Ale to nie chodzi o tych młodych ludzi, zrozum. Chodzi nie o to, czy dla nich/Ciebie wirus jest zagrożeniem tylko, że oni/Ty jesteś dla innych zagrożeniem. Właśnie na tym polega cały problem w tej dyskusji, że ci odważni są tacy niby odważni względem siebie, a zagrażają innym. I w d*pie mają, że przez ich głupotę ktoś zachoruje, będzie cierpiał albo umrze. Łatwo być odważnym, jeśli nie chodzi o własne życie, tylko sąsiada czy kolegi.
Śmiem twierdzić, że właśnie ci najodważniejsi, którzy w d*pie mają środki ostrożności, to najwięksi tchórze. Boją się, że szczepionka niesprawdzona i może im jaja sparcieją, a sparciałe jaja będą bolały. Strach, zwykły strach ratlerka, który w sytuacji zagrożenia najgłośniej ujada. Zresztą już sama argumentacja o niedotlenieniu i grzybicy płuc jest potwierdzeniem, że po prostu boją się. Boją się dyskomfortu, boją się wręcz o własne zdrowie. Jak będziesz jeden z drugim mył zęby, dbał o higienę i zmieniał maseczkę jak w instrukcji napisane, żadnej grzybicy nie dostaniesz. Niedotlenienie mózgu też jednemu z drugim nie grozi. Nie można niedotlenić czegoś, czego się nie ma albo jest tak małe, że pozostała wolna przestrzeń gwarantuje wystarczający zapas tlenu na rok czy dwa.
Twardzi zagryzają zęby i w imię dobra własnego i innych, biorą na klatę ryzyko i niewygody. Noszą maseczki, choć to mocno upierdliwe, ograniczają przyjemności i swobodę życia codziennego żeby inni mogli żyć chociaż trochę dłużej.
Nie przekonuje mnie tłumaczenie, że wszyscy umrzemy. Jeśli mogę zrobić coś, żeby ktoś żył dłużej choćby o kilka miesięcy, zrobię to bez namysłu, choćby kosztem własnej wygody, przyjemności, nawet zdrowia.