-
Liczba zawartości
2070 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
2
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez renqien
-
Duży błąd, bardzo duży. Szwajcary nie są takie super, jak je malują. Ja na ten przykład kupiłem za grosze takiego oto niepozornego ruska, który wszystkie szwajcary zostawia daleko z tyłu: Na początku się pogubiłem. Nie mogłem rozeznać jaką godzinę pokazuje. Co ustawiłem i zostawiłem na trochę, spojrzałem i jakaś od czapy. Teraz już wiem. Szwajcary to mu mogą jedynie buty czyścić. Robi jakieś 80 minut... na godzinę czyli mają rację, że ruskie robili najszybsze zegarki na świecie.
-
Umieralność nie jest niska. Ponad pół tysiąca w jeden dzień? Przy ponad trzydziestu pięciu tysiącach nowych zachorowań? To około 15% jeśli dobrze liczę. Przy takich liczbach trudno mówić o kosztach w kontekście wartości życia. Z panem pulmunologiem również nie do końca się zgadzam, a w zasadzie przypuszczam, że jest to wycinek jego wypowiedzi wyrwany z całościowego kontekstu. Rozmawiałem kilka miesięcy temu z lekarzem zajmującym się między innymi chorobami płuc, bo mam początki POChP i usłyszałem coś takiego: - płuca chorego w średnim wieku po przejściu COVID wyglądają jak u człowieka o 30 lat starszego. Skutki pandemii odczujemy dopiero wtedy, jak ci ludzie zaczną przedwcześnie umierać. Nie wiem, ile w tym racji. Nie widziałem zdjęć, nie znam się na chorobach płuc. Nie wiem, na ile szczepionka poprawia ten stan, bo podobno poprawia. Tu musi wypowiedzieć się ktoś, kto na tym się zna i wie.
-
Eeee, jestem kimś między agnostykiem a ateistą i nie stanowi dla mnie różnicy, czy ktoś należy do tego czy innego kościoła. Ważne, że umie podejmować słuszne decyzje i postępować zgodnie ze swoim sumieniem i przekonaniami.
-
Można? Można! Brawo dla tego duchownego. Dowód na to, że jak w każdej grupie społecznej, tu również są ludzie mądrzy i cała reszta. Szkoda tylko, że tak mało jest grup społecznych, w których to ci mądrzy są na świeczniku i prowadzą całą resztę.
-
Są pisaki, jest w sprayu, bardzo fajny wynalazek. Ja to odkryłem przy okazji renowacji odbłyśników w reflektorach.
-
Nooo i kosmici też byli, a tylu niedowiarków nadal się z tego naśmiewa.
-
Pewnie, że tak. To wszystko "Kara Boska" za rozwiązły tryb życia i rozpasanie, że o kryzysie wiary nie wspomnę. Taka plaga za grzechy. Dlatego nie powinniśmy się szczepić, leczyć, a w pokorze, najlepiej gremialnie do kościoła iść za modlitwą i poszukiwaniem skruchy. Jak kogoś dopadnie zaraza, to księdza wezwać, pojednać się z Bogiem i w pokorze czekać na wyrok Najwyższego. A nie zapomnieć dobra doczesne na Sługi Boże przeznaczyć, bo czymże one w życiu wiecznym duszy naszej? Jeśli nawet czas na nas nie przyszedł i Pan nas jeszcze nie powoła do siebie, to i tak spożytkowane zostaną dla dobra sług Jego.
-
Nie ma co życzyć, jak mu palma odbije to będzie miał
-
A to nie, my prości ludzie wywiadów nie udzielaliśmy, nie mamy takiego parcia na szkło, nawet z plexi
-
Jak moja mama była szczepiona, to tylko ankieta, saturacja i temperatura.
-
O matko i córko... to mój biedny listonosz w tej swojej wielgachnej torbie będzie jeszcze szczepionki roznosił? A jak mu pacjent zacznie schodzić, to usta usta... Lubię nasz kraj, tu nie jest nudno
-
Ty se jaja robisz, a ja serio pytam EDIT: Faktycznie spore portale piszą o tym https://www.money.pl/gospodarka/beda-duze-zmiany-wkrotce-zaszczepisz-sie-w-pracy-aptece-lub-szkole-6623210027596704a.html więc albo ktoś puścił bąka i ten się błąka, albo rzeczywiście nasi "władcy" wpadli na taki pomysł...
-
Znajomy coś właśnie brzdąkał, że podobno farmaceuci mają szczepić w aptekach. To prawda? Jakoś nie bardzo chce mi się w to wierzyć.
-
Nooo, to wygląda mega podobnie. Dzięki, zaraz spróbuje się czegoś dowiedzieć.
-
Oczywiście, winą za całe zdarzenie obarczam młodych i weselników, którzy zdecydowali się pójść na to wesele. Nie dlatego, że narazili siebie, pal sześć ich zdrowie bo to ich sprawa czy zdechną czy nie, ale że narazili innych z którymi potem mieli styczność. Mamę mam nadzieję uchronić do czasu, aż dostanie drugą dawkę szczepionki i w razie czego będzie miała szanse na przeżycie, jeśli to będzie ostra infekcja. Nie liczę na cud i całkowite wygaszenie COVID-a, ale chcę na tyle odwlec to w czasie, żeby miała szansę powalczyć. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że do tego czasu może pojawić się inna mutacja i przebieg może być jeszcze cięższy, ale nie zamierzam również poddawać się bez podjęcia minimalnego trudu. Jeśli się uda, będzie dobrze. jeśli nie, będę wiedział że nie zaniedbałem sprawy w imię własnej przyjemności.
-
NIE PRZEPŁACAJCIE NA ALLEGRO
renqien odpowiedział rproch → na temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Na eBay też wiele aukcji jest odwoływanych na chwilę przed końcem, a wiele po skończeniu nie jest finalizowana przez sprzedającego. To takie sondowanie rynku, ile da się wyciągnąć z przedmiotu. Niestety, walka z wiatrakami i po prostu należy się z tym pogodzić. -
A czym, jak nie egoizmem jest narażenie zdrowia setki ludzi jeśli nie dużo więcej, w imię zabawy? Nie o mnie tu chodzi, ale o przynajmniej kilkudziesięciu ludzi, którzy roznieśli tę francę po szkołach, biurach, sklepach zarażając innych i nakręcając spiralę, która teraz owocuje kilkudziesięcioma (oby, bo sądzę że to mocno zaniżone dane) tysiącami zachorowań dziennie. Ja ograniczam niepotrzebne kontakty z ludźmi do minimum. Nie ze względu na siebie, ale na 80-cio letnią matkę, którą się opiekuję i nie chcę jej przywlec choroby. Gdybym, jak to nazywasz, nie bał się funkcjonować i spotykać z przyjaciółmi, to byłbym egoistą. I inaczej tego się nie da nazwać, jeśli ktoś ma gdzieś czyjeś zdrowie i życie w imię własnych przyjemności. I nie porównuj tego do przechodzenia przez ulicę, bo wtedy narażam tylko siebie, nie innych.
-
Szczepienie pomaga wygasić pandemię i o to w sumie chodzi w zbiorowym szczepieniu. Nie o ochronę jednostki, chociaż oczywiście też, ale o utrudnienie zarażenia się całej grupy ludzi przez co zmniejszenie namnażania wirusa i z czasem (oby) jego wyginięcie. Jeśli nawet nie całkowite, to chociaż do poziomu dającego szansę na skuteczne leczenie bez paraliżu systemu ochrony zdrowia i gospodarki.
-
Serio muszę tłumaczyć 😵? Ludzka głupota, nonszalancja i egoizm, a w efekcie brak jakichkolwiek wyrzutów sumienia. Dla Ciebie może to normalne, dla mnie nadal wstrząsające zwłaszcza gdy dotyczy tak dużej ilości osób, ich zdrowia i życia.
-
Historia, o której dziś się dowiedziałem, nieco już odległa. Dawno dawno temu, kiedy jeszcze można było... zorganizowano wesele. Wszyscy się bardzo ucieszyli, bo zdążyli dosłownie na kilka dni czy godzin przed kolejnym już wprowadzeniem zakazu organizowania wesel. Już było wiadomo, że nie wolno, ale jeszcze wolno. Wesele było niewielkie, na około 100 osób. Oczywiście na weselu pojawił się niezaproszony gość, niejaki Koronawirus, jakaś dalsza rodzina państwa młodych albo inny znajomy znajomego wujka Mietka spod Garwolina, ale wkręcił się na krzywy ryj i balował jak najbliższa rodzina. Wszyscy uczestnicy świetnie się bawili, rzeczony Koronawirus również, tańczyli, pili, ściskali się, brudzio, buziaczek... jak to na weselu. Wszyscy bardzo polubili nowego członka rodziny bo towarzyskie było bydle i jak to gościnni Polacy, każdy zaprosił go do siebie. Po weselu rozjechało się towarzystwo, każdy z nowym znajomym, żeby przedstawić pozostałym domownikom. W efekcie każdy uczestnik zabawy, około 100 osób, znał już i posiadał nowego przyjaciela. A dalej to już poszło szybko. Kuzyn, babcia, wujek... szacunkowo jakieś 300 osób minimum. Oczywiście nikt nic nie powiedział, nie ujawnił nowej znajomości, bo jeszcze mu zabronią z domu wychodzić. Czy były ofiary, nie wiadomo. Wszyscy uczestnicy nabrali wody w usta. O tych co wiadomo, a to mieli jakieś przeziębienia, a to byli na urlopach, nie chodzili do pracy, ale żeby przyznać się do czegoś, to jakoś niekoniecznie, bo przecież z 500 osób trzeba by zamknąć na kwarantannie. Sam miałem kontakt z dwoma uczestnikami tej balangi, na szczęście w terenie otwartym i zupełnie nieświadomie otarłem się o nową znajomość. Nieświadomie, bo nikt nic nie powiedział. Właśnie niedawno się dowiedziałem i ręce mi opadły. Naiwnie zapytałem, czy spróbowali chociaż dowiedzieć się czy ktoś do krainy wiecznych łowów nie powędrował w wyniku tej imprezy - nie, no weź przestań, przecież wyrzuty sumienia żyć by mi nie dały... -kurtyna-
-
Spoko, ja się nie obrażam Nie obstaję na siłę przy swoim, bo na samym początku napisałem, że się nie znam. Zrozumcie, że jestem laikiem. Po prostu nie wierzą, że nic się nie da zrobić i mamy usiąść i płakać. No nie wierzę i już. Skoro brakuje karetek, a więcej ich już mieć nie będziemy w ciągu kilku tygodni, to wydaje mi się, że trzeba jakoś problem rozwiązać. Jak? Rozładować je do poczekalni. Można jeszcze do rowu, ale to nie jest dobre rozwiązanie. Jest inny pomysł? To niech ktoś rzuci. Ja mam taki. A czy ktoś na niego wpadł wcześniej, nie wiem, pewnie tak. W końcu pewnie nie tylko ja się przejmuję tym, co się dzieje, a znowu taki jakiś genialny nie jestem
-
Dobra, skończmy, bo to nie ma sensu. I tak nikt nas nie słyszy i nic z tym nie zrobi. Karetki dalej będą stały pod szpitalem, ludzie nadal będą umierali pod drzwiami, a wszyscy będą nam wmawiać "sięniedasię". A łuniemca sięda. I to nie kit dziennikarski, bo już na samym początku pandemii znajomy Polak był zatrudniony przy aranżowaniu takiego czegoś. U nich tego zrobili sporo. Widzisz tam instalację tlenową? Tomograf? No kurka, XIX wiek, jak nic. Na zakończenie, w razie awarii wolę być leczony w warunkach XIX wiecznych, niż nie leczony wcale. Ło, powiedziałem
-
Nie przeinaczaj moich wypowiedzi, bo to nie fair. Nie wiem, na ilu pacjentów mógłby być taki punkt, nie wiem ilu potrzeba lekarzy i pielęgniarek. Nie znam się. Rzuciłem po prostu pomysł. I tak nie ja bym go dopracowywał, tylko ludzie, którzy się na tym znają. Po prostu zaproponowałem, żeby resztę personelu, jako brakujące osoby porządkowe, tzw. salowe i inni ludzie do obsługi, wypełnić właśnie chociażby zakonnicami, WOT-owcami itp. A o butlach tlenowych mi nie mów, bo jak myślisz, skąd kiedyś w szpitalach był tlen brany? Właśnie z butli. Kiedyś instalacja tlenowa była tylko na OIOM-ie i na sali operacyjnej. W salach szpitalnych tlenu nie było. Stały butle. Sam to pamiętam, choć jakiś bardzo stary nie jestem.
-
No popatrz, a kiedyś się dało... I tomografów nie było. Bo kiedyś nie było, wiesz? Jak oni wtedy leczyli? Ja nie wiem, że ludzkość nie wyginęła... OK. To nie róbmy nic. Dzięki, bo teraz przynajmniej wiem, dlaczego jest jak jest.
-
Znam niemal na pamięć. W oryginale jest "cut the sucker" Nie chciałbym niczego. Nic nie ma się kończyć tak czy inaczej, jest mi to obojętne. Po prostu uważam, że robienie czegoś, nawet w gorszych warunkach jest lepsze niż nie robienie nic. Gdybyś zobaczył warunki, jakie były w szpitalach w latach pięćdziesiątych, to uznałbyś pewnie, że lepiej niech już ci pacjenci zdychają, mniej się będą męczyć. Właśnie na tym polega nasz problem, że musimy mieć idealne warunki, nowoczesność i błyskotki. Jak mawiał klasyk kraniki, dywaniki... a jak nas na nie nie stać albo nie mamy do nich czasu, to nie robimy. W efekcie nie robimy nic i tylko płaczemy i narzekamy. Dlaczego w czasie blokady Wrocławia, jak padło podejrzenie ospy, można było wykorzystać jakieś stare baraki na szpital polowy? I zadziałało. Teraz nie zadziała... Przecież nikt tam nie będzie wykonywał zabiegów i operacji. Tacy pacjenci byliby wysyłani do szpitala stacjonarnego. Właśnie o to chodzi, żeby ciężkie przypadki szły do szpitali, a lżejsze przez dzień czy dwa były pod tlenem w polowym, przejściowym szpitalu. Skoro można było dostosować pomieszczenia biurowe na Narodowym, to czemu nie w szkole czy hali wystawienniczej? Niemcy jakoś mogli, a my już nie. Niemoc, niemoc, niemoc.
