Kolega @GostRado ma perfekcjonistyczne, wręcz naukowe podejście do czynności dość zwyczajnej dla większości populacji, czyli do parzenia kawy. Nie krytykuje, nie śmieszkuję, po prostu zauważam fakt. To jego pasja i jest gotów w nią zainwestować niemałe pieniądze. Jeżeli to podejście przeniesie na muzykę, to jest już na równi pochyłej i zgubiony. Zakupy audiofilskie cenowo zaczynają się chyba gdzieś tam, gdzie kawowe się powoli kończą (choć pewnie się mylę i zawsze można kupić coś jeszcze droższego). Takie hobby może nie zruinuje Kulczyka czy Brzoski, ale dla każdego innego obywatela spoza listy 100 najbogatszych Polaków może być nie do uniesienia 😉. Trochę jak w hobby zegarkowym czy samochodowym, praktycznie nie ma cenowego sufitu. Zawsze można domówić coś jeszcze.
Nie sądzę, żeby kondycjonery i specjalne kable zasilające wnosiły coś "słyszalnego" do jakości muzyki. Dobra listwa zasilająca jest bardziej gwarantem przetrwania sprzętu w przypadku przepięcia (bliskie uderzenie pioruna) niż podniesienia jakości muzyki. W dobrej jakości sprzęcie już na wejściu znajdują się układy stabilizujące napięcie i odsiewające to, co faktycznie może przeszkadzać w procesowaniu elektrycznych sygnałów i w słuchaniu muzyki. Większe znaczenie mają inne czynniki jak na przykład pomieszczenie odsłuchowe itp... Tu bym prędzej szukał dróg do poprawy jakości odsłuchu. A najbardziej przemawia do mnie opcja zakupu płyt i cieszenia się muzyką. Życie ostatecznie jest dość krótkie i chyba lepiej czerpać z niego przyjemność niż bez przerwy "gonić króliczka", którego nie da się złapać.