Dzięki, ale nasz chyba nie był Norweski, bo te wyrastają na naprawdę duże koty. Żona mówi, że nasz był Rosyjski cośtam cośtam.
BTW jak zacząłem o Maryli, to miałem z nią taką przygodę. Pomiędzy jej osiedlem a moim był pas przestrzeni, na której położono jakieś instalacje podziemne i zasypano, ale gruntu nie ubito. Marylka jakimś wielkim amerykańskim samochodowym osobowym skracała sobie drogę i skończyło się .... wiadomo. Akurat tamtędy przechodziłem i z dwoma gosciami usiłowaliśmy ją wypchnąć, ale szło niesporo, bo nie umiała rozbujać samochodu tylko gazowała aż piach pryskał. No to podbiegłem do przechodzących nieopodal paru gości i zapraszam, żeby pomogli POPCHNĄĆ MARYLKIE ‼️
Słucham, że co ⁉️ .... taka była ich reakcja
No ale dobrze się skończyło, po krótkich wyjaśnieniach udało się w paru chłopa wyrwać ją z pułapki