Zdecydowanie wolę, by zegarki nie miały rysek i innych oznak używania. Po to nauczyłem się robić w domowych warunkach renowację kopert i szkiełek. Niekiedy poleruję najmniejsze ryski i daje mi to mnóstwo satysfakcji, gdy uzyskuję niemal sklepowy stan. Ta manualna praca to też świetny relaks, odskocznia od pracy umysłowej i stresów. Przykładowo dwa dni temu miałem miły wieczór, w trakcie którego odpoczywałem dając świeże szlify mocno porysowanej bransolecie tego Seiko. Efekt kilku godzin szorowania góry i dołu oraz polerowania na lustro boków bransy bardzo mnie cieszy. To naprawdę prosta praca, nie wymaga specjalnych umiejętności czy drogiego sprzętu, zatem polecam jako formę terapii antystresowej To też całkiem fajne, gdy zegarek po wielu latach, gdy już wygląda na zmęczony, dostaje nowy blask. Tutaj przykład mojego pierwszego zegarka, który odświeżyłem po 18 latach noszenia go dzień w dzień. Stan przed i po wyglądał tak: Ale nie wszystkie ryski daje się usunąć i wtedy po prostu to akceptuję i uwielbiam taki zegarek nawet z taką wadą. Mój klejnot w koronie, za który uważam Perrelet First Class Double Rotor przyszedł do mnie z lekką skazą na szkiełku. Nie umiem jej spolerować, więc po prostu uznałem, że mój dżentelmen będzie zawsze miał bliznę na twarzy, co mu tylko doda unikalności i łobuzerskiego charakteru. Pewnie nabawił się tej blizny w jakimś honorowym mordobiciu, kto wie? Zegarki to wyjątkowe przedmioty, które w obecnych czasach spokojnie mogą być zastąpione przez... smartfony. Możemy uznać, że główną funkcją zegarka przestaje być odmierzanie czasu a raczej zaczynamy doceniać w nim to, czego inne źródła wiedzy o aktualnej godzinie nie mają - za piękny design, precyzję wykonania, duszę zaklętą w mechanicznych częściach. Chyba zatem nie ma nic złego, że się bardzo pielęgnuje takie przedmioty, nosi z szacunkiem, przechowuje w eleganckich pudełkach. Nie ma też nic złego w używaniu nawet drogiego zegarka po prostu jako czasomierza, który ma służyć w dowolnych warunkach, bez martwienia się czy złapie rysy - jak kto lubi. Gdyby jednak ktoś, tak jak ja, preferował zegarki bez zbędnych rys, za którymi nie stoją żadne ciekawe historie ich powstania, to chętnie się będę dzielił swoimi doświadczeniami w amatorskim polerowaniu i renowacji. Zwykły dremel za 200 zł z tarczkami i pastą polerską i po 3 godzinach nasz ulubiony zegarek młodnieje o wiele lat - kolejny przykład sprzed tygodnia: