Jump to content
Search In
  • More options...
Find results that contain...
Find results in...

Search the Community

Showing results for tags 'diver' in content updated in the last year.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • KLUB POD BALANSUJĄCYM WAHADŁEM
    • FORUM GŁÓWNE
    • ZABAWY i KONKURSY
  • ZAPYTANIA I SUGESTIE PRZED ZAKUPEM
    • Podróbki i zapytania o autentyczność
    • Jaki zegarek...
    • Podręczniki i porady
    • Aukcje Allegro, eBay i inne
    • Marki wirtualne i modowe
  • WIADOMOŚCI I NOWOŚCI
    • NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
    • WIADOMOŚCI
  • FORA TEMATYCZNE
    • ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
    • AHCI I PRODUCENCI NIEZALEŻNI
    • ZEGARKI POLSKIE
    • ZEGARKI AMERYKAŃSKIE
    • ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
    • ZEGARKI JAPOŃSKIE
    • ZEGARKI CHIŃSKIE
    • INNE ZEGARKI
    • VINTAGE
    • ZEGARY
    • KĄCIK ZEGARMISTRZOWSKI
    • PASKI i AKCESORIA ZEGARKOWE
    • GALERIA
  • DZIAŁ TECHNICZNY
    • PRZEDSTAWIAMY SIE
    • PROPONOWANE ZMIANY - KONSULTACJE
    • FORUM ŹLE DZIAŁA - USTERKI, PROBLEMY TECHNICZNE FORUM, PYTANIA, OPCJE, FUNKCJE
    • ARCHIWUM
  • RYNEK
  • PO GODZINACH
    • PO GODZINACH

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


Gadu-Gadu


Strona WWW


Skype


Lokalizacja


Hobby

Found 34 results

  1. Cześć, zauważyłem, że na forum pojawia się pytanie dotyczące divera do … (tu wstaw kwotę). Sam zamierzam zakupić niebawem nurka w rozsądnych pieniądzach, więc po dłuższej analizie wybrałem ok 30 brandów / zegarków które spełniają następujące kryteria: - zegarek mechaniczny - szafirowe szkło - zakręcana koronka - wodoodporność minimum 200m - cena od 1200 PLN do 10.000 PLN UWAGA: · Podane ceny są mocno orientacyjne (często sugerowane przez producenta). Jednak w prawie każdym przypadku, można kupić dany zegarek taniej. · Większość zegarków występuje w różnych wariantach kolorystycznych / rozmiarach i w opcjach z paskiem / bransoletą. · Jeżeli pominąłem jakiegoś oczywistego kandydata, lub któryś z mojej listy nie powinien się tu znaleźć z jakiś względów - to zapraszam do poprawki mojej listy. Mam nadzieję, że moja analiza się komuś przyda! Dan Henry 1970 40 Cena: 1200zł Raven – Solitude Cena: 2000zł Meccaniche Veneziane Nereide Cena: 2200zł Magrette Moana Pacific Professional Vintage Cena: 2300zł Steinhart GMT Ocena One Cena: 2300zł Spinnaker Tesei Titanium Cena: 2400zł Hamtun Kraken H2 Cena: 2400zł Seiko SPB071J1 Cena: 3000zł Glycine Combat Sub 42 Cena: 3000zł Hamilton Navy Scuba Auto Cena: 3000zł NTH Nacken Cena: 3000zł Orient Star Mechanical Sports Watch Cena: 3100zł Baltic Aquascaphe Cena: 3200zł Le Jour “NEW”Hamerhead Cena: 3200zł Tissot Seastar 1000 Powermatic 80 Cena: 3400zł Davosa Argonautic BG Cena: 3600zł Certina DS Action Diver Powermatic 80 Cena: 3700zł Meraud Bonaire Cena: 3800zł Farer Hecla Cena: 4500zł Christopher Ward C60 Trident Pro 600 Cena: 4500zł Doxa Sub 200 Caribbean Cena: 4500zł Epos Sportive 3441 Diver Cena: 5000zł Edox Skydiver 70s / Military Cena: 5000zł Yema Superman Cena: 5400zł Alpina Seastrong Diver 300 Cena:5700zł Longines HydroConquest (2018) Cena: 6100zł Ginault Ocean Rover Cena: 6800zł Oris Aquis Date Cena: 7300zł Mido Ocean Star Diver 600 Cena:7600zł Sinn U1 B Cena: 8500zł Eterna Kontiki Diver Cena: 8500zł Rado Captain Cook Cena: 9500zł Tag Heuer Aquaracer Cena: 9900zł
  2. From the album: Seiko SKX007 wymarzony

  3. From the album: Seiko SKX007 wymarzony

  4. Przedmiotem mojej dzisiejszej recenzji jest zegarek Zelos Swordfish w wersji Midnight Blue, który otrzymałem do testów na początku lutego. Spędzając z nim te kilka tygodni miałem możliwość doskonałego zapoznania się z jego wykonaniem, materiałami oraz odczuciami w trakcie jego użytkowania. Jako wielki miłośnik diverów pokładałem w nim duże nadzieje, a obecne w sieci opinie podsycały mój apetyt. Swordfisha otrzymałem w efektownym pudełku wykonanym z ciemnego drewna, w jego wnętrzu znajdowała się skórzana saszetka z paskiem oraz różowozłota karta produktu. Fakt, że zegarek był zapakowany w ten sposób sprawił, że moje nastawienie do niego od początku było dobre gdyż mimo wszystko nie jest to standard wśród dużych producentów a co dopiero wśród microbrandów a za taki mimo wszystko należy uznać markę Zelos. Biorąc zegarek pierwszy raz do ręki pomyślałem, że jest dość masywny, fajnie się prezentuje, ale za to bransoleta studziła entuzjazm. Zegarek obejrzałem dość dokładnie (co opiszę za parę chwil niżej), skróciłem bransoletę i wrzuciłem go szybciutko na rękę. Zaskoczyło mnie jak przyjemnie leżał na nadgarstku zwłaszcza tym bardziej, że dość ostrożnie oceniałem bransoletę myśląc, że będzie ona najmniej przyjemnym elementem podczas użytkowania. Gdy wyszedłem z domu – tak to były te piękne czasy gdy tak normalnie wychodziło się na zewnątrz – co chwila zerkałem na niego zupełnie jakbym obawiał się, że zniknie. Na promienistą, granatową tarczę padło słońce i tutaj wstrzymałem oddech po raz pierwszy. Cyferblat prezentował się genialnie, do tego był czytelny, a indeksy oraz wskazówki w zacienionych miejscach momentalnie dawały o sobie znać dzięki niezwykle mocnej lumie. Pierwsze zauroczenie na koncie Zelosa, przyszedł czas na rzetelną ocenę jego wykonania oraz ewentualnych spraw, za które Zelosa możemy pochwalić oraz zganić. Bez wątpienia Zelos Swordfish to zegarek efektowny, starannie wyprofilowane, częściowo szczotkowane i polerowane krawędzie koperty doskonale pracują ze światłem wzmacniając poczucie wielowymiarowości. Ulokowana na godzinie 3, okraszona logiem marki koronka posiada wyraźne wyżłobienia, dzięki którym bardzo dobrze się ją obsługuje. Na pleckach znajduje się zakręcany dekiel z przeważającą matową powierzchnią, na której to widnieje miecznik (Swordfish) oraz podstawowe informacje techniczne. Wnętrze wodoszczelnej do 300 metrów koperty wypełnia mechanizm automatyczny od Seiko, a dokładnie NH35/4R35. Nie mam do jego pracy żadnych zastrzeżeń, co więcej niezwykle miłym jest fakt, że gdy zegarek leżał w bezruchu przez 3-4 dni i brałem go do ręki potrzebował dosłownie kilku sekund by wrócić do normalnej pracy (oczywiście uprzednio go ustawiłem). Od frontu mamy do czynienia z granatową tarczą z wcięciami na indeksy godzinowe, malowanymi indeksami minutowymi, subtelnym logiem pod godziną 12, białą sygnaturą automatic oraz czerwonym napisem mówiącym o wodoszczelności. Znajdujące się niejako pod tarczą indeksy godzinowe oraz wskazówki wypełnione zostały świetnie świecącą lumą Super LumiNova C3 oraz BGW9. Tarczę przesłania szafirowe szkło, przytwierdzone 120-kilkowym obrotowym bezelem z wkładką ceramiczną oraz luminescencyjną skalą minutową. Warto podkreślić że bezel pracuje dość ciężko, ale dzięki wystającym ząbkom dość dobrze się go chwyta. Patrząc na niego pod kątem przypomina mi on żeton do gry w kasynie. Dodatkowo na wewnętrzna część posiada bardzo efektowne wcięcia, które moim skromnym zdaniem dowodzą, że marka Zelos nie podchodzi do produkcji masowo i zależy jej na drobnych akcentach wyróżniających jej zegarki w tym niezwykle nasyconym segmencie jakim są divery. Na koniec zostawiłem sobie ocenę bransolety, która w moim odczuciu jest najmniej estetycznym elementem, sprawia wrażenie trochę przypadkowej, załączonej od innego zegarka. Na tym jednak muszę zakończyć wymienianie jej minusów gdyż zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Skrócenie jej było procesem bardzo prostym i szybkim, podczas noszenia nie szarpała moich włosów. Zapięcie sprawowało się bardzo dobrze, nie zaliczyło żadnych przypadkowych odpięć, a zastosowany ze względów bezpieczeństwa zatrzask pracował dokładnie tak jak powinien. Paradoksalnie wolę takie niż to, które znajduje się w moim Pontosie (Maurice Lacroix), które chodzi tak samo opornie jak mojej córce wchodzi skumanie faktu, że koronawirus to nie wakacje. Kilka słów podsumowania.... Zelos Swordfish to bardzo przyjemny zegarek, do którego w zasadzie nie można się przyczepić. Oczywiście malkontenci mogą za moment powiedzieć, że w środku mogłaby być ETA lu Sellita, ale po co? Cena zegarka poszłaby do góry, a tak dostajemy niezwykle kompletny zegarek o bardzo dobrych parametrach technicznych, zapakowany w eleganckie drewniane pudło z dodatkowym, skórzanym paskiem, o którym nie napisałem niczego gdyż nie założyłem go do noszenia, aczkolwiek widać, że jest do wyrób wysokiej jakości. Teraz najlepsze bo uważam, że to co czyni ten czasomierz doskonałą propozycją dla miłośników diverów to cena 349 USD! Kochani nie oszukujmy się dostajemy w cenie zwykłego i oklepanego Prospexa zegarek, który jest inny, jest wart swojej ceny i ma wszelkie argumenty do tego by rekomendować go jako jeden z najlepszych tego tupu zegarków do 1500 zł. To jest oczywiście moje subiektywne zdanie i możecie się z nim nie zgadzać, ale zarówno wykonanie jak i technikalia w ujęciu do ceny to zestaw niemalże doskonały. Na koniec dane techniczne dla miłośników tabelek Koperta i bransoleta – stal szlachetna 316L Wymiary koperty – 42 x 48 x 13 mm Szerokość między uszami – 22 mm Wodoszczelność – 300 m Mechanizm – Seiko NH35 Tarcza – granatowa Szkło – szafirowe A dla tych co koniecznie chcą więcej zapraszamy na stronę: https://zeloswatches.com/ Więcej recenzji na Grupie Fb Chronosapiens - Zapraszamy https://chronosapiens.com/ Autor: Daniel Wiktorowicz
  5. Cześć, zastanawiam się nad zakupem kolejnego (po PH200M) divera w klimacie vintage. Tym razem miałoby to być coś o jedną półkę wyżej (na Omegę czy Tudora jeszcze nie czas). Do głowy przyszedł mi Oris Divers Sixty Five w wersji Movember Edition: https://monochrome-watches.com/oris-divers-sixty-five-movember-edition-specs-price/ oraz Christopher Ward C65 Dartmouth w wersji czarnej na bransie: https://www.christopherward.eu/c65-dartmouth-series1-black-3 W przypadku Orisa biorę jeszcze pod uwagę podobną wersję kolorystyczną, z datą na 6 i bezelem z brązu. Poniżej moje za i przeciw: Oris: - marka z historią, pozycjonowana wyżej niż Certina, Tissot, itd. (byłby to dla mnie krok dalej), - jak dla mnie brak opcji bransolety, ponieważ oryginalna bransa Orisa dla tego modelu kompletnie mi nie pasuje, a wszelkie uniwersalne odpadają. Nie jest to dla mnie duży minus, ale opcja fajnej bransolety byłaby na pewno plusem. - w środku Sellita SW200-1 w wersji Standard, o czym niestety ciężko jest zapomnieć, biorąc pod uwagę cenę zegarka. Christopher Ward: - microbrand, co mnie osobiście trochę odstrasza - marka bez tradycji, historii. - bransoleta wydaje się być fajna, ma mikroregulację. Dokupiłbym sobie pasek skórzany i NATO. - dużo fajniejszy dekiel, - Sellita SW200-1 z COSC (tutaj mam nadzieję na lepszą selekcję mechanizmów i lepszą regulację względem Orisa), - brak daty - dla mnie niestety minus. - niższa cena. Co byście wybrali z tych dwóch opcji? Rozsądek mówi - CW, natomiast trochę mnie odstrasza fakt, że to microbrand i cena jednak jest już dosyć spora jak na tego typu zegarki. W Orisie za to trochę odstrasza mnie fakt, że za dosyć spore pieniądz dostajemy bazową Sellitę, która właściwie pod każdym względem jest gorsza niż mechanizm z o wiele tańszej Certiny PH200m. Z góry dzięki za rady!
  6. Witam. Planuje zakup "uniwersalnego" zegarka na co dzień za maksymalnie 5000zł. Styl bardziej sportowy niż elegancki. (jeasny,dresy, polo, czasami sweterki itd. -do koszul/garnituru mam jakiegoś Tissota) Wymagania: (pogrubione must be) -średnica 41-44 mm ( 18 cm obwodu nadgarstka) -datownik (koniecznie bez nazwy dnia tygodnia) -stalowa bransoleta -oznaczenia minutowe (min co 15min) -fajnie gdyby było oznaczenie godziny ( przynajmniej godz. 12) -ciemna tarcza -szafirowe szkło -żadnych dodatkowych tarcz (bez chronografu) -wysoka jakość wykonania -jeśli będzie to diver to bezel musi być stalowy (niemalowany) lub ceramiczny -WR min 100m ( chce w nim pływać) - mechanizm automatyczny ( wyj. TH Formula 1) Wstępnie wytypowałem 4 zegarki: Epos 3441 diver wersja czarna - 4000zł Podoba mi się wizualnie, obawiam się tylko grubości (14,5mm) i tego że jest może zbyt sportowy. Epos 3401 czarny na bransolecie- 4000zł Z wyglądu tak troszkę przypomina mój ideał czyli Omegę Aqua Terra ale jest trochę zbyt elegancki Victorinox Airboss 241508 - 3000zł Nie jestem fanem pilotów ale ten zegarek ma w sobie to coś.. jest brzydki że aż ładny. Niestety bardzo mało wiadomości można o nim przeczytać. Tag Heuer Formula 1 w kwarcu - 4000zł /w automacie używany 5000zł Wydaję się tak idealny że aż trochę nudny. Czytałem też że jakość wykonania najtańszej linii TG jest taka o. Czy te zegarki są godne polecenia? A może Koledzy mają jakieś inne pomysły?
  7. Witajcie. Po niedawnej recenzji mojego SBDC055 postanowiłem podzielić się swoimi spostrzeżeniami nt. kolejnego przedstawiciela ze stajni Seiko nawiązującego do modeli sprzed 60 lat. Mam nadzieję, że zdjęcia będą o niebo lepsze bo bardzo się starałem. Aczkolwiek robione za pomocą telefonu. Nasz "związek" jest dosyć trudny bo o ile spodobał mi się od razu na zdjęciach w sieci to z czasem pewne rzeczy zaczęły mi przeszkadzać. Było to na tyle irytujące, że zacząłem się wahać nad jego sprzedażą ale za każdym razem gdy nie gościł u mnie na nadgarstku przez dwa, trzy dni to wracałem do niego z wielką ochotą. Ale do rzeczy... Mający swoją premierę w 2018 roku model ten to specjalna edycja na Europę i USA znana bardziej jako "Twilight blue" i jest obok "Great blue hole" (SPB083J) kolejną edycją specjalną mającą na celu uzupełnić kolekcję reedycji kultowego Seiko 6159-7001 z 1968 roku. Zegarek przychodzi w czarnym dwuczęściowym pudełku z logo producenta i napisem oraz znakiem towarowym z linii Prospex obtoczonym imitacją skóry. W środku poza zegarkiem i papierami znajdziemy jeszcze dodatkowy sylikonowy pasek. Pod względem parametrów technicznych jest to dokładnie ten sam zegarek co pozostałe tzw. MM200 z kopertą o średnicy 44mm bez koronki, 13 mm wyskości oraz 50mm od ucha do ucha. Tak jak w pozostałych modelach z tej linii mamy do czynienia z płaskim szafirowym szkłem i werkiem 6r15 - znany i sprawdzony 3Hz mechanizm Seiko. Koronka oczywiście jest w pozycji godziny czwartej. Koperta jest wykonana ze stali pokrytej powłoką Dia Shield zwiększającą odporność na zarysowania. Po bokach i od spodu polerowana na wysoki połysk. Odcięcia pomiędzy poszczególnym płaszczyznami są łagodne. Szczotkowane od góry przewiercone uszy wypuszczone są łagodnie mniej więcej od środka koperty. Pod koniec są ścięte i polerowane tak że ta płaszczyzna łączy się z tą boczną koperty, będąc niejako jej przedłużeniem. Podobnie dolna część jest podprowadzona aż pod uszy a od spodu łączy się z wkręcanym deklem. Dekiel ten oznaczony jest standardowymi informacjami. Nie ma informacji na temat edycji specjalnej jak to ma miejsce w przypadku innych modeli. zastanawia mnie tez jedna kwestia - dlaczego na niektórych zegarkach Seiko umieszczony jest napis: "Air Diver's 200m" a na innych "Diver's watch 200m". Ogólna koncepcja koperty jest bardzo ciekawa i nowoczesna. Zaokrąglony profil uszu daje poczucie bardzo dużej wygody noszenia. Na szczycie mamy 120 klikowy bezel. Gdy spojrzymy na niego z profilu widać wyraźnie iż u góry jest on szerszy i zwęża się ku kopercie. Starannie wykonane nacięcia w stylu 'coin edge' dają uczucie pewnego chwytu i swobody obracania. Praca bezela jest płynna i zachodzi z delikatnym oporem sprężyny. Wkładka bezela sprawia wrażenie wykonanej z aluminium i jest pomalowana w jednej czwartej począwszy od godziny 12 do 3 na czerwono. Reszta natomiast jest koloru czarnego. Nie jest ona polerowana na wysoki połysk, bardziej sprawia wrażenie takiej półmatowej struktury. Oczywiście naniesiona została standardowa podziałka z kropkami i kreskami dla wartości minutowych. Oczywiście są tu też wartości liczbowe co 10 minut - standard jeśli chodzi o divery Seiko. Na godzinie dwunastej mamy oczywiście trójkąt wypełniony masą luminescencyjną jednakże jeden wierzchołek jest ścięty. jest to jedna z rzeczy która mnie osobiście trochę drażni, bowiem widać przez to granicę pomiędzy malowaniami na czarno i czerwono. Uważam że pełny trójkąt byłby tu lepszym rozwiązaniem, zwłaszcza, że przy innych modelach zdecydowano się na takie rozwiązanie. Zegarek przychodzi do nas na bransolecie, która wykonana jest bardzo starannie. Nie widać tego na pierwszy rzut oka ale każde z ogniw składa się z dwóch elementów. Choć od góry wygląda jakby były trzy wystarczy spojrzeć na bransoletę od dołu by odkryć ze środkowy element jest nasadzony na zewnętrzne, które są ze sobą połączone. Środkowy element od góry jest szczotkowany a przy końcach polerowany. Boczne części segmentów są w całości szczotkowane. Zapięcie typowe dla nurków Seiko z możliwością przedłużenia na piankę. całość podobnie jak koperta pokryta jest powłoką Dia Sield. Ogólnie rzecz biorąc jest to pierwszy zegarek który noszę na bransolecie. A to dlatego, że jest bardzo wygodna. Bardzo bardzo. Choć muszę przyznać, że musiałem się nakombinować z mikro regulacją by dopasować ją idealnie dla siebie. To dzięki tej bransolecie myślę nad dokupieniem takiej samej dla mojego SBDC055. Tarcza. Tu jak zawsze trzeba poświęcić oddzielny akapit. Model ten ma niezwykłą tarczę. Kolor to niby niebieski niby szary ale jednak jakiś taki inny. W pewnych warunkach oświetleniowych sprawia wrażenie takiego morskiego niebieskiego. Na prawdę trudny do opisania kolor. Indeksy tak jak przy pozostałych zegarkach z tej serii to podzielony na pół pięciokąt o prostopadłej podstawie dla godziny 12 i nie podzielone pięciokąty dla godziny 6 i 9. Pozostałe są okrągłe. Wszystkie mają wyraźne metalowe obramowanie i wypełnione są masą luminescencyjną, która jak wiemy jest dobrej jakości. Na zbliżeniach starałem się dokładnie pokazać że indeksy są na prawdę wykonane starannie. Widać też, że tej masy świecącej jest na prawdę sporo, jakby miała się zaraz wylać z tych indeksów na zewnątrz. Na godzinie trzeciej umieszczono obramowane na biało okienko datownika. Oczywiście nie zabrakło miejsca na logo Seiko na godzinie 12 i logo oraz napisu Prospex na godzinie 6. Są one drukowane w kolorze białym. Niżej zaś kolorem czerwonym nadrukowano napis DIVER'S 200m. W tym samym kolorze wykonano też nadruk na czarnym pierścieniu dystansującym dla wartości godzinowych, przy czym pozostałe zostały koloru białego. Wskazówki tak jak w innych modelach z tej serii metalicznie obramowane z czarnymi matowymi zakończeniami na przeciwwagach również wypełniono masą luminescencyjną. Jedynie sekundowa ma kolor... no właśnie...Pomarańczowy? Sprawia to trochę wrażenie jakby odstawało to kolorystycznie od czerwieni zastosowanej na bezelu czy nadrukach na tarczy i pierścieniu dystansującym. A może to tylko złudzenie?? Czas na podsumowanie i kontrowersje. Siłą rzeczy zegarek jest bardzo ciekawy. Jest to bardzo niestandardowa propozycja zwłaszcza pod względem kolorystycznym w stosunku do innych modeli z tej rodziny. Momentami odnoszę jednak wrażenie, że pokusiłbym się o w pełni czarną wkładkę bezela. Dawałoby to tylko trochę akcentów czerwonych na tarczy. Kolejnym aspektem jest wskazówka sekundowa o której już pisałem wcześniej. Postawiłbym tu na bardziej czerwony kolor który dałby mocniejsze zgranie kolorystyczne z pozostałymi wyróżniającymi się barwami elementami. No i chyba najważniejszy aspekt. Cały zegarek jest dość masywny choć na ręce leży perfekcyjnie i świetnie wtapia się w nadgarstek stając się jego integralną częścią. Jednakże ilekroć noszę go na bransolecie sprawia wrażenie takiego dosyć topornego i trochę siermiężnego. W momencie gdy zakładam mu pasek chociażby sylikonowy to od razu ma się większe wrażenie lekkości przy jednoczesnym zachowaniu jego charakteru. Nie wiem czego to jest efektem bo z drugiej strony pasek musi być albo w kolorze tarczy albo czarny bo każdy inny daje już totalny misz masz kolorystyczny a to nie wygląda dobrze. Może gdyby wkładka bezela była całkiem czarna?? Oceńcie sami do czego serdecznie zachęcam tych co dotrwali do końca. Mieszko
  8. Jakiś czas temu miałem sposobność ponosić model C60 Trident Pro 600 Vintage od Christophera Warda, wyposażony w werk automatyczny Sellita SW200-1. Choć zegarek ten nie zagościł u mnie zbyt długo (w zasadzie jedynym powodem rozstania była jego wielkość, bo zdecydowałem się na zakup wersji o średnicy 43 mm, kiedy wydawało mi się jeszcze, że mogę nosić tak duże zegarki), to jednak zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, przede wszystkim jakością wykonania. Do tego, był to mój najdokładniejszy wówczas zegarek (ok. +2s/24h). Po rozstaniu się z prawdziwym nurkiem do Christophera Warda, kilka razy zastanawiałem się nad kupnem jakiegoś mniejszego zegarka od tego producenta, jednak za każdym razem, kiedy taki pomysł kiełkował w mojej głowie, ostatecznie coś innego, na krócej bądź dłużej, lądowało w moim pudełku z zegarkami. Nie tak dawno, korzystając z możliwości obejrzenia zegarka przed zakupem, od jednego z forumowych Kolegów (dziękuję Tomek raz jeszcze), kupiłem model C65 Trident Diver, w wersji z czarną tarczą oraz na czarnym skórzanym pasku (oznaczenie katalogowe producenta: C65-41H3H1-S0KK0-VK), którego na tyle, na ile tylko potrafię, postaram się obiektywnie dla Was zrecenzować. 1. Czasami o tym piszę, czasami nie. Tym razem postanowiłem jednak, że kilka zdań poświęcę pudełku, w którym Krzysia dostajemy po zakupie. Gustownie wykonane, drewniane pudełku, z logo producenta, bez wątpienia sprawia wrażenie obcowania z produktem wyjątkowym, co nie ukrywam, bardzo lubię. Pudełko ma kształt wydłużonego prostopadłościanu i skryte jest w skórzanym (względnie skóropodobnym) etui, z wytłoczonym na nim motywem podwójnej flagi, zaś sam zegarek spoczywa w nim na płasko, ustabilizowany gumkami przymocowanymi do czarnej wyściółki. Oprócz zegarka w pudełku znajdujemy oczywiście także wszystkie papierki oraz kartę. Drewniane pudełko dodatkowo opakowane jest w pudełko kartonowe, w kolorze czarnym. Na pudełku kartonowym również znajduje się wytłoczona podwójna flaga. 2. Po ok. 2-3 latach pasjonowania się zegarkami stało się dla mnie oczywistym, że powinienem nosić w zasadzie tylko takie, których średnica koperty nie przekracza 40 mm. Nie licząc Moona, Krzyś jest tutaj wyjątkiem, bo średnica jego stalowej koperty (stal 316L) to 41 mm, mierzone bez koronki. Zegarek ma jednak stosunkowo krótkie uszy, a wymiar „od ucha do ucha” to 47 mm, a więc mniej niż w posiadanym przeze mnie Damasko DA38 Black (tam jest to 48 mm) i w zasadzie tyle samo, co w Moonie. Do tego ok. 11,5 mm grubości, razem z wypukłym i wstającym nad bezel szafirowym szkłem. To niewiele gdy weźmie się pod uwagę, że mamy do czynienia z zegarkiem, który przez producenta określany jest jako diver (tak z kronikarskiej dokładności, to „retro dive watch”). Milczy o tym oficjalna strona internetowa producenta, nie ma o tym mowy w dokumentach dostarczonych razem z zegarkiem, ale zarówno z dostępnych informacji, jak i z moich obserwacji wynika, że szkło ma wewnętrzny antyrefleks. Szerokość między uszami to 22 mm, a zegarek, dzięki krótkim uszom oraz rozsądnemu (z mojej perspektywy) wymiarowi „od ucha do ucha”, świetnie układa się na nadgarstku i w związku z tym nosi się go bardzo wygodnie. Stosunkowo nieduża grubość tego zegarka sprawa, że będzie on także bardzo dobrym towarzystwem dla tak lubianych przeze mnie wzorzystych koszul z długim rękawem oraz swetrów. Z uwagi na stosunkowo niedużą grubość, na pewno nie będzie przyciągany przez futryny. 3. Posiadany przeze mnie wcześniej C60 Trident Pro 600 Vintage przypadł mi do gustu m. in. z powodu bardzo wysokiej jakości wykonania. Co dotyczy modelu C65 Trident Diver, to z docierających do mnie już wcześniej na jego temat informacji wynikało, że i ten jest bardzo dobrze wykonany, co w szczególności dotyczy koperty. W temacie poświęconym zegarkom tej marki pisał o tym m. in. Kolega @Krygo. I przyznaję, koperta tego Krzysia jest po prostu świetna. Trochę uprzedzając fakty napiszę, że biorąc pod uwagę cenę, jaką przyszło mi za niego zapłacić, nie przypominam sobie zegarka w zbliżonej kwocie, którego koperta byłaby tak dobrze wykonana. Mamy tu bowiem do czynienia z połączniem powierzchni polerowanych na wysoki połysk oraz szczotkowanych, co oczywiście samo w sobie nie świadczy jeszcze o tym, że koperta jest bardzo dobrze wykonana. Jeśli chodzi o szczegóły, to szczotkowana jest górna powierzchnia uszu, przy czym same uszy są nie tylko podcięte od spodu, ale dodatkowo ich krawędź jest fazowana na wysoki połysk, a samo fazowanie biegnie przez cały boczny profil koperty, przechodząc płynnie do drugiego ucha. Jakby tego było mało, poniżej tego fazowanie mamy kolejne fazowanie, tym razem szczotkowane, które również biegnie przez cały boczny profil koperty, do drugiego ucha. Pod tym środkowym szczotkowanym fazowaniem, cały boczny profil koperty jest nieznacznie podcięty (w tym fragmencie koperta znowu polerowana jest na wysoki połysk). Podcięty fragment koperty, w połączeniu z szczotkowanym fazowaniem biegnącym przez boczny profil koperty, tworzy wyraźnie wyczuwalny pod palcem stopień. Odcięcie powierzchni polerowanych na wysoki połysk od tych szczotkowanych jest wyraźne oraz ostre, a sama koperta jest po prostu wielopłaszczyznowa, co może (a w mojej ocenie nawet musi) się podobać, ponieważ wygląda to niezwykle efektownie i bez wątpienia wyróżnia ten zegarek na tle innych. Warto odnotować i to również, że także między uszami tego zegarka producent nie poszedł na łatwiznę; koperta jest tam szczotkowana, a wewnętrzne powierzchnie uszu są polerowane na wysoki połysk. Stosunkowo cienki bezel nurkowy jest koloru czarnego i ma wkładkę z aluminium. Na bezelu mamy podziałkę minutową w postaci pionowych kresek oraz cyfr arabskich (cyframi arabskimi oznaczono co piątą minutę). Oznaczenia na bezelu są w kolorze srebrnym. Na godzinie 12tej srebrny trójkąt, a w jego środku wypukła kropka z lumą – to jedyny świecący element bezela. Bezel jest delikatnie karbowany, przy czym to karbowanie na pewno nie pozwala na to, by bezelem wygodnie operować pod wodą, szczególnie w rękawicach do nurkowania (po prostu wówczas nie uda się go pewnie chwycić). Bezel jest również pochylony (na zewnątrz). Jest to oczywiście bezel jednokierunkowy (120 klików), przy czym do jego pracy nie mam żadnych zastrzeżeń, bowiem obraca się on z wyczuwalnym oporem, w zasadzie bez jakichkolwiek luzów, a oznaczenia na nim świetnie zgrywają się z oznaczeniami na tarczy. Bardzo dobrze stało się, że w recenzowanym zegarku producent nie zdecydował się na zastosowanie wkładki bezela z ceramiki czy szafiru. Może to i rozwiązanie funkcjonalne, pozwalające na ustrzeżenie się przed porysowaniem bezela, jednak do pewnych zegarków, w szczególności tych mocno osadzonych w klimacie vintage, ceramika po prostu nie pasuje i wówczas, z estetycznego punktu widzenia, wkładka aluminiowa jest po prostu lepszym wyborem. Koronka umieszczona została tradycyjnie na godzinie 3ciej i jest ona relatywnie duża (gdy chodzi o jej proporcje, to przypomina mi koronkę, jaką znajdziemy w modelu Big Crown Pointer Date od Orisa). Koronka jest karbowana, a jej wielkość umożliwia pewny chwyt, co ma dość istotne znaczenie, ponieważ mamy tu do czynienia z zegarkiem z ręcznym naciągiem. Sama praca koronki jest bardzo przyjemna, można by rzecz (napisać), że aksamitna. Powierzchnia boczna koronki jest niemal w całości satynowana, a w to satynowanie wpisana jest wyraźnie wyczuwalna pod palcem podwójna flaga Christophera Warda, polerowana na wysoki połysk. Parametr wodoszczelności recenzowanego zegarka to 150 m, o czym informuje także napis na tarczy oraz na dekielku, przy czym koronka nie jest zakręcana. Dekielek pełny oraz zakręcany, w zasadzie typowy dla Christophera Warda, bo z świetnie wykonanym grawerunkiem trójzębu. Do tego standardowy pakiet informacji, obejmujący oprócz numeru seryjnego dane o materiale, z jakiego zegarek został wykonany, o wodoszczelności, a także o pochodzeniu zegarka. Trochę z wrodzonego czepialstwa zastanawiam się, czy skoro recenzowany zegarek nie jest typowym diverem (w sensie funkcjonalnym), a sam werk jest jak twierdzi producent zdobiony (na stronie internetowej znajdziemy informację o „Christopher Ward 'Colimacone' finish on movement”), to nie należało jednak zastosować dekla transparentnego, przez który ten werk można by oglądać? Tak czy inaczej, zastosowania dekla pełnego nie traktuję jako wady o charakterze obiektywnym. Ot, takie moje widzimisię. Tak jak napisałem powyżej, nie przychodzi mi na myśl żaden inny zegarek, w kwocie zbliżonej do tej, jaką zapłaciłem za tego Krzysia, który miałby tak wykonaną kopertę. Zaryzykuję stwierdzenie, że w tej materii recenzowany Krzyś wyznacza pewien nowy standard, którym bardzo długo było dla mnie Seiko, z modelami SARB 033/035. Pójdę jeszcze dalej i napiszę, że także w cenie regularnej, która wynosi niecałe 700 GBP w przypadku wersji na skórzanym pasku, niewiele zegarków może się z nim mierzyć, gdy chodzi o jakość wykonania koperty. Piszę to z pełną odpowiedzialnością. Póki co nie dotarłem jeszcze do informacje, gdzie te koperty są produkowane (i przez kogo), choć bardzo mnie to interesuje. Z estetycznego punktu widzenia trudno tu się do czegoś przyczepić, choć do pełni szczęścia brakuje mi wierconych uszu, tym bardziej, że zegarek jest paskolubny. Oczywiście trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że brak zakręcanej koronki czy też delikatnie karbowany bezel, który nie pozwala na wygodne używanie tego zegarka w warunkach „bojowych” powodują, iż C65 Trident Diver nie jest typowym zegarkiem nurkowym. Myślę jednak, że nie taki był zamysł producenta, w którego portfolio z łatwością można znaleźć bezkompromisowe zegarki przeznaczone do tego typu aktywności. Przykładem niech będzie przywołany już wcześniej model C60 Trident Pro 600. 4. Co dotyczy tarczy tego zegarka, to od razu zastrzegam, że nie będę zabierał głosu na temat tego, czy ładniejsze jest stare, czy też nowe logo Christophera Warda. Skupię się raczej na estetycznej stronie tarczy recenzowanego zegarka i zacznę od tego, że jest ona w kolorze matowej czerni, przy czym jeśli przyjrzeć się tarczy z bliższej odległości, to bez wątpienia można zauważyć, że nie jest ona gładka. Nawiązanie do vintage w przypadku tarczy widać już w kolorze indeksów (godzinowych), bo pomijając podziałkę minutową (ta jest w kolorze białym) mamy tu do czynienia z kolorem przywodzącym na myśl zegarki produkowane kilkadziesiąt lat temu. W interesującym nas przypadku mamy po prostu do czynienia z zastosowaniem „Old Radium SuperLuminova” (pokryte nią zostały indeksy godzinowe, a także wskazówki godzinowa oraz minutowa, a także końcówka sekundnika). Indeksy godzinowe są nakładane (wyjątkiem jest tutaj indeks na godzinie 6tej) i mają one bardzo prosty kształt, który w mojej ocenie zdecydowanie pasuje do charakteru tego zegarka. Myślę, że gdyby producent zdecydował się w przypadku recenzowanego zegarka na fasetowane indeksy, to nie współgrałoby to z ogólnym pomysłem na ten zegarek. Indeksy na godzinie 12tej (nakładany) oraz na godzinie 6tej (malowany) są w kształcie kwadratów. Pozostałe indeksy godzinowe to prostokąty, przy czym wyróżnione (poprzez odmienna grubość oraz długość są te na godzinie 3ciej oraz na godzinie 9tej). Na godzinie 6tej oraz 12tej, oprócz kwadratowych indeksów, mamy także namalowane cyfry/liczby arabskie, oznaczające te godziny. Do jakości nałożenia (namalowania) indeksów godzinowych, a także namalowania cyfr/liczb arabskich, nie mam żadnych uwag. Wszystko jest tu równo, a także ostro i bez strzępień. Nie odnotowałem także przesunięć namalowanych na tarczy cyfr/liczb względem odpowiadających im indeksów godzinowych. Pod liczbą 12 mamy wytłoczoną podwójną flagę Christophera Warda, która w żaden sposób nie jest wyróżniona kolorystycznie. Nad godziną 6tą mamy informacje o wodoszczelności (w kolorze białym). Także napis „SWISS MADE”, pomiędzy którym znajduje się arabska 6ka, jest w kolorze białym. Do tego momentu więc całkiem symetrycznie (zegarek nie ma komplikacji daty) i wobec tego docieramy do logo, w postaci napisu „Christopher Ward”, które umieszczone zostało, całkiem nietypowo, na wysokości godziny 9tej. Pomijając już spór dotyczący tego, które logo (stare czy nowe) jest ładniejsze, to oczywiście nie ulega wątpliwości, że logo zostało umieszczone w dość nietypowym miejscu, co bez wątpienia zaburza symetrię tarczy. Czy z mojej perspektywy jest to jakiś problem? Czy zegarek zyskałby w moich oczach, gdyby logo zostało umieszczone w innym miejscu (np. pod godziną 12tą)? Z perspektywy czasu wiem, że nie. Nie przeszkadzało mi to w posiadanym wcześniej modelu C60 Trident Pro 600 Vintage, nie przeszkadza mi to w recenzowanym zegarku. Z mojej perspektywy takie umieszczenie logo na tarczy jest pewną ciekawostką, pozytywnie wyróżniającą ten zegarek na tle innych, w których logo znajdujemy zazwyczaj pod godziną 12tą (podobnie mam z datownikiem na godzinie 12tej, w przypadku Longinesa Conquesta z linii Heritage). Pomiędzy indeksami godzinowymi na tarczy znajduje się podziałka minutowa (w kolorze białym), a pomiędzy indeksami minutowymi mamy do czynienia z kolejnymi subindeksami, których jak dla mnie, mogłoby tak w ogóle nie być. Wskazówki godzinowa oraz minutowa mają kształt „baton hands”, a ich środkowa część wypełniona jest lumą – „Old Radium SuperLuminova”. Ciężko mi to uchwycić na zdjęciach, ale wskazówki nie są płaskie; ich zewnętrzne krawędzie schodzą lekko w dół. Wskazówka sekundnika jest prosta i zakończona została przeciwwagą w kształcie trójzęba, typową dla zegarków Christophera Warda. Na końcówce srebrnej wskazówki sekundnika również znajdziemy lumę „Old Radium SuperLuminova” (do ok. 1/5 długości tej wskazówki). Jeśli chodzi o świecenie, to zegarek oczywiście świeci (na zielono). Nie jest to jednak luma bardzo mocna i daleko jej do tego, co znajdziemy w diverach od Seiko czy np. w posiadanym przeze mnie Aquisie. Na pewno jednak zegarek świeci wyraźnie lepiej niż posiadane przeze mnie Damasko DA38 Black i wobec tego odczyt godziny w nocy nie jest żadnym problemem. Tarcza zdecydowanie współgra ze stylistyką całego zegarka, który utrzymany jest przecież w klimacie vintage. Podoba mi się, że producent zdecydował się na użycie lumy „Old Radium SuperLuminova” na indeksach godzinowych oraz na wskazówkach, bo dzięki temu mamy czytelne nawiązanie do kolorystyki indeksów oraz wskazówek, jaka można było spotkać w zegarkach produkowanych kilkadziesiąt lat temu. Przy okazji dobrze się stało, że producent zastosował także biały kolor na tarczy (logo, informacje o wodoszczelności, napis „SWISS MADE”, indeksy minutowe oraz subindeksy). Biały kolor świetnie kontrastuje z kolorem tarczy, a do tego wyraźnie odcina się od koloru indeksów godzinowych oraz wskazówek. Nie miałbym jednocześnie nic przeciwko temu, gdyby producent zrezygnował z dodatkowej podziałki między podziałką oznaczającą minuty, bo jakoś nie znajduję uzasadnienia dla takiego rozwiązania. 5. Szukając informacji o tym zegarku dość szybko zorientowałem się, że zastosowano tutaj werk manualny. Rzut oka na wymiary zegarka (dotyczy to m. in jego grubości) uzmysłowił mi, że na pewno nie jest to Unitas. W przypadku recenzowanego zegarka mamy do czynienia z Sellitą SW210-1, z którą nigdy nie miałem sposobności. Jak informuje producent na stronie internetowej, werk jest zdobiony – „Christopher Ward ‘Colimacone’ finish on movement”, o czym oczywiście nie przekonany się, bo dekielek jest pełny. Z informacji dostępnych na zagranicznych forach zegarkowych wynika jednak, że werk faktycznie jest zdobiony. Sellita SW210-1 to werk o grubości 3,35 mm, łożyskowany na 19 kamieniach i pracujący z częstotliwością 28 800 BPH. Rezerwa chodu to 42 h, zaś deklarowana przez producenta zegarka odchyłka zegarka mieści się w przedziale -15s/+15s na dobę. Faktycznie jest zdecydowanie lepiej, bo odnotowałem odchyłkę na poziomie +2s na dobę (na noc zegarek był odłożony dekielkiem do góry), więc powodów do narzekania nie mam. Mechanizm jest oczywiście wyposażony w „stop sekundę”. 6. Wcześniej napisałem, że recenzowany zegarek jest paskolubny i to stwierdzenie podtrzymuję. Zegarek otrzymujemy na czarnym skórzanym pasku z włoskiej skóry, z logowaną klamerką. Pasek jest postarzany oraz przeszywany białą nicią. Pasek jest dobrej jakości – jest miękki, przyjemny w dotyku i dobrze układa się na nadgarstku. Jego szerokość przy klamerce to 20 mm. Pasek dostarczony przez producenta nie do końca przypadł do gustu, choć bliżej prawdy będzie jak napiszę, że nie zachwyciła mnie sama kompozycja kolorystyczna, a więc zestawienie czarnego paska z czarną tarczą zegarka. Zakładając (z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością), że zegarek zostanie przeze mnie zakupiony po tym, jak będę miał możliwość go obejrzeć, umówiłem się od razu zapobiegawczo z innym forumowym Kolegą (przy tej okazji pozdrowienia dla Ryśka), od którego kupiłem pasek nato od Blu Shark, w kolorystyce „vintage Bond”. W mojej ocenie pasek ten bardzo dobrze pasuje do recenzowanego zegarka. Przy okazji, z uwagi na to, że zegarek nie jest przesadnie gruby, pasek nato nie podnosi go nadmiernie i w związku z tym, w takim zestawieniu zegarek nadal nie będzie przyciągany przez futryny. Bez wątpienia zegarek będzie dobrze wyglądał także na innych paskach, w szczególności wszelkiego rodzaju zamszach. Z kronikarskiego obowiązku wypada dodać, że oryginalny pasek Christophera Warda wyposażony jest w teleskopy „quick release”, co zdecydowanie usprawnia proces jego zdejmowania/zakładania. Christopher Ward C65 Trident Diver bardzo przypadł mi do gustu. Jeszcze bardziej do gustu przypadła mi cena którą za ten zegarek przyszło mi zapłacić (o połowę niższa od tej, którą znajdziemy na stronie internetowej producenta). Zegarek jest świetnie wykonany, co w szczególności dotyczy jego koperty. Bez wątpienia mamy to do czynienia z bardzo spójnym projektem, który stylistycznie nawiązuje do lat 60tych XX wieku, przy czym jednocześnie nie ma się wrażenia, że ten zegarek jest homarem jakiegoś konkretnego modelu pochodzącego od innego producenta. Ot, zegarek po prostu czepie ze stylistyki tamtego okresu, co w mojej ocenie nie może być traktowane jako wada. Jednocześnie należy zdawać sobie sprawę z tego, że nie jest to rasowy diver, nie tylko z powodu WR na poziomie 150 m, ale głównie dlatego, że koronka w tym zegarku nie jest zakręcana, zaś karbowanie bezela jest raczej delikatne i bez wątpienia nie pozwala ono na wygodne operowanie bezelem pod wodą, w rękawicach do nurkowanie. Nie jest to więc typowy „tool watch”, ale przecież w tym przypadku nie chodziło o stworzenie takiego właśnie zegarka, tym bardziej gdy zapoznany się z bogata ofertą Christophera Warda, w ramach której znajdziemy choćby model C60 Trident Pro 600. Na pewno zegarek jest niezwykle interesującą propozycją dla kogoś, kto szuka zegarka mocno osadzonego w stylistyce vintage, o rozsądnych choć nie przesadnie dużych wymiarach, nie ginącego jednocześnie na nadgarstku, a przy tym wyróżniającego się jakością wykonania oraz parametrami technicznymi, które pozwalają na bezstresowe z tego zegarka na co dzień. No więc ja polecam. Zdecydowanie! Zdjęcia (wszystkie) moje i z telefonu Jak zwykle zapraszam do lektury, uwag i komentarzy Rafał
  9. Czołem, ostatnio wpadłem sobie w necie na takie festiny: -Certyfikowany diver 200m, kwarc,minerał niestety: https://twojezegarki.com.pl/Festina-Diver-F20461/4 -automat (czy on ma certyfikat?) "tylko" 100m,szafir,szkoda że nie ma czarnej tarczy: https://zegarkicentrum.pl/zegarek-meski-festina-diver-f204781/ Miał ktoś z was te zegarki? Jak się to spisuje? Słyszałem duzo dobrego o Festivalkach, ale znajomy strasznie narzeka. Coś się mu zepsuło (jakaś głupotka) i mówi że serwis to porażka. Nie wiem w jakim sensie - jakość usług czy "dostępność" serwisu.
  10. Witam, Szukam jakiegoś fajnego divera podobnego do SRP313K2 najlepiej do 1-2,5k. Musi być bransoleta, rozmiar 42-45max. Chyba, że da się gdzieś jeszcze kupić te Seiko? Z góry dzięki i pozdrawiam, PB
  11. Cześć wszystkim Szukam divera, który będzie używany na co dzień, nie do kolekcji. Będzie pierwszym (od długiego czasu) i jedynym zegarkiem, chciałbym więc żeby cieszył oko za każdym razem, gdy będę go zakładał. Podstawowe założenia: -diver (będzie schodził pod wodę) -dokładność chodu -precyzja wykonania -szafir (raczej) -ceramiczny bezel -dobra luma -data -budżet tak 2000 do 3000 zł To tak z grubsza. Chciałbym, żeby był dokładny (tak max kilka sekund na dobę, im mniej tym lepiej), nie pytajcie dlaczego, taki fix na tym punkcie, poszukiwania zacząłem nawet od solarów z synchronizacją czasu, gps itp. Ostatecznie jednak stanęło na automacie. Precyzja wykonania - będę go nosił codziennie, nie chciałbym patrzeć na niecentrujący bezel, indeksy czy co tam jeszcze może się nie udać. Szafir myślę że obowiązkowy, a z ceramicznym bezelem to już Was chcę zapytać, w czym on lepszy od innych. Zegarek nowy lub używany, ale w b.dobrym stanie. Co do marek nie mam uprzedzeń, może być znana marka, mogą być też microbrandy. Na pewno nie modowe. Nadgarstek mam 18-18,5 cm, raczej "płaski", więc raczej nie za duże zegarki, ważne żeby dobrze się nosił. Swoje poszukiwania naturalnie zacząłem od Seiko, Wśród moich typów znalazły się SPB097J1, SPB083J1, SRPC91K1, SRPD21K1. Niestety część z nich wykracza poza budżet (nowe), Potem, po przeczytaniu tematu "nurasy - fanclub" znalazłem wiele innych, ciekawych propozycji. Problem w tym, że wybrać muszę (chcę) tylko jeden zegarek i tu liczę na Waszą pomoc. Wiem, że budżet ogranicza i być może wymagania są zbyt wysokie, ale liczę, że pomożecie wybrać coś najlepszego w tej cenie. Dzięki.
  12. Seiko Turtle, popularny Żółw to taki zegarek, który zawsze mi się podobał. Jakieś dwa lata temu zdecydowałem się na podstawowy model – SRP773, który przez kilka miesięcy gościł w moim pudełku. Specyficzna konstrukcja tego zegarka, a co za tym idzie przyjazny dla mnie wymiar „od ucha do ucha” powodowały, że nosiło się go bardzo wygodnie (z mojej perspektywy wygodniej niż np. Sumo). Z Żółwiem miałem jednak od początku pewien problem, bo choć uważam ten zegarek za taki, który prezentuje dobrą relację jakość/cena, będąc tym samym interesującym wyborem dla kogoś, kto szuka ciekawego divera w cenie ok. 1500-2000 zł, to jednak mój SRP773 miał dość typowy feler, związany z niecentrowaniem bezela, co wówczas bardzo mi przeszkadzało. Choć nie raz i nie dwa, tu na Forum polecałem Żółwia szukającym ciekawego divera w podanym wyżej budżecie, to jednak nie zakładałem, że ten zegarek jeszcze kiedyś zagości w moim pudełku. Wszystko zmieniło się kilkanaście dni temu, gdy w temacie poświęconym tym zegarkom dostrzegłem bohatera tej recenzji, czyli Seiko ref. SRPD21K1, a więc kolejny (sam już nie wiem który) wypust z edycji SAVE THE OCEAN. I przyznam, że zegarek od razu zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, pewnie dlatego, że jednak w paru aspektach różni się od typowych Żółwi. Pisanie recenzji zegarka, który każdy zegarkomaniak zna nie jest łatwe, bo w końcu …jaki Żółw jest, każdy widzi. Nie będę przy tej okazji sięgał do korzeni Seiko, a także pisał o tym, jaki historyczny model stanowił inspirację dla tego zegarka, bo to akurat nie jest moją mocną stroną. Bez wątpienia zegarek ten zawdzięcza swoją nazwę specyficznej budowie koperty, która przypomina, a jakże, skorupę …Żółwia. Boczny profil koperty jest mocno zaoblony, a przy tym wyraźnie pocięty ku dołowi, co oczywiście jest przyczyną, dla której ten zegarek tak wygodnie się nosi. Stalowa koperta tego zegarka ma aż 45 mm średnicy. Piszę aż, bo z perspektywy osoby, której nadgarstek ma obwód około 16-16,5 cm, to bardzo dużo. Jednak charakterystyczną cechą Żółwia jest relatywnie nieduży wymiar „od ucha do ucha”, wynoszący ok. 47 mm. Wymiar ten, w połączeniu z profilem koperty sprawia, że zegarek, choć optycznie całkiem spory, może być ciekawym wyborem także dla osób, które mają nieco mniejsze nadgarstki, a nie koniecznie chcą nosić divery w rozmiarze, który niektórzy mogliby uznać za damski. Wysokość tego zegarka to 13 mm. Było to dla mnie pewnym zaskoczeniem, bo optycznie wygląda to na więcej. Taki efekt wynika jednak w mojej ocenie z tego, że relatywnie gruby (wysoki) jest karbowany bezel, zapewniający bardzo dobry chwyt i możliwość pewnego nim operowania. Szerokość między uszami to 22 mm i w mojej ocenie dzięki temu całość wygląda bardziej proporcjonalnie niż w przypadku Seiko Sumo. Koperta tego zegarka jest co do zasady polerowana na wysoki połysk, przy czym jej górna powierzchnia, płynnie przechodząca w uszy, jest szczotkowana. To szczotkowanie, gdy chodzi o jego jakość, jest w mojej ocenie po prostu adekwatne do ceny, jaką trzeba za ten zegarek zapłacić. Nic spektakularnego, ale jednocześnie nic takiego, co mogłoby prowokować wniosek o słabej jakości tego szczotkowania. Karbowana koronka, o średnicy ok. 6,8 mm znajduje się na godzinie 4tej, przy czym nie jest ona logowana. Boczna powierzchni koronki jest szczotkowana, co odróżnia ten model od innych Żółwi, w których ta powierzchnia jest polerowana na wysoki połysk. Koronka jest oczywiście zakręcana, przy czym specyficzny profil koperty powoduje, że koronka jest bardzo dobrze zabezpieczona przed uderzeniami. Tarczę przykrywa utwardzone szkło mineralne, czyli seikowy HARDLEX. Miałem z nim już trochę do czynienia przy okazji innych zegarków od tego producenta i powodów do narzekań nie widzę, raz biorąc pod uwagę cenę tego zegarka, a dwa z tej przyczyny, że szkło zamocowane jest poniżej górnej krawędzi bezela. Oczywiście zastosowanie takiego szkła (a nie szafirowego) ma swoje uzasadnienie gdy weźmie się pod uwagę, że choć HARDLEX na pewno jest mniej odporny od szkła szafirowego na zarysowanie, to jednak z uwagi na jego większą (od szkła szafirowego) miękkość, jest bardziej odporny na uderzenia, co w przypadku zegarka, który ktoś chciałby używać nie tylko do „desk divingu”, może mieć istotne znaczenie. Ja oczywiście przy okazji obcowania z zegarkami Seiko z tego przedziału cenowego, z tym typem szkła od jakiegoś czasu zawsze się zastanawiam, dlaczego inni producenci (dotyczy to w szczególności microbrandów – np. Armida, Borealis, Nethuns czy Zelos), w przypadku zegarków w zbliżonej cenie są w stanie zaoferować szkło szafirowe, o ceramicznej wkładce bezela już nie wspominając? Dekiel oczywiście pełny i zakręcany, z typowym dla diverów od Seiko grawerunkiem oraz z podstawowym zestawem informacji. Jeśli chodzi o wodoodporność, to mamy tu WR200, a tym, co przy tej okazji mnie zaskoczyło, to dodatkowa zawieszka informująca o tym, że zegarek ten spełnia standard ISO6425:2018. To mój trzeci diver od Seiko (poza SRP773 było jeszcze Sumo, które miałem odwagę nosić na pięknym skórzanym i pomarańczowym pasku od Filipa) i pierwszy, do którego taka zawieszka została załączona. Wypada napisać teraz kilka słów o jednym z tych elementów, dla których ten zegarek tak bardzo mi się spodobał. Bezel. Zupełnie inny niż te, które zastosowano w większości Żółwi, a może i we wszystkich. I nie chodzi wcale o połączenie kolorów, to jest granatowego, na 2/3 obwodu i szarego (od trójkącika z kropeczką z lumą na godz. 12tej do wygrawerowanej 20ki). W tym względzie wersji kolorystycznych jest tyle, że w istocie nie ma się czym ekscytować. Tu chodzi o to, w jaki sposób wygląda wkładka tego bezela. To w dalszym ciągu aluminium, które oczywiście ma swój urok i w mojej ocenie bardzo dobrze pasuje do charakteru Żółwia, który poprzez kształt koperty przypomina przecież divery z lat 70-tych XX wieku. Nie jest to jednak gładkie aluminium, z malowanymi indeksami. Mamy tu bowiem do czynienia z wzorem, który przypomina rowki płyty winylowej i trzeba przyznać, że wygląda to bardzo dobrze, a efekt ten potęgują grawerowane indeksy (cyfry arabskie, kropki oraz kreski, oznaczające minuty). Szkoda tylko, że poza kropką na godzinie 12tej, Seiko nie zdecydowało się na wypełnienie lumą na bezelu także grawerowanych indeksów, bo wówczas całość wyglądałaby w nocy jeszcze efektowniej. Bezel jest oczywiście jednokierunkowy – 120 klików, pracuje bardzo przyjemnie, z wyraźnym choć nieprzeszkadzającym oporem, a także z delikatnym luzem. Jeśli chodzi o centrowanie bezela, względem chapter ringu, to pod tym względem na pewno jest lepiej niż w moim poprzednim Żółwiu, choć uważam, że do ideału ciut brakuje i na tym polu Seiko ma jeszcze trochę do zrobienia, w szczególności gdy przypomnę sobie, jak ta kwestia wyglądała w kilku Zelosach, które przewinęły się przez moje pudełko. Obiektywnie trzeba jednak przyznać, że trudno tu mówić o oczywistych niedoróbkach, psujących radość z noszenia tego zegarka. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że jak na budżetowy bądź co bądź diver od Seiko, jest ponadprzeciętnie (jak na Seiko oczywiście) dobrze pod tym względem. Tym co sprawiło, że od razu zwróciłem uwagę na ten zegarek jest oczywiście tarcza. Co do zasady mamy tu do czynienia z typowym dla Żółwia zestawem nakładanych indeksów, wypełnionych LUMIBRITE, a także z typowym (z jednym wszelako wyjątkiem) zestawem wskazówek. Bliższy rzut oka na nakładane indeksy ujawnia, że w odróżnieniu od innych Żółwi, w tym przypadku mamy do czynienia z bardzo wyraźnie zaakcentowanymi metalowymi obwódkami. Widziałem kilka recenzji tego zegarka i pojawiała się w nich informacja, że indeksy godzinowe są większe niż w typowych Żółwiach. Ja tego jednak nie dostrzegam, choć pisząc recenzję tego zegarka nie miałem pod ręką żadnego innego Żółwia. Proste okienko datownika znajduje się w typowym dla tej linii zegarków miejscu, czyli na godzinie 3ciej. Koło datownika w kolorze białym, co dobrze kontrastuje z kolorem tarczy. Oczywiście w tym przypadku mamy do czynienia z „day – date” (oznaczenia oddzielone są kreską w kolorze czarnym), przy czym dni od poniedziałku do piątku mają kolor czarny, sobota to kolor niebieski, a niedziela jest koloru czerwonego. Mamy oczywiście zewnętrzny chapter ring, zamocowany pod kątem, z podziałką minutową w kształcie kreseczek (co piąta kreseczka jest grubsza, przy czym ta oznaczająca początek/koniec skali minutowej jest najgrubsza). W mojej ocenie, indeksy godzinowe są całkiem dobrze (równo) wpasowane w chapter ring i nie ma za bardzo do czego się tu przyczepić. Sama tarcza, z typowym dla Seiko zestawem informacji (m. in. oznaczenie linii PROSPEX oraz oznaczenie wodoodporności), jest wyraźnie jaśniejsza od koloru granatowego/ciemnoniebieskiego, jaki zastosowano na wkładce bezela. Rozmawiałem na ten temat z żoną i ona stwierdziła, że tarcza jest w kolorze lazurowym, więc jej wierzę. Nie jest to jednak kolor przesadnie jasny, cukierkowy, a sam odbiór tarczy zależy w dużej mierze od oświetlenia. Skoro linia SAVE THE OCEAN, to oczywiście na tarczy musi coś się dziać i w przypadku recenzowanego zegarka tak właśnie jest. Mamy więc wygrawerowane (grawerunek nie jest zbyt głęboki, ale przy okazji dość wyraźny) nieregularne fale, dzięki czemu tarcza żyje, pięknie załamując światło słoneczne. Ten konkretny model określa się też mianem GREAT WHITE SHARK i nie potrzeba zbyt dużo czasu żeby zorientować się, z jakiej to przyczyny. I tak, w okolicach indeksy na godz. 8mej mamy wyłaniającą się z fal płetwę rekina (grzbietową), a wskazówka sekundnika to nie typowy „lolipop”, jak w przypadku innych Żółwi, tylko również płetwa rekina, tym razem ogonowa. W mojej ocenie tarcza wyróżnia się na tle innych Żółwi, także tych pozostałych z linii SAVE THE OCEAN, w czym także zasługa wskazówki sekundnika o zmienionym kształcie. Z mojej perspektywy to właśnie tarcza tego zegarka jest tym co sprawia, że ten zegarek tak bardzo mi się spodobał. Tak po prawdzie to w związku z jego zakupem już nie mogę się doczekać przyszłorocznych wakacji, nurkowania i obserwowania rafy koralowej. Żartuję oczywiście, nurkował będzie co najwyżej mój starszy syn, a i przy tej okazji Żółw, oczywiście jeśli dotrwa ze mną do przyszłego roku, raczej pod wodę nie zejdzie Jeśli chodzi o lumę, to wiadomo, jest po prostu ...topowo. Zegarek po naświetleniu może robić za latarkę W recenzowanym zegarku zastosowano mechanizm 4R36, łożyskowany na 24 kamieniach, zapewniający ok. 41 h rezerwy chodu. Mechanizm pracuje z częstotliwością 21 600 bhp i wedle mojej wiedzy zapewnia dokładność w przedziale od - 35 s do + 45 s na dobę. Mechanizm posiada możliwość ręcznego dokręcania i wyposażony został w „stop sekundę”. Nie należę do tych, którzy w przypadku zegarków z tego przedziału cenowego ekscytują się precyzją chodu. Póki co niczego niepokojącego nie dostrzegam, a moje wcześniejsze doświadczenia z Żółwiem pokazują, że dokładność może być na zdecydowanie wyższym poziomie. Żeby nie było tak różowo, to z mojej perspektywy, najsłabiej wygląda bransoleta. Dla mnie nie jest to wielki problem (kwestią czasu jest zamówienie przeze mnie czegoś od Strapcode względnie jakiegoś fajnego nato), ale dla uczciwości muszę o tym napisać. Bransoleta to pełne ogniwa (pełne są także end linki). Boczne powierzchnie ogniw są polerowane na wysoki połysk. Ogniwa są łączone na piny, czego po prostu nie cierpię i co jest dodatkowym argumentem za tym, żeby jak najszybciej zaopatrzyć się w jubilee od Strapcode Wewnętrzna cześć ogniw jest w całości szczotkowane. Także zewnętrzne części ogniw są na prawie całej swojej górnej płaszczyźnie szczotkowane, za wyjątkiem ich wewnętrznych krawędzi, które są polerowane na wysoki połysk. To w zestawieniu ze szczotkowanym środkiem ogniwa tworzy ciekawy efekt wizualny. Zapięcie typowe dla Seiko, w całości szczotkowane, z grawerunkiem, zapewniające możliwość czterostopniowej mikroregulacji. Jest oczywiście przedłużka nurkowa. Problemem w przypadku tej bransolety jest jej spasowanie w uszami zegarka. Pod tym względem jest po prostu słabo, co widać na jednym z poniższych zdjęć. Zlicowanie bransolety z uszami jest całkiem w porządku, jednak między bransoletą o uszami jest widoczna szpara, co powoduje, że całość nieprzyjemnie lata. Jak napisałem wyżej, ja jestem w stanie z tym żyć, bo albo będę go nosił na jakiejś bransolecie od Strapcode, a już zdążyłem się przekonać, że ich bransolety są bardzo wysokiej jakości albo założę jakieś fajne nato. W tytule tej recenzji napisałem, że SRPD21K1 to taki Żółw na sterydach. W mojej ocenie tak właśnie jest, a zmiany dotyczące bezela (dostępne porównania wskazują na to, że w przypadku tego konkretnego modelu wysokość bezela jest większa, dzięki czemu operowanie nim jest łatwiejsze), jego strukturalnej aluminiowej wkładki z grubym i dość głębokim o dobrze wykonanym grawerunkiem czy też te związane z innym wyglądem indeksów godzinowych tarczy, to na pewno krok w dobrym kierunku, będący swoistym powiewem świeżości w przypadku tej linii. To na pewno powody, dla których warto rozważyć zakup tego i tak bardzo ciekawego zegarka, tym bardziej, że i z jakością wykonania, wedle mojego rozeznania, także jest wyraźnie lepiej. Seiko SRPD21K1 to na pewno nietuzinkowy zegarek, z efektownie wyglądającą i pełną smaczków tarczą, który nadal jest pełnoprawnym diverem, czerpiącym pełnymi garściami z DNA całej linii. Pewnym zgrzytem jest jakość wykonania bransolety, co odnoszę do opisanej powyżej kwestii jej kiepskiego spasowania z uszami zegarka. Oczywiście zawsze w odwiedzie pozostaje możliwość zakupienia jakiejś innej bransolety, choć z drugiej strony, wydając na zegarek ok. 1500-2000 zł można już oczekiwać, że spasowanie będzie lepsze. W ostatecznym rozrachunku ten zegarek, który na pewno świetnie sprawdzi się jako towarzysze wakacyjnych podróży, czy zimnych i deszczowych jesiennych poranków, zdecydowanie polecam. Jak zwykle zapraszam do lektury, komentowania i uwag. Rafał
  13. Witam, mam zamiar zakupić swój pierwszy zegarek, nigdy wcześniej nie mialem z tym doswiadczenia. Podoba mi się Invicta Pro Diver, zegarek ten najtanszy jest na Amazonie niemieckim, natomiast tam też nigdy nie robilem zakupów i chciałbym się upewnić, czy aby na pewno zakupy tam są 100% bezpieczne? Czy zegarki tam są autentyczne? Niżej podaje linki do interesującej mnie oferty. https://www.amazon.de/Invicta-8932OB-Edelstahl-schwarzen-Zifferblat/dp/B014MN9RCM/ref=sxbs_sxwds-deals?__mk_pl_PL=%C3%85M%C3%85%C5%BD%C3%95%C3%91&keywords=invicta+pro+diver&pd_rd_i=B014MN9RCM&pd_rd_r=0834b541-158d-4218-897c-f07ece7698d2&pd_rd_w=5mkoH&pd_rd_wg=JdmI1&pf_rd_p=7e0ed1e0-87a1-43db-bc47-49109e198cde&pf_rd_r=63H33P5NFXKN4CXMKNKN&qid=1565776681&s=gateway&smid=A3JWKAKR8XB7XF
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.