Ten lockdown jest tylko z nazwy. Jak ma działać i jak mają działać wszelkie obostrzenia, skoro połowa ludzi się nie stosuje. Kilka przykładów z mojego otoczenia z tego tygodnia.
Wydział komunikacji: na sali kilkunastu petentów, połowa z maskami pod nosem. Żaden urzędnik nie powie "proszę założyć maskę poprawnie, inaczej nie obsłużę". Szybko by się wszyscy nauczyli. W sklepach i innych miejscach tak samo.
Człowiek wraca zza granicy na Święta do PL. Chwilę przed przyjazdem otrzymuje pozytywny wynik testu na covid i zostaje skierowany na kilkudniową kwarantannę. Po tych kilku dniach wjeżdża do PL i robi co chce, chodzi na zakupy, do lekarza. Uważa, że jak nie ma objawów, to nie stanowi zagrożenia.
Kolejny przykład: osoba z pozytywnym wynikiem, wśród objawów utrata węchu i smaku oraz niewielkie bóle mięśni. Oczywiście od razu nałożona kwarantanna. Na pytanie o zakupy, odpowiada, że w sumie to niczego na razie jej nie potrzeba, a po pieczywo to wieczorem wyskoczy do osiedlowego sklepiku.
I jak my się mamy uporać z tą epidemią?!