-
Liczba zawartości
1405 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Piotr Orzechowski
-
Nowy zakup.
-
Kolejowe zegarki kieszonkowe - w jednym miejscu
Piotr Orzechowski odpowiedział gezu → na temat → VINTAGE
Dzisiaj z Jeleniej Góry.- 186 odpowiedzi
-
- kolejowy
- kieszonkowy
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Warsztaty Zegarmistrzowskie 4 / 2022
Piotr Orzechowski odpowiedział Eugeniusz Szwed → na temat → WARSZTATY ZEGARMISTRZOWSKIE
Szanowni, również dziękuję za wspólnie spędzony czas. Sam Kraków stanowił wspaniałe tło dla warsztatów, a dobór historycznej kamienicy niegdyś należącej do rodziny Hipolitów spowodował, że każda chwila spędzona w jej murach ze słyszaną z oddali melodią hejnału mariackiego, nadawał im jeszcze dodatkowej atmosfery czasów gdy zegary i zegarki odgrywały istotną rolę w życiu Krakowian odmierzając rytm miasta. Były to moje pierwsze warsztaty i jeśli poprzednie były choć trochę podobne, to już żałuję, że w nich nie uczestniczyłem. Krakowskie spotkanie dla mnie nie skończyło się wraz z opuszczeniem Krakowa ale trwało jeszcze dłużej o kilka godzin dzięki lekturze Katalogu Zbiorów Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Dzisiaj, te wspaniałe zdjęcia spowodowały, że jeszcze raz mogłem powrócić do tych miłych chwil. Dla zainteresowanych historią zegarka kieszonkowego to tajemniczym właścicielem zwycięskiego konia była stadnina z Niemiec, zwycięskim koniem legendarny koń Turysta pochodzący z hodowli Bellini - Scuola Bolognese, pod polskim jockejem Stasiakiem a jego trenerem był niejaki Kowalski. 1948 rok był pierwszym rokiem kiedy Turysta wygrał wyścigi na Służewcu. Powtarzał to jeszcze dwukrotnie w 1949 i 1950 zdobywając Nagrodę Prezydenta Rzeczypospolitej, nie wspominając już o innych wyścigach, podczas których zdobywał najwyższe laury. -
A u mnie taki ze złomu trafił i udało się go wskrzesić. Brakuje tylko szkła i czerwonej nakładki na przycisk od alarmu.
-
Ładna kolekcja. Gratuluję.
-
NAJNOWSZE ZAKUPY - NOWE NABYTKI
Piotr Orzechowski odpowiedział temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Wypad do sklepu z telewizorami w Świdnicy. I jeszcze taki Polot w drodze powrotnej na parking. -
Nic specjalnego ale cieszą.
-
U mnie takie dwa wtórne się pojawiły. Żona po raz pierwszy wykazała zainteresowanie zegarami i powiedziała, że jak mam wieszać jakiś na zewnątrz to nie będzie go widziała a chce mieć szansę na trochę wspomnień i trzeba było drugi dokupić aby powiesić go w domu. Teraz jeszcze naprawa zegara matki i będzie komplet do złożenia.
-
Ok, to bez trudno. 😉
-
Trudno to będą dwa koty. Baca tez wymieniał psa za milion na dwa koty po pół miliona każdy.
-
Czy wypożyczony od rodziny owczarek na czas montażu też się liczy?
-
Jak widzę pies jest konieczny do osiągnięcia sukcesu.😄
-
To doskonały pomysł. Właśnie kupiłem zegar główny Poltik i będzie to doskonała okazja do połączenia z zegarem wtórnym.
-
NAJNOWSZE ZAKUPY - NOWE NABYTKI
Piotr Orzechowski odpowiedział temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
U mnie takie nowe nabytki. -
Klub Miłośników Zegarków BALL
Piotr Orzechowski odpowiedział BALL Watch → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Trzymam kciuki za powodzenie i pozytywnie zazdroszczę. ✊✊ -
Kolejowe zegarki kieszonkowe - w jednym miejscu
Piotr Orzechowski odpowiedział gezu → na temat → VINTAGE
Dosyć nietypowa zawieszka przy koronce.- 186 odpowiedzi
-
- kolejowy
- kieszonkowy
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Dziękuję jeszcze raz za miłe słowa. Aklimatyzacja przebiegła bez większych problemów także chyba nocne loty z USA są optymalnym rozwiązaniem. Zegarki odpoczywają w swoich pudełkach. Kieszonkowy w sobotę jedzie do zegarmistrza na przegląd i po nim będzie czekał na finał. Ja również nie mogę doczekać się warsztatów w Krakowie i Nowym Sączu. Teraz koncentruje się na opracowaniu fotorelacji, która będzie dodatkiem do licytowanych zegarków. Pozdrawiam i do zobaczenia.
-
Do domu. To już jesteśmy w domu. Podróż zajęła nam łącznie: 1. Droga z Madison do Chicago z uwzględnieniem zwiedzania muzeum w Elgin: 5 godzin, 2. Oczekiwanie lotnisku na odlot do Warszawy: 5 godzin, 3. Lot z Chicago do Warszawy: 8,5 godziny, 4. Oczekiwanie na lot z Warszawy do Wrocławia: 3,5 godziny, 5. Przelot z Warszawy do Wrocławia: 1 godzina, 6. Przejazd taksówką z lotniska do domu: 1 godzina. Czyli łączny czas podróży powrotnej to: 24 godziny. Dodatkowo zmieniliśmy strefę czasową i straciliśmy 7 godzin. Tyle jeśli chodzi o powrót w liczbach. Sama podróż przebiegła w miarę bez przeszkód, nie licząc jednogodzinnych opóźnień obu lotów. W przypadku lotu z Chicago dzięki pomyślnym wiatrom udało się tą godzinę odrobić. Natomiast w przypadku lotu do Wrocławia już nie było takiej możliwości. Co do wskazań zegarków po podróży, to we Wrocławiu kieszonkowy miał +27 sekund w stosunku do naręcznego, co oznacza, że po miesiącu różnica jest nie znaczna i mogłoby się wydawać, że po tak długim okresie, zegarki utrzymują doskonały czas. Jednak należy na to spojrzeć nieco inaczej. Dzienne pomiary dały następujące wyniki: Dzień Kieszonka Naręczny odchylenie k. odchylenie n. 1 0 0 0 0 2 0 0 0 0 3 -69 0 -69 0 4 -80 0 -11 0 5 -95 0 -15 0 6 -114 0 -19 0 7 -136 3 -22 3 8 -160 4 -24 1 9 -168 7 -8 3 10 -183 10 -15 3 11 -202 14 -19 4 12 -206 20 -4 6 13 -218 24 -12 4 14 -183 27 35 3 15 -175 30 8 3 16 -161 33 14 3 17 -140 36 21 3 18 -127 39 13 3 19 -120 41 7 2 20 -95 44 25 3 21 -76 47 19 3 22 -43 52 33 5 23 -25 57 18 5 24 3 65 28 8 25 4 71 1 6 26 43 89 39 18 27 31 92 -12 3 28 9 100 -22 8 29 23 108 14 8 30 35 116 12 8 31 27 120 -8 4 Patrząc natomiast na różnice we wskazaniach w odniesieniu do założeń przyjętych przez spółkę Ball co do zegarków kolejowych, to kieszonkowy Ball miał następujące odchylenia: sekundy 1 tydzień 136 2 tydzień 117 3 tydzień 107 4 tydzień 138 Jak widać wynik osiągnięty w teście wskazuje, że kieszonkowy obecnie nie spełniałby rygorystycznych wymagań. Jednak należy uwzględnić, że zegarek ma już ponad 100 lat i swoje przeszedł. Tym samym w mojej ocenie kieszonkowy Ball przeszedł test doskonale a dużym sukcesem jest to, że przetrwał cała podróż i powstałe różnice we wskazaniach nie należy traktować jako istotne. W przypadku naręcznego Balla to również uważam, że spisał się doskonale. Ostateczne wskazanie do zegara wzorcowego to: 120 sekund, czyli w całym miesięcznym okresie zrobił +2 minuty. Poza ostatnim tygodniem mieścił się w założeniach firmy Ball. W ostatnim tygodniu nieco przekroczył maksymalny czas odchylenia. Pamiętajmy jednak, że wskazania nie były przez cały miesiąc korygowane a zegarek nakręcany był jedynie przy użyciu systemu automatycznego nakręcania. Nie wiem również jaki wpływ na jego wskazania mogły mieć warunki eksploatacji, a wyglądały one następująco: 1. Najwyższa temperatura powietrza: 125 Farenheita, czyli 51 Stopni Celsjusza (kilka razy temperatura podczas robienia zdjęć była wyższa – Dolina Śmierci, stalowe elementy lokomotyw, szyn), 2. Najniższy punkt: 85,5 m p.p.m. 3. Najwyżej położony punkt: 3 600 m n.p.m. Zegarek przez cały czas towarzyszył mi na ręce przez co najmniej 18 godzin dziennie i nie był szczególnie oszczędzany. A co do innych danych, to porównując początkowe założenia podróży w liczbach znaczna różnica dotyczy tylko przejechanego dystansu: 5 927,3 mile co daje 9 539 km. przekraczając tym samym zakładany dystans o ponad 1400 km. Z rzeczy, które nie udało się zrealizować to: wizyta w Muzeum Kolei w Sacramento oraz wejście do Antelope Canyon. Cała reszta poszła dokładnie z założeniami. Kończąc relację z naszej podróży, jeszcze raz pragnę podziękować Eugeniuszowi za umożliwienie dzielenia się z Wami przebiegiem naszej podróży i wynikami testu zegarków, Panu Piotrowi z firmy Ball za użyczenie zegarka naręcznego na czas podróży oraz Wam wszystkim za możliwość wspólnego odbycia tej podróży. Codzienna relacja wpisała się w mój dzienny grafik dnia i teraz będzie mi jej zapewne brakowało. Jednak sam projekt jeszcze się nie kończy. Przede mną jeszcze przygotowanie fotorelacji w formie papierowej, przekazanie zegarka kieszonkowego mojemu przyjacielowi zegarmistrzowi do wykonania jego serwisu i ostatecznie finał WOŚP, na którym zegarek zostanie wystawiony na aukcji. Wraz z fotorelacją. Co do zegarka naręcznego to szczegóły ustalę z Panem Piotrem i dalsze jego losy co do tego na jakiej aukcji zostanie wystawiony przekażę Wam przy następnej okazji. Pozdrawiam Piotr PS. Pozostali członkowie podróży również przetrwali i nadal darzą mnie pozytywnymi uczuciami. Nasza podróż w magnesach z różnych miejsc, które odwiedziliśmy. Wskazania licznika w momencie zdawania samochodu. Na pokładzie, w drodze powrotnej.
-
Krótka historia wielkiej firmy Elgin. Spinając pewną klamrą naszą podróż, wracając do jej początków, chciałbym przypomnieć, jak obiecywałem, kiedy w Chicago szukałem miejsca po dawnej pierwszej siedzibie firmy Elgin, że jeszcze będzie okazja do odwiedzenia przynajmniej jednego miejsca, w którym produkowano zegarki i to na wielką skalę. I tak w ostatnim etapie naszej podróży, udało się odwiedzić miasto o tej samej nazwie, w którym właściciel spółki, postanowił skoncentrować swoje wszystkie interesy dając początki rozwojowi tego miasteczka. Tym razem nie jechaliśmy wielkimi autostradami do Elgin, tylko wąskimi drogami wiodącymi przez urocze wsie i miasteczka stanowiące dalekie przedmieścia Chicago. Nie był to jednak nasz wybór, tylko nawigacja postanowiła chyba na pożegnanie przeprowadzić nas tymi drogami, abyśmy jeszcze raz spojrzeli na pełne uroku krajobrazy Stanów Zjednoczonych. Nie spiesząc się, dojechaliśmy do od dawana wyczkiwanego przeze mnie muzeum miasta Elign. Odwiedzając jego stronę, nie obiecywałem sobie zbyt wiele, mając na uwadze to, że w poprzednio odwiedzanych muzeach, nie było zbyt wiele okazji do podziwiania zegarków. Samo muzeum, choć niewielkie, zrobiło na nas pozytywne wrażenie. W kilku pomieszczeniach przygotowano stałą wystawę poświęconą różnym etapom jego rozwoju. Ostatnim z pomieszczeń, które zostawiłem sobie do odwiedzenia, był pokój poświęcony jednej z największych fabryk zegarków w USA. Pomimo, że czas, który upłynął od zakończenia jej działalności możemy mierzyć już w dziesiątkach lat a ślady jej istnienia pozostały już tylko w formie kilku budynków, to sama wystawa, choć skromna zrobiła na mnie pozytywne wrażenie. Całość została ułożona w porządku chronologicznym, także oglądając kolejne gabloty, wędruje się po kolejnych etapach jej działalności, poczynając od momentu jej powstania, rozwoju, poprzez czasy świetności i kończąc na ostatnich dniach jej funkcjonowania. Dla mnie pewnym rodzajem crème de la crème była wystawa poświęcona temu jak ewoluowały zegarki kolejowe na przełomie XIX i XX wieku, począwszy od zwykłych zegarków kieszonkowych krytych, z rzymskimi cyframi na tarczy, często nie wyposażone w jakieś specjalnie precyzyjne mechanizmy, do czasu, gdy po katastrofie kolejowej, wprowadzone zostały standardy techniczne dla producentów, którzy chcieli wytwarzać zegarki z ich przeznaczeniem dla kolei. Jak się okazuje i firma Elgin miała w tym niemały udział, produkując zestandaryzowane zegarki kolejowe. Dodatkową ciekawostką wystawy była część poświęcona urządzeniom do pomiaru czasu wykorzystywanym podczas Drugiej Wojny Światowej właściwie we wszystkich rodzajach sił. Wystawa uzupełniona została o kilka urządzeń, które zachowały się po starej fabryce zegarków. Jej finalnym, niestety smutnym eksponatem jest tarcza starego zegara wieżowego, z budynku fabryki, który odmierzał czas jej pracownikom, będąca jednocześnie pewnego rodzaju memento o tym, że wszystko ma swój początek i koniec. Tak też jest w przypadku naszej podróży. Pisząc ten tekst siedzę w hali lotniska czekając na odlot naszego samolotu, który zaniesie nas do domu. I jak w tym małym muzeum w miasteczku Elgin, po naszej przygodzie pozostaną zapiski z podróży, które dzięki uprzejmości Klubu mogłem Wam udostępnić, zostawiając ślad o takim małym teście zegarków, które przemierzyły kilkanaście Stanów razem z nami dając jeszcze raz sposobność staruszkowi na odbycie sentymentalnej podróży, a młodemu uczestniczyć w tym wydarzeniu. Tuż przed odlotem zrobiłem, może nie ostatni w całym tym przedsięwzięciu, ale końcowy w USA pomiar czasu. Staruszek wyprzedza naręcznego o 35 sekund, czyli w dobie dodał jedyne 3 sekundy, a Ohio do wzorcowego zachował rytm i dodał kolejne 8 sekund, wskazując teraz +116 sekund. Ostatniego pomiaru, tak jak pisałem dokonam we Wrocławiu, podając jednocześnie krótką statystykę testu. Wizyta w muzeum. W holu przywitał nas zegar stojący. Kilka zegarków z wystawy. Kolekcja kolejowa. Zegarki II Wojny Światowej. Krótka sesja. Maszyny i niektóre i kilka narzędzi. Budynek muzeum. Gwizdek sygnalizacyjny początku i końca pracy oraz tarcza zegara z wieży fabryki.
-
Na dzień przed powrotem Na ostatni punkt naszej podróży wybraliśmy położoną między dwoma jeziorami stolicę stanu Wisconsin. Madison uznawane za najprzyjaźniejsze miasto dla rowerzystów, najbardziej liberalne miasto w stanie, który i tak uznawany jest za jeden z bardziej liberalnych Stanów w USA, nas urzekło swoją architekturą, pięknym położeniem oraz piątkową atmosferą, gdzie w kawiarniach, ogródkach restauracji i na skwerach zgromadzeni mieszkańcy i turyści relaksują się po trudach mijającego tygodnia, z których część zakończy zapewne tę noc jak w słynnym obrazie Edwarda Hoppera: „Nighthawks”. Spacerując brzegami jezior, podziwiając piękne wnętrza stanowego Kapitolu, mogliśmy powrócić myślami do chwil spędzonych, tak naprawdę w drodze. Za nami już blisko miesiąc podróży i wiele wspaniałych dni przeżytych razem podczas których, nie raz zmęczeni, czasami niewyspani, mogliśmy dzielić się wrażeniami, tym co widzieliśmy w sposób w jaki nasze zmysły odbierały otaczający świat Ameryki Północnej. Świat tak pełen kontrastów, że momentami może budzić zdziwienie, że to jedno państwo. Jednak chyba właśnie ta różnorodność, entuzjazm, nastawienie do życia i radzenia sobie z jego trudnościami, powoduje, że Stany Zjednoczone tak przyciągają do siebie ludzi z różnych stron Świata. Chwilami można je nie lubić, a innym razem zakochać bez opamiętania. I choć mogliśmy poznać tylko ich część, to pozostaną w naszych wspomnieniach, z których z czasem, to co nas bolało będzie się zacierać, ustępując miejsca chwilą, które jak imigrantom sprzed lat dawały motywację do realizacji swojego amerykańskiego snu, nam będą dodawały energii do realizacji naszych kolejnych planów. Do przejechania zostało nam już niespełna 120 mil. Jednak i podczas tej krótkiej już podroży do Chicago, będziemy jeszcze mieli okazję, przynajmniej taką mam nadzieję, zatrzymać się na chwilę, aby zakończyć kolejowo-zegarkową podróż po Stanach Zjednoczonych Ameryki odpowiednim dla niej akcentem. Dla mnie był to wspaniały czas, który mogłem dzielić z Wami, ciesząc się Waszym zainteresowaniem, miłymi słowami, spostrzeżeniami. Nie żegnając, ponieważ to jeszcze nie koniec podróży, a na pewno nie koniec projektu, który teraz będzie wymagał oszlifowania przed wielkim finałem, dziękuję za wspólnie spędzony czas. Myślę, że dzisiejsza pogoda, światło i otoczenie miasta Madison stworzyły dla nas wspaniałe tło na pożegnanie się ze Stanami Zjednoczonymi i po ciepłym uścisku, pozostawiły nas już samych w tym ostatnim kroku do wykonania z peronu dworca podczas wsiadania do pociągu, który za moment ma ruszyć w daleką podróż powrotną. Do finału testu zostały dwa dni. Ostatni pomiar zrobię po powrocie do domu we Wrocławiu. Dzisiaj kieszonkowy ponownie postanowił przyspieszyć i teraz wyprzedza naręcznego o 23 sekundy, czyli w dobie zrobił + 16 sekund. Naręczny zachował dotychczasowy kierunek i nadal przyspiesza. Dzisiaj zrobił dodatkowe +8 sekund, co daje łącznie +108 sekund. Jeziora Madison. Kapitol i jego przepiękne korytarze. Kapitol położony jest jak róża wiatrów ma cztery skrzydła zorientowane na cztery strony Świata. Taka ciekawostka - licznik rowerzystów. Koniec dnia w Madison.
-
Na zakupy W każdej podróży przychodzi taki moment, w którym orientujemy się, że jeszcze nie mamy kupionych pamiątek dla wszystkich członków rodziny. W pierwszym etapie podróży właściwie w ogóle się o tym nie myśli. Później przychodzi refleksja oparta na doświadczeniu, tylko aby nie było tak jak rok temu, że pamiątki kupowaliśmy na lotnisku i w pewnym momencie podróży, zaczynamy kupować różne drobiazgi, a to dla mamy jakaś apaszka, a to dla taty jakaś koszulka, dla brata książka, itp. Jednak zawsze jest tak, że nie zawsze uda się znaleźć coś pasującego do osoby, którą chcemy obdarować czymś wyjątkowym i ostatecznie zostają sklepy w strefie wolnocłowej na lotnisku. My w tym roku daliśmy sobie szanse na uniknięcie lotniskowych zakupów i już w planowaniu podróży założyliśmy, że musi być jeden dzień, który przeznaczymy na zakupy. Takim dniem jest właśnie 28 lipca, a miejscem Minneapolis. Dlaczego właśnie wybraliśmy to miejsce i ten czas? Po pierwsze w Minneapolis jest największe w Stanach Zjednoczonych centrum handlowe Mall of America, po drugie, jeśli nie znajdziemy tutaj prezentów dla wszystkich tych, których chcemy obdarować, to mamy jeszcze jeden dzień w zapasie na poszukiwania i wreszcie po trzecie, jest jeszcze czas na ocenę, czy wszystko zmieścimy w zabranych walizkach. Nasza wyprawa do centrum handlowego zaczęła się około 16:00 po zameldowaniu się w hotelu. Niestety nie była to najlepsza godzina, ponieważ był to moment, kiedy większość Amerykanów kończy pracę i nabiera ochoty na zakupy. Wiązało się to z odstaniem dłuższego czasu w korkach. Tak na marginesie, przez cały czas podróży udało nam się zapomnieć co to są korki, ale Minneapolis przypomniało nam co to jest. Może i dobrze, ponieważ w ten sposób nie doznamy szoku, jak wrócimy do Wrocławia, a uwierzcie mi, że Wrocław to jedno z najbardziej zakorkowanych miast w Polsce, a ulica, którą jadę do pracy, chyba w całej Europie. Po dojechaniu na miejsce, pierwsze zwątpienie – jak my znajdziemy nasz samochód po zakupach. Centrum jest tak duże, że obsługiwane jest przez kilka piętrowych parkingów, do których prowadzą kręte estakady. Trzeba było posłużyć się umiejętnościami z biegu na orientację i punkt postoju oznaczony, teraz tylko zapamiętać punkty orientacyjne. No to zaczynamy. Wielkość centrum jest naprawdę imponująca. Poza sklepami, restauracjami i punktami usługowymi, które są tak jak w naszych centrach handlowych, tylko z tą różnicą, że wielokrotnie większe, to dodatkowo w samym centralnym punkcie kompleksu handlowego, mieści się ogromne wesołe miasteczko z roller coasterem w roli głównej. Całe szczęście, że nas syn już jest prawie dorosły. Strach pomyśleć, ile czasu musielibyśmy tu spędzić, gdyby był młodszy. Poszukiwanie odpowiednich drobiazgów, trochę nam zajęło czasu, w trakcie, którego przeszliśmy ponad sześć kilometrów i spędziliśmy około czterech godzin. Ja dodatkowo rozglądałem się za sklepami z zegarkami. Udało mi się znaleźć dwa: jeden marki Fossil, a drugi z szeroko pojętymi zegarkami szwajcarskimi, ale nie tak szeroko, aby znaleźć tam zegarki Ball. Pozytywną stroną tak długiego czasu spędzonego na zakupach było to, że w drodze powrotnej już nie było korka i w hotelu byliśmy po dziesięciu minutach od wyjazdu. Zapamiętanie punktów orientacyjnych przydało się i samochód znaleźliśmy za pierwszym razem. Jak przewidywaliśmy, nie udało się kupić wszystkich prezentów, także jutro czeka nas dokupienie ostatnich pamiątek. Co do pamiątek dla siebie, to już od dłuższego czasu nie kupujemy jakichś nadzwyczajnych pamiątek. Poprzestajemy na magnesach z miejsc, które odwiedziliśmy. Pozwala to na zaoszczędzenie czasu podczas sprzątania, zmniejsza ilość pudeł podczas przeprowadzki a ponadto nie ma potrzeby dobudowywania kolejnych powierzchni magazynowych. Niezależnie od tego moja kolekcja zegarków, zegarów i budzików zajmuje już wystarczająco dużo miejsca. Dodatkowym walorem magnesów, jest to, że podczas picia kawy mamy okazję patrzeć na nie i wspominać miejsca, które odwiedzaliśmy. Dzięki skoncentrowaniu się na zakupach, zegarki miały dzisiaj wolne i nie były zmuszane do nadzwyczajnych zadań, ale cały czas nam w nich towarzyszyły. Nie miało to zbyt dużego wpływu na ich wskazania. Dzisiejszy dzień jest drugim dniem, kiedy to kieszonkowy zmienił zdanie i ponownie zwolnił. Teraz oba zegarki dzieli 9 sekund, co oznacza, że kieszonkowy zwolnił w dobie o -22 sekundy. Naręczny do wzorcowego zegara zanotował odchylenie +8 sekund, co zwiększyło jego wskazania do +100 sekund. On przynajmniej nie zmienia zdania i od początku podróży jest na plus. Proszę o wybaczenie, ale dzisiaj nie było czemu i komu robić zdjęć, ale obiecuję, że jeszcze w ostatnich dniach będzie okazja na zrobienie kilku, a może kilkunastu fotografii.
-
Warsztaty Zegarmistrzowskie 6 / 2022
Piotr Orzechowski odpowiedział Eugeniusz Szwed → na temat → WARSZTATY ZEGARMISTRZOWSKIE
Myślę, że te wspomnienia i opowieści możemy ciągnąć, aż do spotkania w Nowym Sączu. Fajnie będzie porozmawiać przy kuflu piwa lub innego napoju, jak kto woli i porozmawiać o tamtych i obecnych czasach. Tak na marginesie, budynek hali ZNTK w Gdańsku już jest objęty nadzorem konserwatora zabytków. Co do nazwy ZNTK, to nie można jej uznać za znak chroniony ponieważ jest skrótem pełnej nazwy, która nie jest wyjątkowa i nie ma indywidualnego charakteru. Nazwa ZNTKiM powstała z tego względu, że zakład miał się również zajmować naprawą tramwajów. Pozdrawiam Piotr -
Tak, zegarki były ustawione według strefy czasowej w Polsce i już ich więcej nie regulowałem. Taki jest cel tego testu aby sprawdzić, jak poradzą sobie oba zegarki i jak ich punktualność będzie wyglądała w stosunku do warunków spółki Ball, które musiały spełniać zegarki kolejowe. Także kieszonkowego tylko nakręcam, każdego dnia rano a naręczny. nakręca się sam podczas dnia, ponieważ ma automatyczny system naciągu. Nie zdażyło mi się go "dokręcać". Pozdrawiam Piotr
