Wiadomo, że pojęcie bogactwa, to trudne do zdefiniowania pojęcie. Zróżnicowane też pod względem danej grupy społecznej. Prawo do decydowania o własnych dochodach, to chyba podstawowe prawo do wolności. Oczywiście inaczej sobie to wyobrażam u osoby samotnej a inaczej u członka rodziny. Pieniądze mają wiele cech pozytywnych, ale i negatywnych, dając nam poczucie wolności, jednocześnie są idealnym narzędziem zniewalania. Zakupione przedmioty zamiast stawać się naszą własnością i dawać nam przyjemność, stają się niezauważalne, jednocześnie niepokojąc groźbą ich utraty. Zamiast cieszyć, zwyczajnie gnębią. Jak wymarzony Rolex za 25k zł na ręce człowieka o dochodach na poziomie średniej krajowej. Obawa o uszkodzenie, kradzież, etc, o kosztach konserwacji nie wspomnę (chyba jednak wspomniałem ).
Pieniądz podobno szczęścia nie daje, ale jego brak tym bardziej. Rozsądny stosunek do posiadanych zasobów pozwala wydobyć z niego, to co pozytywne. Jednym z takich zastosowań jest spełnianie marzeń, ale kupując przedmiot znacznie powyżej swoich możliwości, prosimy się o kłopoty. Groźba utraty, czy uszkodzenia zatruje dostatecznie świadomość spełnienia.
Czy wybór "ścieżki homara". to zła droga? Zamiast 3-4 zegarków, mam ich znacznie więcej i nie czuję dyskomfortu nosząc np. San Martina za 1k zł, zamiast kilkakrotnie droższego Seiko. Każdy z nas podejmuje decyzje indywidualnie a czy są dobre, przyszłość pokaże. W kolekcjonerstwie ważne jest zachowanie umiaru, bo wydać za dużo, to początek "ścieżki Ciemnej Strony" (niewątpliwie).