowi z góry widzimy delikatnie ściętą lunetę, przy czym w pewnym momencie boczna płaszczyzna koperty schodzi w dół pod nieco innym (większym) kątem, tworząc bardzo ciekawy efekt wizualny. Przyglądając się zegarkowi z boku widać natomiast ring nad tą częścią koperty, z której wyprowadzone są uszy. Ten ring, który ma mniejszą średnicę niż sama koperta łączy ze sobą jej dwie części, a więc tą, z której wychodzą uszy, z tą jej częścią, która stanowi wcześniej przeze mnie opisaną, w pewnym sensie podwójną lunetę. Jeśli chodzi o uszy tego zegarka, to ich górna powierzchnia jest satynowana. Górna powierzchnia uszu jest też frezowana (na wysoki połysk) przy czym to frezowanie nie jest jednakowej szerokości na całej długości uszu. Frezowanie to rozszerza się od koperty, w kierunku uszu. Przejście między frezem a boczną powierzchnią uszu (polerowana na wysoki połysk) jest ostre, bez niedoróbek. Koronka zakręcana, o stosunkowo dużej średnicy - 6,8 mm. Koronka z grubym karbowaniem, zapewniająca pewny chwyt i łatwość obsługi. Koronka oczywiście logowana. Reasumując, co dotyczy zarówno samego projektu, jak i jakości wykonania koperty, to biorąc pod uwagę poziom cenowy, z jakim w tym przypadku mamy do czynienia, trudno się do czegoś przyczepić. Nie widać przy tej okazji (to w mojej ocenie spora zaleta recenzowanego zegarka), że mamy tu do czynienia z podstawowym, a co za tym idzie najtańszym modelem w ofercie BALLA. Zegarek układa się na ręce bardzo dobrze, co jest zasługą uszu, które mimo swojej dość sporej długości, schodzą poniżej dolnej krawędzi samej koperty, dzięki czemu zegarek leży na nadgarstku jak przyklejony. 2. Tarcza recenzowanego zegarka ma kolor czarny, przy czym jest to matowa czerń. Jeśli chodzi o indeksy godzinowe, to mamy dwanaście trytowych tub, które częściowo (mniej więcej do połowy) zostały zatopione w samej tarczy (pozostała połowa wystaje nad tarczę, dzięki czemu nie mamy wrażenia, że tarcza jest płaska). Zewnętrzna cześć tarczy to podziałka minutowa. Jeśli chodzi o tuby trytowe oznaczające godziny, to 11 z nich jest koloru zielonego, a ta, która oznacza godz. 12tą jest koloru pomarańczowego. Tuby są jednakowej długości, za wyjątkiem tej, która jest na godz. 3ciej, gdzie znajduje się także proste okienko datownika. Datownik jest na białym tle, co w mojej ocenie ożywia cała tarczę. Nad datownikiem wspomniana już wcześniej lupka. Pod godz. 12tą typowe dla BALLA napisy, wykonane starannie, bez strzępień czy niejednolitości w kolorze. Na dole tarczy, między godz. 7mą a 8mą oznaczenie T25, a na prawo od niego (po obu stronach godz. 6tej) napis SWISS MADE. Powyżej godz. 6tej napisy wskazujące na rodzaj zastosowanego mechanizmu, a także wodoodporność zegarka. Tarcza raczej prosta, a kolorytu (nie jest to przenośnia) nadają jej właśnie tuby trytowe oznaczające poszczególne godziny. Oczywiście całość ożywa po zmroku. Co dotyczy trytu to przyznaję, że choć dla przykładu mój Helson, po odpowiednim naświetleniu, świeci początkowo intensywniej, to jednak z czasem ta intensywność słabnie, z czym nie mamy do czynienia w przypadku trytu. W konsekwencji, odczyt godziny w warunkach całkowitej ciemności nie jest żadnym problemem, tym bardziej, że godz. 12ta została wyróżniona kolorem pomarańczowym. Wskazówki (minutowa oraz godzinowa) w typie dauphine, w kolorze srebrnym. Wskazówka sekundowa z typową dla BALLA przeciwwagą. Na wskazówce sekundowej (mniej więcej w 2/3 jej długości, licząc od środka tarczy) znajduje się prostokącik, a na nim kolejna trytowa tuba. Podobnie trytowe tuby znajdują się na wskazówkach minutowej oraz godzinowej (na minutowej dłuższa, na godzinowej krótsza), co także ułatwia odczyt godziny w ciemności. W mojej ocenie, zestaw wskazówek zdecydowanie pasuje do całości. 3. Jeśli chodzi o stronę mechaniczną recenzowanego zegarka, to mamy tu do czynienia z kalibrem BALL PR1103, przy czym pod tą niewiele mówiącą nazwą kryje się ETA 2824-2 albo Sellita SW 200-1. Przyznam, że nie odkręcałem dekla i nie zaglądałem do środka żeby z całą pewnością stwierdzić, co napędza tego BALLA. Jeśli chodzi o pracę mechanizmu, to trzyma rezerwę chodu - ok. 40 h, a zaobserwowana przeze mnie odchyłka to +2s/24h, więc nie mam powodów do narzekania biorąc pod uwagę poziom cenowy, z jakim w tym przypadku mamy do czynienia. 4. Stało się to, co wydawało mi się jeszcze nie tak dawno, że się nie stanie. Nie przekonałem się do bransolety nawet w Moonie, którego ciągle noszę na paskach. Przeprosiłem się z bransoletą w przypadku SARBa 035, którego nosiłem na Angus Jubilee od Strapcode. W w przypadku tego BALLa muszę przyznać, że najlepiej mu właśnie na oryginalnej bransolecie. Bransolety to w pewnym sensie dla mnie nowość, więc na pewno nie będę w stanie opisać ją w taki sposób, jak powinno się to zrobić. Stąd prośba o ewentualne wskazówki czy też uwagi, tak na przyszłość, bo kto wie? Bransoleta składa się z elementów satynowanych (w kształcie litery "C") oraz elementów polerowanych na wysoki połysk, stanowiących w sensie konstrukcyjnym wypełnienie owych liter "C", co razem tworzy pełne ogniwo. Ogniwa są łączone na śrubki, a nie na piny, co dla mnie jest ogromnym plusem. End linki są pełne i bardzo dobrze zlicowane z uszami koperty. Jeśli chodzi o zapięcie, to jest to zapięcie w typie zapięcia motylkowego, oczywiście logowane. Trochę brakuje mi przy tej okazji zapięcia, które pozwoliłoby na jakąś mikroregulację, choć od raz zaznaczam, że nie było żadnego problemu z dopasowaniem bransolety do obwodu mojego nadgarstka. Bransoleta na całej swojej długości na szerokość 20 mm i w mojej ocenie jest porządnie wykonana. 5. Mam pewien problem z tym zegarkiem. Bo to w zasadzie typowy BALL, z zakręcaną koronką, sensownym WR (100 m), wyposażony w system antywstrząsowy, itp. Wydawać by się więc mogło, że to takie typowe EDC, czy nawet rasowy tool watch. Mam tylko jedno ale, bo w mojej ocenie, ten zegarek na pewno nie wygląda jak tool watch, ponieważ brak mu surowości typowej dla tych zegarków. Koperta (pomijając część uszu) polerowana jest na wysoki połysk, co nie jest raczej typowe dla tool watchy. Przez chwilę miałem mieszane uczucia dotyczące użycia lupki w tym zegarki, bo pomyślałem sobie, że choćby z uwagi na formę tarczy (tu pomijam użycie trytu), rodzaj zastosowanych indeksów godzinowych (nie mamy tu przecież cyfr rzymskich/arabskich), to sama tarcza przywodzi raczej na myśl zegarki eleganckie, do których (przynajmniej jak dla mnie), lupka nie do końca pasuje. Po chwili namysłu dochodzę jednak do wniosku, że ten zegarek, w szczególności na bransolecie, to jednak jest zegarek w typie EDC (są dobre parametry techniczne, spora koronka, trytowe indeksy), z lekkim przechyłem w stronę elegancji i takie jest moje postrzeganie tego modelu, z czym oczywiście można się nie zgadzać Jednocześnie nie mam wątpliwości, że w przypadku dobrania jakiegoś fajnego skórzanego paska, możemy otrzymać całkiem elegancki zestaw, nadający się do noszenia z koszulą czy marynarką (zegarek ma grubość nieco powyżej 11 mm, więc spokojnie zmieści się pod mankiet koszuli). Uważam, że recenzowany zegarek ma swój charakter oraz wszelkie cechy typowe dla zegarków BALLa, jest bardzo dobrze wykonany, ma całkiem niezłe parametry techniczne i wobec tego, patrząc na ten zegarek jako na całość, jak również przez pryzmat relacji jakość/cena, mogę ten zegarek z pełną odpowiedzialnością polecić. A sam sobie życzę, żeby tym razem BALL zagościł w moim pudełku na dłużej Jak zwykle zapraszam do lektury i komentarzy. Rafał
  7. Szybki rzut oka na moje pudełko z zegarkami uzmysłowił mi, że brakuje w nim zegarka, który wskazywałby druga strefę czasową, a także zegarka ze wskazaniem faz księżyca. Nie wiem, z czego to się bierze, ale jakoś od zawsze „kusiła” mnie ta ostatnia komplikacja, choć nieco uprzedzając fakty napiszę, że nie przypuszczałem, że tyle z nią ceregieli. Już jakiś czas temu wpadł mi w oko Oris Rectangular Complication, który w moim zamyśle miał być na tyle godnym, na ile się to da, uzupełnieniem dla mojego Tissota Heritage 1952. Stąd także decyzja o tym, by nabyć ten zegarek w wersji z czarną tarczą. Tym sposobem moja kolekcja została wzbogacona o kolejny po Aquisie model Orisa – Rectangular Complication o nr ref. 01 582 7658 4034-07 5 23 71FC (wedle mojej najlepszej wiedzy, ten model nie jest już produkowany). 1. Recenzowany zegarek ma kształt prostokąta, o wymiarach 33 mm x 46 mm, przy czym owe 46 mm to wymiar „od ucha do ucha”. Zegarek sprawia jednak wrażenie dość masywnego, a to z tej przyczyny, że jego grubość wynosi ok. 12,5 mm, w czym zasługa nie tylko podwójnie wypukłego szafirowego szkiełka (z wewnętrznym antyrefleksem), ale także specyficznie wyprofilowanego spodu zegarka. Trzeba jednocześnie przyznać, że dzięki zaokrąglonemu bocznemu profilowi tego zegarka, a także stosunkowo krótkim uszom, nosi się go zaskakująco wygodnie (zegarek w zasadzie „otula nadgarstek” – z takim efektem miałem wcześniej do czynienia w przypadku modelu sst12 od Glycine) i to mimo wypukłości od spodu koperty. Koperta w znakomitej większości jest polerowana na wysoki połysk, przy czym górne powierzchnie uszu są satynowane, dzięki czemu zegarek nie wydaje się aż tak formalny. Warto przy tej okazji wspomnieć, że sama koperta wygląda bardzo interesująco i nie jest to prostu oraz oczywisty projekt. Wyraźnie da się tu zauważyć przejścia pomiędzy poszczególnymi powierzchniami, a zestawienie polerowanej na wysoki połysk lunety z satynowanymi górnymi powierzchniami uszu i dalej, z zasadniczą częścią koperty, również polerowaną na wysoki połysk, tworzy bardzo ciekawy efekt. Przyglądając się bocznej powierzchni koperty z bliska wyraźnie przy tym widać, że poszczególne jej elementy (luneta, uszy oraz jej zasadnicza część) zostały wykonane „schodkowo”, co również może się podobać i co wspiera tezę o tym, że koperta tego zegarka to projekt bardzo interesujący. Dekielek transparentny (wedle informacji dotyczących tego zegarka, ciągle jeszcze dostępnych na oficjalnej stronie Orisa, zastosowano tam szkło mineralne). Na dekielku podstawowe informacje dotyczące zegarka, w tym o WR, które w tym przypadku wynosi 5 BAR, na co się nie obrażam, biorąc pod uwagę charakter tego zegarka. Pod transparentnym deklem oczywiście słynny czerwony rotor i w zasadzie nic więcej, na czym można by zawiesić oko. Koronka średniej wielkości (niezakręcana), pasująca swoim charakterem do zegarka. Koronka jest karbowana, a operowanie nią to czysta przyjemność. Koronka oczywiście logowana. Z uwagi na zastosowane w tym zegarku komplikacje, na bocznych powierzchniach koperty mamy dodatkowe przyciski. I tak, po stronie z koronką mamy przyciski do szybkiej zmiany wskazania dnia tygodnia oraz wskazania drugiej strefy czasowej, a na drugiej powierzchni bocznej mamy przycisk do szybkiej zmiany daty. Generalnie projekt koperty uważam za udany. Nie mam uwag do polerki czy satynowania, czy też zaakcentowania przejść pomiędzy poszczególnymi powierzchniami koperty. W mojej ocenie wykonanie jest zdecydowanie adekwatne do ceny tego zegarka. Mam jednak dwie uwagi. Pierwsza z nich dotyczy szerokości między uszami, która w recenzowanym zegarku wynosi niestandardowe 23 mm. Druga kwestia dotyczy mocowania paska. Jest on bowiem mocowany na takie same śrubki, jakie zastosowane zostały w modelu Aquis. I o ile do Aquisa te śrubki pasują jak najbardziej, to w przypadku tego modelu mam już daleko idące wątpliwości. Uważam po prostu, że te śrubki nie pasują do tego zegarka, a dodatkowo, z uwagi na ich zastosowanie, boczne powierzchnie tego zegarka (dotyczy to w szczególności tej, na której znajduje się koronka) są wypełnione przyciskami oraz śrubkami. Wolałbym, zważywszy na charakter tego zegarka, aby zamiast śrubek zastosowano tu tradycyjne teleskopy. 2. Powiedzieć o tarczy tego zegarka, że dzieje się na niej dużo, to …tak jakby nic nie powiedzieć Tarcza tego zegarka jest w kolorze czarnym i jest to gładka czerń. Jak zdążyłem się rozeznać po zdjęciach, model z jasną tarczą wygląda ciekawiej (jest efekt „sunburst” oraz coś na kształt giloszowania), jednak w moim przypadku, z uwagi na posiadania już w kolekcji „kostki” z jasną tarczą, wybór był oczywisty. Nie ma co jednak ukrywać i trzeba to napisać; jeśli ktoś szuka mniej oczywistego projektu tarczy, to wybierze ten zegarek w wersji z jasną tarczą. Na zewnątrz tarczy mamy podziałkę minutową (proste malowane linie, w kolorze białym). Indeksy godzinowe to cyfry/liczby arabskie (malowane, również w kolorze białym), o stosunkowo dużym rozmiarze, co w ostatecznym rozrachunku zaliczam na plus (za chwilę okaże się, z jakiego powodu). Centralna część tarczy to namalowany prostokąt, w który na godz. 3ciej, 6tej oraz 9tej wpisane są subtarcze, odpowiedzialne odpowiednio za: wskazanie dnia tygodnia, wskazanie drugiej strefy czasowej oraz wskazanie daty. To, co może się podobać to fakt, że subtarcze nie są gładkie, jak sama tarcza, choć być może nie będzie tego widać na zrobionych przeze mnie zdjęciach. Bliższe przyjrzenie się malowanym oznaczeniom na subtarczach nie ujawnia niedoróbek, a same wskazówki na subtarczach trafiają dokładnie tam, gdzie trzeba. Na godz. 12tej mamy dodatkowo wskazanie faz księżyca, wpisane w wymyślnie wycięte okienko. Księżyc oraz gwiazdki na niebieskim tle. I w tym przypadku, gdy chodzi o jakość malunków, tryb macro w moim telefonie nie ujawnił niczego niepokojącego. Do tego na tarczy napisy „ORIS” oraz „AUTOMATIC” – pod wskazaniem faz księżyca, a także „SWISS MADE”, na dole tarczy, pod godz. 6tą. Wskazówki (godzinowa oraz minutowa) w typie „leaf”, wypełnione lumą. Luma w tym przypadku raczej symboliczna, świecąca zdecydowanie słabiej niż w Aquisie. Wskazówka sekundowa w typie, który dla swoich potrzeb określam jako „igła”, zakończona przeciwwagą w formie kółeczka. Nie da się ukryć, że na tarczy recenzowanego zegarka dzieje się dużo. Pewnie znajdą się tacy, którzy uznają, że jednak za dużo. Ja też początkowo byłem dość sceptycznie nastawiony, obawiając się w szczególności o to, na ile łatwy będzie odczyt czasu? Po tygodniu noszenia tego zegarka (prawie non stop – zdejmowałem go w zasadzie tylko na noc) dochodzę do wniosku, że z odczytem czasu jest całkiem dobrze, a to dzięki relatywnie dużym cyfrom/liczbom oznaczającym godziny, do których wykonania nie mam żadnych uwag. Ich kolor, kontrastowy względem tarczy zegarka, także pomaga w prawidłowym oraz szybkim odczycie właściwej godziny. Podchodząc do rzeczy zupełnie obiektywnie trzeba jednak przyznać, że na tarczy recenzowanego zegarka, dzieje się bardzo dużo, co zważywszy na jego wielkość może niektórym przeszkadzać. 3. Jeśli chodzi o stronę mechaniczną recenzowanego zegarka, to mamy to Oris cal. 582, czyli zmodyfikowaną Etę 2671. Jak zdążyłem się rozeznać, modyfikacja polega tu na dodaniu wskazania faz księżyca oraz wskazania drugiej strefy czasowej. Sam werk łożyskowany jest na 25 kamieniach i pracuje z częstotliwością 28 800 4 Hz. Rezerwa chodu to 38 h, wedle informacji zamieszczonych na oficjalnej stronie Orisa. Pracę tego mechanizmu możemy podziwiać przez transparentny dekiel, choć poza słynnym czerwonym rotorem to w zasadzie nie ma czego podziwiać Jeśli chodzi o prace tego mechanizmu, to uzyskałem do momentu pisanie tej recenzji odchyłkę na poziomie +7s/24 h, więc powodów do narzekania z mojej perspektywy nie ma. Pewnie można by pokusić się o jakąś regulację, ale jakoś nigdy nie miałem do tego zapału. Mechanizm został oczywiście wyposażony w „stop sekundę” oraz możliwość ręcznego dokręcania. W tym miejscu rozwinę myśl o wskazaniu faz księżyca. To pierwszy mój zegarek z tą komplikacją stąd nie mam wiedzy o tym, jak co do zasady działa ta komplikacja i w jaki sposób się ją ustawia. W tym zegarku wskazanie faz księżyca powiązane jest z ustawieniem daty, co doczytałem sobie w instrukcji obsługi. Trzeba jednak uzmysłowić sobie, że dotyczy to tylko i wyłącznie sytuacji, w której ustawiany datę poprzez operowanie koronką, a więc w konsekwencji ruchu wskazówek. Tylko wówczas możliwe będzie ustawienie odpowiedniej fazy księżyca – chodzi o takie ustawienie, by wskazanie fazy księżyca, wynikające z kalendarza księżycowego, zgadzało się ze wskazaniem daty. Innymi słowy, ustawienie faz księżyca nie będzie możliwe w sytuacji, w której data będzie ustawiana przyciskiem, znajdującym się na boku koperty pozbawionym koronki. Wówczas bowiem zmiana daty nie spowoduje zmiany fazy księżyca. Czyni to całą procedurę ustawienia faz księżyca dość skomplikowaną, w szczególności wówczas, gdy zegarek jakiś czas nie pracuje (w moim przypadku nie ma dodatkowo mowy o jakimkolwiek rotomacie). Oczywiście nie zniechęci mnie to zarówno do właściwego ustawiania fazy, a tym bardziej, do noszenia tego zegarka. Oczywiście przy tej okazji można postawić pytanie, czy producent nie powinien był zdecydować się na zastosowanie mechanizmu o większej (niż 38 h) autonomii chodu? W mojej ocenie to pytanie jest tym bardziej uzasadnione, gdy weźmie się pod uwagę cenę „z metki” recenzowanego zegarka. Odpowiedź na tak postawione pytanie nie jest już jednak oczywista w sytuacji, w której zapłaciłem za ten zegarek zdecydowanie mniej niż to, co wynika „z metki” 4. Co dotyczy paska, to w tym modelu zastosowano pasek ze skóry naturalnej, w kolorze czarnym przeszyciem, choć w mojej ocenie ciekawiej wyglądałby pasek z przeszyciem kontrastowym, wykonanym białą nicą. Szerokość paska przy mocowaniu to 23 mm, o których pisałem już wcześniej. Pasek zwężą się do 18 mm. Zapięcie motylkowe, zwalniane na dwa przyciski, pozwalające na ustabilizowanie paska w dwóch miejscach (w tym względzie zapięcie jest bardzo podobne do tego, które zastosowano w Aquisie). Zapięcie jest logowane (głęboki, precyzyjnie wykonany grawer „ORIS”) oraz w całości polerowane na wysoki połysk. W mojej ocenie nie jest tak ciekawe jak to, które Oris zastosował w Aquisie, jednak zdecydowanie pasuje do charakteru zegarka. Sam pasek jest gruby oraz miękki, a jedynie kwestią minut było jego właściwe ułożenie się i dopasowanie do mojego nadgarstka. Całościowo, pasek oraz zapięcie zdecydowanie na plus, przy czym przysłowiową „łyżką dziegciu” jest tu szerokość paska przy uszach (niestandardowa), a także sposób jego mocowania (śrubki w „mercedesa”). Całe w tym wszystkim szczęście, że pasek jest porządnej jakości i w związku z tym, póki co nie pojawiła się pokusa, by go zmienić. Bo już pomijając te nieszczęsne 23 mm szerokości przy uszach, to „mercedes” oraz zwykłe wkrętaki to nie jest najlepszy pomysł A było to tak, ze ziemia nie zadrżała w momencie, kiedy wyciągałem ten zegarek z pudełka, jeszcze owinięty w folie zabezpieczające. Nie było też efektu „wow”, jaki pojawił się w przypadku Orisa Aquisa Date, który od razu uwiódł mnie swoją piękną tarczą, mieniącą się szeroką paletą barw. Postanowiłem jednak dać temu zegarkowi szansę, więc szybko zdjąłem folie zabezpieczające, dostosowałem pasek do obwodu mojego nadgarstka i …po prostu zacząłem go nosić. Z perspektywy tego bez mała tygodnia noszenia tego zegarka okazało się, że to był bardzo dobry pomysł, ponieważ dość szybko dostrzegłem fakturę na subtarczach, kontrastującą z gładką czernią zasadniczej części tarczy, bardzo interesujące połączenie powierzchni polerowanych na wysoki połysk z tymi satynowanymi, wielopłaszczyznowy projekt samej koperty czy wypukłe szafirowe szkło. Oczywiście zegarek ma swoje wady, o których napisałem wyżej, jednak czy to źle? Ideałów podobno nie ma, choć oczywiście samo ich poszukiwanie, także w związku z hobby zegarkowym, może być bardzo interesujące. Czy ze swojej strony mogę ten zegarek polecić? Myślę, że tak, choć raczej nie jako jedyny zegarek. Na pewno jednak polecam ten zegarek jako jeden z kilku/kilkunastu w kolekcji, bo to w mojej ocenie dość ciekawy projekt, który mimo kilku wad może się podobać, dając jednocześnie sporo radości z jego noszenia. W mojej ocenie recenzowany zegarek nie jest typowym EDC; na pewno jednak sprawdzi się u kogoś, kto podobnie jak ja, nawet jeśli zakłada sweter, to zawsze z koszulą, a do tego często w połączeniu ze sportową marynarką Zapraszam do lektury, komentowania, uwag, itp. Rafał Zdjęcia moje, robione telefonem komórkowym
  8. Tym razem, w ramach pewnej odmiany, będzie recenzja ...zegarka. A skoro zegarka, to ...zegarka. Nie będzie więc o "mniejszym bracie", o "większym bracie", o inspiracjach, podobieństwach, o tym, ile w nim z Explorera, itp. Będzie więc po prostu rzeczowa i obiektywna (na ile to możliwe oczywiście) recenzja zegarka TUDOR Black Bay, w wersji o średnicy 36 mm, z czarną tarczą, na skórzanym beżowym pasku - nr. ref.: M79500-0008, który pojawił się w ofercie TUDORA w 2016 roku. Nie mogę nie zacząć od tego, że ten zegarek już na starcie ogromnie zyskał w moich oczach. Dlaczego? Ano z tej przyczyny, że jest niewielki, jak na dzisiejsze standardy, choć z satysfakcją odnotowuję, że coraz więcej takich zegarków na rynku. Co ciekawe, ja sam zaczynałem swoją poważną przygodę z zegarkami od dużych modeli, bo był i Steinhart Pilot, czy Alpina Startimer Pilot, oba o średnicy koperty (bez koronki) 44 mm i słusznym (ponad 50 mm) wymiarze "od ucha do ucha". Fizjonomii się jednak nie oszuka i dość szybko zorientowałem się, że powinienem jednak nosić mniejsze zegarki, najlepiej o średnicy poniżej 39 mm i dziś, z ogromną radością, takie właśnie zegarki (poza pewnymi wyjątkami) noszę. Oczywiście dla niektórych taki rozmiar może z miejsca ten zegarek dyskwalifikować (rozumiem to), w szczególności gdy weźmie się pod uwagę, że wchodząc na oficjalną stronę Tudora, informacje o tym konkretnym modelu okraszone są m. in. zdjęciem Lady Gagi, co może od razu sugerować, że zegarek ten co do zasady kierowany jest do kobiet. Nie mam jednak wątpliwości, że do kobiet kierowana jest wersja o średnicy 32 mm i tego będę się konsekwentnie trzymał. Trochę uprzedzając, TUDOR Black Bay w wersji 36 mm to w mojej ocenie świetny zegarek, doskonale sprawdzający się jako zegarek do noszenia na co dzień w przez kogoś, kto podobnie jak ja, ma nieco mniejszy nadgarstek, choć oczywiście nie jest to zegarek pozbawiony wad. Dla jednych wady tego zegarka (o nich dalej) będą go dyskwalifikowały, a inni (w tym ja) będą w stanie przejść nad tymi wadami „do porządku dziennego” i cieszyć się tym czasomierzem. 1. Przechodząc ad rem, tym razem zacznę (wyjątkowo, biorąc pod uwagę moje ostatnie recenzje), od samego pudełka. I nawet nie chodzi o to, że pudełko jest jakoś szczególnie piękne. Ot, pudełko kartonowe, z logo TUDORA, skrywające kolejne, już dość solidne i wyściełane miękkim czarnym materiałem. To co mnie zaciekawiło, to przegródka w tym pudełku, która okazała się …pusta. No więc okazuje się, że kiedyś ten zegarek sprzedawany był z dodatkowym paskiem nato (w kolorystyce camo), jednak trochę się zmieniło i aktualnie (potwierdziłem to u KRUKA), zegarek sprzedawany jest bez dodatkowego paska, choć nadal w starych pudełkach, w których miejsce na dodatkowy pasek ciągle jest. Z mojej perspektywy jednak trochę szkoda, że tego dodatkowego paska nie ma w secie, choć przyznam, że nie sprawdzałem, czy z uwagi na ograniczenie zawartości pudełka, zmianie (w dół) uległa także cena tego zegarka. Tak czy inaczej, raczej z czystej ciekawości, biorąc pod uwagę informacje, jakimi Koledzy podzielili się ze mną w temacie Tudora, zadałem bezpośrednio u KRUKA pytanie o możliwość zamówienia oryginalnego paska nato do tego modelu, a także, o koszt takiego paska. Z uzyskanych przeze mnie informacji wynika, że koszt takiego dodatkowego paska, który aktualnie występuje w dwóch wariantach kolorystycznych to 600 zł, przy czym czas oczekiwania na taki pasek wynosi 2 miesiące. Póki co, biorąc pod uwagę zarówno cenę tego dodatkowego paska, jak i jakość paska skórzanego, na którym zegarek dotarł do mnie (szerzej o tym pasku poniżej), nie zdecydowałem się na złożenia zamówienia. 2. Jak stoi napisane wyżej, stalowa koperta tego zegarka ma 36 mm średnicy (wymiar bez koronki), 10,5 mm grubości oraz 44 mm wymiaru „od ucha do ucha”. Szerokość między uszami to 19 mm. Wymiary zdecydowanie kompaktowe, niektórzy powiedzą, że damskie, przy czym z uwagi na stosunkowo niewielką grubość tego zegarka, w mojej ocenie mamy do czynienia z bardzo proporcjonalnym projektem. Zauważyć przy tej okazji wypada, że zegarek optycznie wydaje się nieco mniejszy, aniżeli wskazywałyby na to podane powyżej wymiary, co jest zasługą stosunkowo szerokiej lunety. Widać to bardzo dobrze gdy zestawimy ten zegarek ze Stową Marinę, która przy identycznej średnicy koperty, poprzez zastosowanie bardzo wąskiej lunety, wydaje się optycznie większa. W zegarku tym zastosowano szkło szafirowe, jednak bez antyrefleksu, co oczywiście może dziwić, biorąc pod uwagę cenę tego zegarka wynikającą z cennika. Mi brak antyrefleksu nie przeszkadza, a zastosowanie stosunkowo dużych indeksów powoduje, że generalnie, mimo różnego rodzaju odbić i błysków na szkle, odczyt godziny nie stanowi jakiegokolwiek problemu. Przechodząc do szczegółowego opisu koperty, to stosunkowo szeroka luneta, okalająca płaskie szafirowe szkło (szkło delikatnie wystaje nad lunetę) jest polerowana na wysoki połysk, więc pewnie jest tylko kwestią czasu, kiedy pojawią się na niej mikroryski. Luneta jest delikatnie zaoblona i tak, jak pisałem wyżej, optycznie zmniejsza zegarek. Polerowane na wysoki połysk są także boki koperty ….i gdyby jeszcze w całości polerowane na wysoki połysk były także uszy, to ten zegarek już tak bardzo by mi się nie podobał. Na szczęście górne powierzchnie uszu są szczotkowane (szlif ukośny, wyraźnie zaakcentowany), a dzięki temu zegarek zyskuje na charakterze i przestaje kojarzyć się (tam mocno) z zegarkiem eleganckim. Dodatkowo wspomnieć należy, że bok koperty (od góry) jest delikatnie fazowany, a to fazowanie przechodzi także płynnie na uszu, tworząc ciekawy kontrast ze szczotkowaną górną powierzchnią uszu. Odcięcie powierzchni polerowanych na wysoki połysk od tych szczotkowanych jest wyraźne oraz ostre. Co ciekawe, koperta zegarka między uszami także jest szczotkowana, przy czym w tym przypadku producent zastosował szlif pionowy, kontrastujący z polerowaną na wysoki połysk lunetą. Czy coś bym tu zmienił (jeśli tylko bym mógł)? Gdyby to ode mnie zależało, to chyba zdecydowałbym się także na szczotkowanie lunety, aby dzięki temu zegarek zyskał w mojej ocenie jeszcze więcej charakteru. Trzeba jednocześnie zaznaczyć, że zastosowanie lunety polerowanej na wysoki połysk współgra z ogólnym projektem koperty, a wykonana w ten sposób luneta tworzy ciekawy kontrast ze szczotkowanymi górnymi powierzchniami uszu. Dekielek pełny, na którym również zastosowano wyraźne szlifowanie. Na dekielku umieszczono (w postaci grawerunku) trzy tarcze TUDORA, a także jedynie podstawowy zestaw informacji, wskazujących na producenta oraz pochodzenie zegarka. Koronka tego zegarka jest zakręcana (WR to 150 m, co pozwala na bezstresowe korzystanie z tego zegarka na co dzień). Koronka ma tylko dwie pozycje, to jest po jej odkręceniu (pozycja „1”) mamy możliwość nakręcenia zegarka, a dalej, po jej wyciągnięciu (pozycja „2”), uruchamiamy „stop sekundę”. Koronka, biorąc pod uwagę wielkość samego zegarka, jest dość sporych rozmiarów – średnica ok. 6,3 mm. Koronka jest karbowana, co pozwala na jej pewny chwyt oraz wygodne nią operowanie. „Creme de la crème” jest oczywiście logo umieszczone na bocznej powierzchni koronki; to kojarzona z Tudorem, wpisana niejako w DNA tej marki, Róża Tudorów, przy czym grawerunek jest bardzo wyraźny i po prostu cieszy oczy. Bliższy rzut oka na zegarek w miejscu koronki ujawnia wszelako, że koronka, nawet po jej dokręceniu, dość mocno odstaje od koperty (ok. 2 mm). Po dokręceniu koronki, między kopertą a koronką mamy czarny element, przechodzący dalej w gwint, wyraźnie odcinający się od kolorystyki koperty oraz samej koronki. Przyznam, że nie dotarłem do informacji wskazujących na to, z jakich względów TUDOR zdecydował się na zastosowanie takiego właśnie rozwiązania, które przyznaję, jest dość kontrowersyjne stylistycznie, choć trzeba od razu zaznaczyć, że nie ma ono w zasadzie żadnego wpływu na komfort noszenia zegarka. Ot, po prostu, taka dziwna ciekawostka, która mi w żaden sposób nie przeszkadza. O kopercie w zasadzie tyle i muszę przyznać, że jej projekt, choć nieco kontrowersyjny (dotyczy to koronki, która wyraźnie odstaje od koperty nawet po dokręceniu), bardzo przypadł mi do gustu, co wynika nie tylko z wielkości tej koperty (dla mnie to rozmiar idealny, jak się wydaje, taki mój „sweet spot” stosując anglojęzyczną nomenklaturę), ogólnego pomysłu na ten zegarek (projektu), ale przede wszystkim z tego, że koperta jest po prostu bardzo dobrze wykonana. Warto w tym miejscu wspomnieć także o tym, że również wewnętrzne powierzchnie uszu zostały „obrobione” i w związku z tym nie widać miejsca, w którym metal był cięty w procesie wytwarzania samej koperty. 3. Tarcza recenzowanego zegarka jest czarna i błyszcząca, choć nie potrafiłem tego uchwycić na wykonanych przez siebie zdjęciach. Indeksy godzinowe są nakładane i bardzo mocno wypełnione substancją luminescencyjną (póki co nie udało mi się dotrzeć do informacji z których wynikałoby, jaką konkretnie lumę stosuje TUDOR, ale zegarek świeci bardzo dobrze – intensywnie oraz długo). Indeksy w kształcie kółek, za wyjątkiem indeksów na godzinach 3ciej, 6 tej, 9 tej (w kształcie prostokątów) oraz na godz. 12 tej (w kształcie trójkąta o krótkiej podstawie i wydłużonych bokach). Indeksy znajdują się w stalowych ramkach, co wygląda bardzo efektownie. Same indeksy są stosunkowo duże i pozwalają na bezproblemowy odczyt godziny. Jeśli chodzi o podziałkę minutową (jest ona umiejscowiona na zewnątrz indeksów godzinowych), to ma ona kształt przypominający „torowisko”, przy czym bez wewnętrznego „toru” (co 5ta minuta jest nieco pogrubiona). Pod indeksem na godz. 12tej malowane logo Tudora oraz napis „TUDOR”, a pod nim kolejny „GENEVE”. Nad indeksem na godz. 6tej kolejne napisy: „ROTOR” oraz „SELF-WINDING”, zdradzające, poprzez swój „uśmiech” rodzaj mechanizmu zastosowanego w tym zegarku. Mamy wreszcie (na zewnątrz „torowiska”, pod indeksem na godz. 6tej napis „SWISS MADE”). Wzmiankowane powyżej napisy malowane są srebrną farbą, co z jednej strony kontrastuje z czernią tarczy, a z drugiej strony doskonale współgra ze stalowymi ramkami indeksów godzinowych. Całość projektu jest bardzo symetryczna, a tej symetrii, pasującej do charakteru tego zegarka nie psuje okienko datownika, którego …po prostu nie ma. Jeśli chodzi o wskazówki, to oczywiście mamy klasykę od TUDORA, czyli „snow flake”, przy czym wskazówka godzinowa sprawia wrażenie całkiem sporej, biorąc pod uwagę wielkość samej tarczy. Czy mi to przeszkadza? W żadnym wypadku, ponieważ dochodzę do wniosku, że w tym przypadku producent postawił na funkcjonalność, związaną z bezproblemowym odczytem godziny, z czym nie ma żadnego problemu. Co dotyczy jakości wykonania tarczy, to żadnych niedoróbek nie dostrzegam (indeksy godzinowe nałożone są starannie, równo, bez strzępień czy ubytków w masie luminescencyjnej, a do tego idealnie zgrywają się z „torowiskiem”). Oczywiście dzieląc trochę „włos na czworo” napiszę, że biorąc pod uwagę układ tarczy, w tym całkiem sporej wielkości indeksy, można było ją zagospodarować troszeczkę lepiej. Wyraźnie widać bowiem, że na zewnątrz „torowiska” na tarczy jest jeszcze trochę pustej przestrzeni (w tej pustej przestrzeni znajduje się na tarczy napis „SWISS MADE”) i być może samo „torowisko”, a co za tym idzie, także indeksy godzinowe, można było przesunąć bardziej na zewnątrz, zyskując nieco przestrzeni w centralnej części tarczy. Nie jest to jednak coś, co bardzo mi przeszkadza. To raczej wynik mojego wrodzonego (a może nabytego z wiekiem) czepialstwa. 4. Już tarcza tego zegarka zdradza, z jakim werkiem mamy tu do czynienia. W zegarku zastosowano Etę 2824-2 (wedle dostępnych mi informacji jest to werk w wersji TOP), która łożyskowana jest na 25 kamieniach, pracuje z częstotliwością 28 800 bhp i zapewnia ok. 38-40 h rezerwy chodu. I oczywiście można tu troszkę pogrymasić i zadać pytanie, czemu nie „in-house”? Odpowiadając na to pytanie odpowiem, że z mojej perspektywy bardzo dobrze, że nie „in-house”, a sprawdzony „wół roboczy”, w takiej a nie innej wersji. Po pierwsze nie mam wątpliwości, że jego serwis to inne koszty niż w przypadku mechanizmu „in-house”, który TUDOR stosuje w innych zegarkach z tej linii. Po drugie, jak dobrze policzyłem, to mój 13ty zegarek mechaniczny i choć w bliskiej mi perspektywie nie czeka mnie kumulacja akcji serwisowych, to jednak jestem trochę spokojniejszy wiedząc o tym, że Eta 2824-2 to mechanizm powszechnie znany, w miarę niezawodny, a jego podstawowy serwis nie pochłonie majątku. Co mogę powiedzieć na temat dokładności chodu tego konkretnego modelu? Nosiłem go prawie non stop (zdejmowany był tylko na noc) przez kilka dni (od momentu jego pojawienia się u mnie do momentu opublikowania tej recenzji), odkładałem go bez jakiegoś szczególnego planu ot tak, jak wyszło i w tym czasie zaobserwowałem odchyłki w granicach -2/+3 s, więc z mojej perspektywy powodów do narzekania nie ma. 5. Recenzowany zegarek to wersja na skórzanym beżowym pasku, który przeszywany jest białą nicią. O jakości tego paska mogę się wypowiedzieć w samych superlatywach, bo jest odpowiednio gruby, miękki i w zasadzie do razu doskonale się układa. Pasek ma niestandardową szerokość, bo 19 mm przy uszach, na co można oczywiście trochę ponarzekać, choć dziś nie ma przecież problemu z zamówieniem, w rozsądnej cenie, paska „hand made”, który będzie miał taką szerokość. Przy zapięciu pasek zwęża się do 16 mm. Co dotyczy samego zapięcia, to w zasadzie można o nim nie pisać. Wystarczy …pooglądać. Zapięcie motylkowe, wykonane z dużą dbałością o detale, a także bardzo precyzyjnie, co w szczególności dotyczy grawerunku „TUDOR” na zapięciu. Zasadnicza cześć tego zapięcia to zestawienie elementów polerowanych na wysoki połysk z tymi szczotkowanymi. Zapięcie, po unieruchomieniu w nim paska tworzy kształt tarczy TUDORA, w której elementy polerowane na wysoki połysk oraz te szczotkowa są od siebie wyraźnie oddzielone, co tworzy bardzo ciekawy efekt wizualny, na zasadzie kontrastu (środkowa część zapięcia, z grawerem „TUDOR” polerowana jest na wysoki połysk, a pozostałe elementy zapięcia, składające się na tarczę TUDORA, są szczotkowane). Jeśli się dobrze w temacie rozeznałem, to wygląda na to, że w samym mechanizmie zapięcia zastosowano elementy ceramiczne w jednym z pinów. Poszczególne elementy zapięcia są ze sobą świetnie spasowane; boczna powierzchnia jednego z elementów zapięcia (ten od dłuższej części paska) jest dodatkowo karbowana. Co by tu napisać w ramach podsumowania? Chyba tylko to, że zegarkiem jestem po prostu oczarowany, choć oczywiście dostrzegam pewne wady tego zegarka, które starałem się w miarę obiektywnie opisać powyżej. Zegarek jest dla mnie idealny pod względem rozmiaru i w mojej ocenie, doskonale sprawdzi się jako zegarek do noszenia na co dzień przez kogoś, kto podobnie jak ja, nie został przez naturę obdarzony budzącym respekt nadgarstkiem. Przez chwilę zastanawiałem się, co bym zmienił w tym zegarku, gdybym mógł zmienić jedną tylko rzecz? Po dłuższym namyśle dochodzę do wniosku, że życzyłbym sobie tego, aby luneta w tym zegarku nie była polerowana na wysoki połysk. Uważam po prostu, że zegarek zyskałby na charakterze, gdyby zastosowano w nim lunetę szczotkowaną, uzupełniającą się ze szczotkowanymi górnymi powierzchniami uszu. To, co mnie najbardziej w tym zegarku urzekło, to z kolei dbałość o detale (dla przykładu pięknie grawerowana koronka, wyraźnie zaakcentowane szlify czy też przemyślane i doskonale oddające ducha TUDORA zapięcie paska) oraz ogólna, bardzo wysoka jakość wykonania tego zegarka. Polecam więc tego małego TUDORA, zdecydowanie. Zdjęcia, wiadomo Zapraszam do lektury, uwag, komentowania i dyskusji Rafał
  9. Zastanawiałem się niedawno, rozważając zakup Tissota - jakie jest Wasze zdanie na temat nowszych, tanich wynalazków ETA? Mianowicie: ETA C07.111 (odpowiednik ETA 2824-2) http://watchbase.com/eta/caliber/c07-111 ETA C01.211 (odpowiednik Valjoux/ETA 7750) http://watchbase.com/eta/caliber/c01-211montowanych m.in. w nowszych Tissot Courtier oraz Tissot Seastar 1000, które z zewnątrz wyglądają bardzo przyzwoicie, a także Certinach i Hamiltonach. Kilka szczególnych różnic: c07.111 ("Tissot Powermatic 80"/"Certina DS Powermatic 80"/"Hamilton H-10") cyka z częstością 21600 bph, ETA 2824 = 28800;c07.111 (Tissot Powermatic 80) ma 80h rezerwy chodu, ETA 2824 = 40h;oba posiadają datownik i niektóre egzemplarze mają certyfikat chronometryczny COSC.Zarówno C01.211 jak i 7750 posiadają funkcję chronografu, datownik (7750 = day/date, C02.211 jedynie dzień miesiąca), 28800 bph; C01.211 posiada rezerwę 45h, 7750 = 40h; oba mechanizmy posiadają plastikowe elementy - 7750 jedynie części eksploatowane podczas użytkowania chronografu, natomiast C01.211 ma również chociażby plastikowy układ wychwytu (koło wychwytowe i kotwica; sic!), co chyba najbardziej mnie odpycha. Jak dla mnie serce mojego zegarka nie może być z plastiku... równie dobrze mógłbym nosić kwarc. Generalnie mam nastawienie podobne jak do homage'ów - musiałbym trafić na nie lada okazję, żeby kupić zegarek z ETA Cxx.xxx. A jakie jest Wasze zdanie? PS. Zdjęcia pożyczone z internetów.
  10. Witam, jak w tytule. Chciałem dowiedzieć się ile mniej więcej płacicie za serwis zegarków z werkiem ETA 7750 - bardzo popularny mechanizm, a o aktualnych cenach ciężko cokolwiek znaleźć. Przy okazji jeśli jest ktoś z Wrocławia i może polecić mi serwis, gdzie można wykonać usługę to będę wdzięczny za info, bo wydaje mi się że mój dotychczasowy przesadza z cenami :/ Pzdr
  11. Jakiś czas temu moje zegarkowe ADHD znowu skierowało mnie w kierunku divera z microbrandu. Moje doświadczenia w tym zakresie kończą się na Zelosie (miałem Mako 500 V1 oraz Helmsmana 2 w brązie), stąd w zasadzie od razu bardzo zainteresował mnie model Swordfish, ponieważ szukałem czegoś mniej "barokowego" niż Mako 500, gdy chodzi o to, co się dzieje na tarczy IMO Zelos z marketingowego punktu widzenia zrobił bardzo dobry krok, ponieważ model Swordfish dostępny jest w dwóch wersjach, które wedle mojej najlepszej wiedzy różnią się tylko werkiem. Mamy więc wersję na Eta 2892-2 w wersji elabore oraz wersję na mechanizmie od Seiko, wyraźnie tańszą. Wizualna różnica jest taka, że wersja na werku od Seiko jest bez daty. Bohater recenzji to wersja z werkiem "swiss made", którą kupiłem w ramach europejskiej dystrybucji i która była u mnie na drugi dzień po wysłaniu jej z Holandii. 1. Zegarek, jak to zwykle u Zelosa, pojawił się w pięknej oraz drewnianej (i pachnącej) skrzynce. Zapakowany w skórzane etui podróżne, z metalową kartą oraz dodatkowym skórzanym paskiem w stylu vintage, bardzo dobrej jakości. Zegarek jest na bransolecie, ale o niej nie będę się rozpisywał, ponieważ nie jestem ani fanatykiem, ani znawcą bransolet. IMO jest ona całkiem niezłej jakości (jak na tą półkę cenową) i na pewno nie ma się co wstydzić, gdy zestawimy ją z tym, na czym oferowane są modele od Seiko (mam tu na myśli Sumo oraz "kolorowe" Monstery). Zegarek w wersji kolorystycznej "BLACK SAND", o dość kompaktowych wymiarach, czyli: średnica 42 mm, L2L 48 mm oraz wysokość 13 mm. IMO bardzo proporcjonalnie i nie ma się wrażenia obcowania z "klockiem". Szerokość między uszami to 22 mm. Koperta oczywiście stalowa, dekielek pełny, z bardzo dobrze wykonanym grawerem. Na dekielku informacja o wodoszczelności - 300 m, limitacji (mój to 010/060), szkle szafirowym oraz rodzaju stali (316L), jaki użyty do wykonania koperty. Szkło w tym modelu jest płaskie i wyposażono je w wewnętrzny antyrefleks. 2. Koperta, w szczególności gdy weźmie się pod uwagę przedział cenowy, wykonana jest bardzo dobrze, ale to już powoli staje się wręcz cechą rozpoznawalną tego microbrandu. Przeważają powierzchnie satynowane, choć jednak z płaszczyzn uszu polerowana jest na wysoki połysk, co tworzy bardzo ciekawy efekt. Co ciekawe, na bocznej powierzchni koperty da się zauważyć szlif pionowy, z którym do tej pory miałem do czynienia w JR. W przypadku Zelosa nie jest to może jeszcze ten poziom wykonania co w przypadku np. Terrascope czy Aquascope od JR, ale biorąc kwotę, jaką trzeba zapłacić za Zelosa, trudno tu do czegoś się przyczepić. Zakręcona oraz logowana koronka, która ukryta jest w osłonie (tym razem logo na koronce nie jest wypełnione lumą, ale IMO to dobrze). Bezel jednokierunkowy, na 120 klików, który pracuje z wyczuwalnym oporem, ale i bez luzów, czyli tak, jak lubię. Jeśli chodzi o centrowanie bezela, to nie ma żadnych problemów, wszystko jest idealnie i pod tym względem niektóre modele Seiko mogłyby brać przykład z Zelosa Wkładka bezela to satynowana ceramika. Na wkładce oczywiście podziałka nurkowa, a także indeksy. Wszystko to wypełnione lumą i bardzo ładnie świecące, jak to u Zelosa. Bardzo ciekawie wygląda w tym zegarku luneta, która oddziela szkło od bezela, ponieważ jest ona wieloboczna, co tworzy całkiem ciekawy efekt wizualny. 3. Dlaczego wybrałem ten model? Ano z powodu tarczy, która od razu mi się spodobała. Raz, że jest ona nie tak "barokowa" jak w przypadku posiadanego przeze mnie wcześniej Mako 500 V1, a dwa, jest to "kanapka". Ja zawsze chciałem mieć "kanapkę". Na tą wyśnioną mnie nie stać, więc ...tym razem Zelos Pod godziną 12tą mamy nakładane logo Zelosa (w kolorze złotym). Niżej, ponad godziną 6tą napisy AUTOMATIC (naniesiony białą farbą) oraz 300m/1000ft (naniesiony czerwoną farbą). Nad samą godziną 6tą datownik (okienko datownika czarne, cyfry/liczby białe), czyli całość dość skromna i z zachowaną symetrią. Indeksy godzinowe w kolorze żółtym, "chapter ring" w kolorze białym, z podziałką minutową w kolorze żółtym. Sama tarcza w kolorze czarnym, piaskowana. Dość grube wskazówki godzinowa oraz minutowa (w kolorze złotym) oraz wskazówka sekundnika w kolorze żółtym, ostro zakończona, z przeciwwagą. Czego bym tu sobie życzył? Może trochę cieńszych wskazówek godzinowej oraz minutowej, które byłyby ostrzej zakończone, dzięki temu odczyt czasu byłby łatwiejszy. Oczywiście wskazówki, a także indeksy oraz chapter ring wypełnione luminową, dzięki czemu Zelos świeci intensywnie, bardzo długo (moje doświadczenia pokazują, że tylko delikatnie ustępuje Seiko jeśli chodzi o długotrwałość świecenia) oraz ...dwukolorowo 4. Co do werku, to zdecydowałem się na wersję na Ecie 2892-2. O samym werku nie będę się jakoś nadmiernie rozpisywał, bo to konstrukcja powszechnie znana oraz ceniona. Po odkręceniu koronka pięknie pracuje, a i gdy chodzi o odchyłki (nie jestem fanatykiem w tej dziedzinie), na pierwszy rzut oka nie zauważam nic niepokojącego, co oznacza, że jest dobrze 5. W podsumowaniu wypada mi w pierwszej kolejności napisać, że tytuł tej recenzji jest nieco przewrotny, bo Zelos IMO podąża właściwą drogą, kierując się ku jasnej stronie mocy To mój trzeci zegarek od tego producenta i nie mam wątpliwości, że gdy chodzi o relację jakość/cena, jest to świetna opcja. Za ok. 2200 zł (zakup w ramach europejskiej dystrubucji) dostajemy bardzo dobrze wykonaną kopertę, szkło szafirowe, ceramiczną wkładkę bezela i Etę 2892-2 (w wersji elabore) co w tym przedziale cenowym raczej nie jest spotykane. IMO to bardzo dobra alternatywa dla innych diverów z tego przedziału cenowego, co w szczególności odnoszę do modeli Seiko, na czele z Zółwiem czy też SUMO, które biorąc pod uwagę moje własne doświadczenia z tymi zegarkami, oferują jednak mniej niż recenzowany Zelos Swordfish (choć oczywiście dostrzegam piękny projekt koperty Sumo i jakość jej wykonania) Jeśli więc ktoś szuka nietuzinkowego divera, nadającego się także do noszenia na mniejszych nadgarstkach, dobrze wykonanego, oferującego bardzo dobrą relację jakość/cena, to Zelos Swordfish jest IMO bardzo dobrym wyborem, tym bardziej, że występuje on także w wersji na werku Seiko, a wówczas jest zdecydowanie tańszy. Żeby jeszcze tylko klamerka przy pasku skórzanym była logowana Zdjęcia oczywiście moje, więc jak zwykle są, jakie są Niemniej jednak, zapraszam Koleżeństwo do lektury
  12. koledzy takie pytanie czy wałek naciągowy z ETA 1100 będzie pasował do ETA 1113 ?
  13. Proszę o sugestie.Zamierzam po 15 latach zamienić mojego poczciwego Longinesa na jakiegoś divera z trochę wyższej półki.Planowałem budżet tak ok 8-9k i wydawało się,że właśnie trafiłem, bo w jednej z sieci jubilerskich oferują teraz TH Aquaracer 500 model schodzący z produkcji za 8,5k.Jest basen, są kajaki wydaje się ,ze byłby spoko.Wyczytałem jednak,że bazuje na masowej produkcji mechaniżmie ETA 2824-2 ,który jest w wielu budżetowych automatach za 3k.Mechanizm to przecież zegarkowe serce więc skierowałem myśli na Breitling Colt.Budżet się zwiększył ale zaoferowano mi go na pasku za równe 10k. Dałbym rade.Ale i w tym przypadku doczytałem się ,że to ta sama ETA tylko certyfikowana.To podobno sprawdzony mechanizm ale w przypadku droższych modeli ani tani w serwisie , ani inhousowy.Czy warto wydać tyle pieniążków na zegar z takim mechanizmem ,czy dalej nadmuchać bużet o kolejne 2k i kupić np.seamastera 300M?Nie będzie komfortu zakupu u jubilera/internet ale przynajmniej w środku nie masówka.Czy taka certyfikowana dla Breitlinga ETA to faktycznie ten sam mechanizm co w tanim zegarku?
  14. Czasocholicy - poszukuję dobrego fachowca do renowacji zegarka. Dokładnie pełen serwis i naprawa mechanizmu ETA1120, renowacja koperty i naprawa wskazówki (była chyba galwanizowana) nałożenie nowej powłoki i wymiana szkiełka. Szukam z okolic Śląska - najlepiej Katowice i miasta ościenne. Jeżeli ktoś jest naprawdę dobry to nie ma problemu, żeby nieco dalej pojechać (ale w granicach województwa - żeby nie było "jest świetny fachowiec, ale w Gdańsku" ) Prosiłbym o pomoc do kogo się zwrócić. Tak, żeby zrobił to rzetelnie, nic nie zniszczył i żebym nie zapłacił jak za zboże... Tak orientacyjnie - w jakich granicach kwotowych może taki serwis oscylować?
  15. Witam, Zakupiłem ostatnio na forum bardzo ładnego emeryta w stanie NOS. Sprzedający powiedział że w środku zalega ETA 2801-2. No cóż, po otwarciu nie jestem przekonany co to za werk więc pytam. A sam zegarek wygląda tak: I dodatkowe zbliżenie po poście Waldka Nie znam marki więc zastanawiałem się czy to nie jeden z setki drobnych producentów wrzucających ETĘ, zakupioną w latach 70/80 w czasie boomu kwarców Nie podejrzewam sprzedającego o złą wolę, szczerze - chciałbym wiedzieć co kupiłem ;-) Jeśli to bardziej do działu Szwajcarskiego - prosiłbym serdecznie moderatora o przerzucenie o ile można Pozdrawiam serdecznie, B.
  16. Dzień dobry, mąż znalazł zegarek jak na fotkach, niestety skasowała mi się fotka z verkiem, była to chyba ETA? Proszę o informacje co to za wwynalazek, nie znalazłam nic na temat zegarka Tourista Agenta 007 ? Plus zegarka jest nie używany ale cena... więc chcielibyśmy wiedzieć co to za czasomierz?Z góry dziękuje za informację.
  17. Witam, szanowne grono, od 2 tygodni jestem szczęśliwym posiadaczem Tissot'a Le Locle z mechanizmem ETA 284-2. Przed chwilą zauważyłem, a właściwie usłyszałem, że słychać "tykanie". Słyszalne jest z odległości około 10 cm od ucha. Wydaje mi się, że wcześniej tego nie słyszałem, ale może po prostu nie zwróciłem uwagi. Bardzo proszę o odpowiedź czy zegarek nadaje się do reklamacji.
  18. Dzień dobry, Poszukuję zegarka do raczej eleganckiego (bez znaczenia czy automatyczny czy kwarcowy), ale po wielu tygodniach poszukiwań na własną rękę doszedłem do wniosku, że 80% rynku zegarków, to czasomierze z mechanizmami kupionymi (czytaj, ETA, ISA itp). I związku z tym pytania nasuwają się same - czy istnieje jakieś porównanie jakości, precyzji i trwałości mechanizmów (oczywiście google niczego nie podaje). Czy są mechanizmy 'manufacture', które jakością przewyższają te, typu ETA etc. i jednocześnie mieszczą się w przedziale powiedzmy do 5000 PLN? Forumowicze, może jakieś podpowiedzi? Z góry dzięki! Zegarmistrz Światła
  19. Witam jeszcze raz wszystkich forumowiczów, Chciałbym Was prosić o poradę, gdyż chciałbym swojej kobiecie kupić na urodziny zegarek ale z racji na to że jestem studentem i słabo u mnie z kasą mogę na ten cel przeznaczyć maksymalnie około 400zł. Wiadomo, jak każdy chciałbym kupić dobry ładny i tani zegarek co jest awykonalne i trzeba coś znaleźć po środku Po przeszukaniu internetu i poczytaniu kilku tematów na tym forum znalazłem takie dwie Adriatici, które wg mnie są dość interesujące: https://www.zegarek.net/zegarki/adriatica/zegarek_adriatica_A3159.1211Q.html https://www.zegarek.net/zegarki/adriatica/zegarek_adriatica_A4512.6173QZ.html Druga bardziej mi się podoba jeśli chodzi o design ale z kolei pierwsza trochę droższa ma lepsze szkiełko (szafirowe) i chyba lepszy mechanizm bo ten na bransolecie ma Ronde 762, a na pasku Eta F04. Co byście mi doradzili, lub ewentualnie zaproponowali coś innego? Pozdrawiam
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.