No to się już przyznam Ja swoje pióro płukałam w szampanie BTW przypomniałem sobie, jak chodziłem do szkoły podstawowej to były takie dwuosobowe ławki z otworem pośrodku blatu. W otworze były szklane kałamarze, w których maczało się stalówki osadzone w drewnianych rękojeściach - taki komplet nazywał się pióro do pisania. A stalówki były najpopularniejsze "serki", potem "krzyżyki" z racji kształtu wycięcia w kształcie krzyża. Ale wracając do głównego wątku, czyli atramentu, to uzupełniał go w kałamarzach z wielkiej szklanej butli wożny. Chodził w takim granatowym chalacie, pewnie żeby nie było widać plam z atramentu. Tylko że czasem z tych kałamarzy brzydko pachniało, koledzy mówili że niektórzy do nich sikają jak zabraknie atramentu. Ten wątek poświęcam atramentowym purystom