Wydaje mi się, że przepłaciłeś, ale nie przesądzam. Generalnie, jest to mechanizm bezkamieniowy (tzn. osie kół przekładni nie są umieszczone w łożyskach rubinowych, tylko w panewkach), tzw. buksiak, który po wyjściu z fabryki miał dokładność +/- 6 min./dobę. Modeli było bardzo wiele. Za moich czasów mówiono, że Ruhli brak 2 kamieni - jednego, żeby zegarek na nim położyć, drugiego, żeby p....dolnąć z góry. Miał być tani w produkcji i łatwy w wykonaniu oraz stanowić zegarek dla mas. Najczęstszym mankamentem jest wyrobiona oś balansu, ale bywa i tak, że zegarek ochoczo rusza z kopyta po 20 latach stania, ewentualnie trzeba mu trochę pomóc, bo stare smary utrudniają pracę. Trochę mi szkoda potencjału tego zegarka i tej fabryki, bo jej początki to Thiel, znacjonalizowany po wojnie. Ruhla jako marka jest powinowata z Glashutte, a oprócz mechanizmów bezkamieniowych miewała również takie z łożyskami rubinowymi. Owe wykazują podobieństwo do Unitasa, dobrego i rozpowszechnionego mechanizmu....długo by tak jeszcze wyliczać. W latach 90-tych były też Ruhle kwarcowe. Zatem, gdyby nie wojna, gdyby nie bratnia radziecka armia, wywożąca w ramach kontrybucji całe fabryki, a w tym i zakłady Thiela, gdyby nie demoludy z ich gospodarką - byłby to zacny zegarek z tradycjami. A tak jest populares z lat 80/90, bez większej wartości, ale jeśli chodzi, to zawsze cieszy. Sam mam wiele takich bezwartościowych gniotów, które zostały uratowane i przywrócone do życia tylko dlatego, że harmonia świata tego wymagała. Dokup przyzwoity pasek i po prostu noś.