Nie muszę mieć badań z USA. Zaprzyjaźniony właściciel firmy wozi do pracy swoich pracowników samochodem. Zawsze wszyscy w maseczkach, on i pracownicy. W pracy również maseczki obowiązkowe, zgodnie z zasadami jak powinno się je nosić. On gdzieś się zaraził i przywlókł COVID. Nikt z pracowników nie złapał, bo mieli maseczki i w samochodzie i w pracy. Domownicy oczywiście wszyscy złapali. Pomimo, że jestem bardzo sceptyczny w stosunku do maseczek w otwartej przestrzeni, to w pomieszczeniach i środkach transportu naprawdę mogą chronić i tylko od nas i sposobu ich noszenia zależy, czy będą chronić.
Serio? Jakieś dowody? Bo jakoś moja 80-letnia mama po kilku godzinach w maseczce N95 ma saturację 98% Biedni Ci lekarze na blokach, którzy w dobrych układach i kilkanaście godzin dziennie siedzą w maseczkach. No ale oni chociaż mogą się od pacjenta sztachnąć odrobiną tlenu z rury
Sorry, ale przez to niedotlenienie mam problem ze zrozumieniem. W maseczce oddycham ustami więc ślina przez maseczkę wylatuje z wirusami i ktoś się zaraża? O to chodzi?
Serio? Chcesz o tym publicznie mówić?