-
Liczba zawartości
224 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez McIntosh
-
Monk to taki trochę misiek przy fortepianie. Wygląda, jakby grał nieporadnie, ale ja lubię niektóre jego płyty. Szczególnie lubię "Monk's Dream". A co do relacji Coltrane - Davis, to o ich znajomości można by napisać książkę. Z jednej strony Davis cenił Coltrane'a za technikę i ogólną wrażliwość muzyczną, a z drugiej, czasem miał go serdecznie dość. Przede wszystkim wielki Mistrz Coltrane nie miał litości dla Billa Evansa, któremu obrywało się za kolor skóry. Bill był więc częstowany tekstami rasistowskimi, a ostatecznie doszło do tego, że Coltrane nie chciał z nim w ogóle grać. Poza tym, John Coltrane miał nałogi alkoholowo-narkotykowe, które wykończyły jego wątrobę. Zanim do tego doszło, to zdarzało się, że Coltrane wychodził nawalony na scenę i albo ledwo grał albo w ogóle nie był w stanie grać. Zdarzało się też tak, że nie był w stanie wyjść na scenę. Miles Davis strasznie się na to wściekał, a Dizzy Gillespie dolewał oliwy do ognia mówiąc do Johna teksty w stylu - Dajesz się tak traktować? Rzuć to i graj ze mną. A to jeszcze bardziej wkurzało Milesa. Dobrze, że John w stanie wskazującym na spożycie nie trafił na Mingusa, bo Mingus się nie pierdzielił tylko przechodził do rękoczynów. Kiedyś swojemu koledze z zespołu wybił zęby na scenie, bo nie podobało się jemu jak kolega gra. Ciekawe to były czasy. Dzisiejsi jazzmani to niemalże grzeczne kółko różańcowe w porównaniu do starej gwardii w sensie stylu życia. Co do muzyki, to większość płyt freejazzowych też jest dla mnie nietrudna do przyswojenia, ale z "Free Jazz: A Collective Improvisation" Ornette'a Colemana i z "Ascension" Coltrane'a miałem kłopot, chociaż u Colemana da się wyłapać jakieś linie melodyczne, które nie są improwizacyjną rzeźnią, jak u Coltrane'a. Temat rzeka.
-
Widziałem kiedyś na Netfliksie. Potwierdzam, świetny film. Trochę w konstrukcji przypomina mi film, który widziałem lata temu o gościu, jaki przygotowywał się do egzaminu w konserwatorium muzycznym. Główny bohater jako temat egzaminu wybrał wykonanie bardzo trudnego technicznie koncertu fortepianowego Rachmaninowa. Walczył z tą kompozycją, bo chciał zagrać perfekcyjnie aż w końcu oszalał i wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Później skończył grając na pianinie w jakimś podrzędnym barze. Nie pamiętałem tytułu tego filmu, ale ChatGPT podpowiada, że to „Shine” z 1996 roku. Film został oparty na faktach i opowiada prawdziwą historię Davida Helfgotta - to też podpowiedź z czata, bo film już ledwo pamiętam.
-
Nie robiłem takich porównań. HiFiMan odrzuciłem ze względu na kraj pochodzenia. Unikam kupowania chińskich produktów jeżeli tylko mogę. Co do LCD-3 to rozbieżności w opiniach co do tych słuchawek mogą wynikać z ich wysterowania. Jeżeli chcesz wycisnąć z LCD-3 maksimum ich możliwości, to potrzebujesz dedykowanego, konkretnego wzmacniacza słuchawkowego. Co do góry, to faktycznie początkowo można odnieść wrażenie zamulenia i przytemperowania w tym zakresie. Po kilku miesiącach słuchania (niezbyt intensywnego, dwa razy w tygodniu po kilka godzin wystarczy) góra ładnie się otwiera. Poza tym, te słuchawki to trudny zawodnik, bo są wybredne wobec odtwarzanej muzyki. W realizacjach audiofilskich zmiatają dźwiękiem z planszy i wówczas człowiek myśli, na co mi zespoły głośnikowe. Szczególnie w muzyce klasycznej są doskonałe. Orkiestra symfoniczna w ich odtworzeniu to istna petarda. Ale w przypadku gorzej nagranych płyt wywlekają wszystkie niedoskonałości na światło dzienne i trzeba się z tym pogodzić. Tak już mają. Poza tym, to nie są neutralne słuchawki. Manierą brzmienia trochę przypominają Gryphona, bo grają dociążoną średnicą będącą po tej ciemniejszej stronie mocy. Tak więc ogólnie trzeba lubić taki dźwięk, żeby z tym żyć. Z pewnością LCD-3 nie są słuchawkami dla każdego.
-
No niestety. Wielkich świata jazzu coraz mniej na tym łez padole.
-
Michał Urbaniak nie żyje. [*]
-
Jak go odbierasz? Chyba jesteś jego fanem, więc ciekawi mnie Twoja opinia. Dla mnie Coltrane to jeden z nielicznych muzyków jazzowych, którego twórczość stanowiła dla mnie wyzwanie. Konkretnie mam na myśli płytę pt. „Ascension”. Zainspirowana Colemanem była dla mnie trudna do zrozumienia. Potrzebowałem kilku przesłuchań, żeby się w tej muzyce odnaleźć.
-
A no tak. Sprzątam pokój, szybko wziąłem telefon do ręki, źle spojrzałem i tak odpisałem. Sorry, życie. 😉 Znam dużo perełek jazzowych. Pewnie będzie jeszcze okazja, żeby o tym napisać. 👍
-
Mam nadzieję, że nie uraziłem. To po prostu jest kanon w muzyce jazzowej i z dyskografii Coltrane’a trzeba znać „Giant Steps” jeżeli lubisz jazz. Tak samo płytą obowiązkową jest „Blue Train” oraz „A Love Supreme”. No nie można tego nie znać siedząc w świecie jazzu. 🙂
-
Tego nie da się przeoczyć o ile ktoś nie jest początkujący w muzyce jazzowej. 🙂
-
Teraz Polska. Debiut Omasta to jedna z moich ulubionych płyt 2025 roku. Omasta - Cornerstone
-
A to moi ulubieńcy... Będzie techniczna ro***erducha roku. W 2026 wychodzi ich najnowsza płyta. Tak. Zamówiłem już w preorderze first press w najbardziej restrykcyjnym wydaniu (limit 200 sztuk). A poniżej kawałek z ostatniej płyty. Jest moc.
-
Fajnie, że słuchawki Arya przypadły Ci do gustu. Ciekawe, jak ich dźwięk będzie ewoluował. Moje Audeze w ciągu trzech miesięcy istotnie zmieniły brzmienie w porównaniu do tego, co miałem świeżo po zakupie. Jest lepiej właściwie pod każdym względem i znacznie lepiej w kontekście otwartości góry.
-
Problem w dyskusji z Tobą polega na tym, że nie napiszesz jak człowiek tylko od razu ciśniesz adwersarza. Jedna z Twoich ostatnich odpowiedzi do mnie... I po co? Mieliśmy w tym wątku trochę zgrzytów, bo mamy zupełnie inne podejście do sprzętu audio. Ty koncentrujesz się na pomiarach, a ja oceniam sprzęt audio na słuch tzn. albo brzmienie muzyki trafia w mój gust albo nie. Ty z góry dopatrujesz się absurdów w świecie audio, bo przecież "kable nie grają", a ja mówię - sprawdźmy czy zmiana kabli głośnikowych albo sygnałowych coś spowoduje czy nie (oczywiście na słuch). Różne podejścia.
-
Mogło być gorzej... Powyżej fragmenty zapisu nutowego etiud transcendentalnych Liszta.
- 114 odpowiedzi
-
2
-
- muzyka klasyczna
- barok
- (i 8 więcej)
-
Jest moc. Normalnie Marcin Patrzałek wokalu i Layne Staley gitary. 👍😂 Chociaż nie wiem czy mimo żartu niechcący Layne'a nie obraziłem. 😉
-
Ilekroć słyszę ten tekst, to kojarzy mi się to z filmem "Obcy" Scotta. 🙂 Tak, ale w sensie tekstów piosenek. No bo w praktyce to wiadomo, że Norwegowie są nie do pobicia. Tam dochodziło do podpaleń kościołów, mordowania ludzi, więc muzycy blackmetalowi doszli w swojej głupocie właściwie do ściany.
-
Tak przy okazji... Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, a skoro klimat świąteczny, to jaki Waszym zdaniem jest najbardziej obrazoburczy, bluźnierczy album w historii metalu? Której kapeli najbardziej puściły hamulce? Macie swoje typy?
-
A poza tym, teraz u mnie gra Led Zeppelin i płyta pt. "Physical Graffiti". 🙂
-
Ciężkie to do oceny. Można to odebrać jako jazgot, gdzie realizacja nagrań przypomina nagrywanie demówki w garażu. Z drugiej strony, coś w tej muzie jest. Zdarza mi się czasem słuchać zbliżonych klimatów, ale do mnie bardziej przemawia muzyka Batushki Krzyśka Drabikowskiego. Zresztą teraz chyba nie trzeba już tego podkreślać, bo Bartek Krysiuk zmienił nazwę swojej Batushki na Patriarkh. W każdym razie to do mnie przemawia. Kiedyś zdarzało mi się też słuchać Watain. Lubię Behemotha, ale poza tym black metal to raczej nie mój klimat.
-
Może to kwestia gustu. Warto wspomnieć, że death metal ma swoje podgatunki. Cryptopsy to przede wszystkim techniczny death metal, ale we współczesnym wydaniu. Najnowsza płyta Kanadyjczyków nie jest łatwa w odbiorze i trzeba poświęcić trochę czasu, żeby wgryźć się w ich riffy. Jak już załapiesz tę estetykę, to być może zauważysz wyjątkowość tego dzieła. Moim zdaniem to jest znakomita płyta.
-
Niestety nie zgadzam się. Słucham death metalu od szkoły podstawowej i Cryptopsy to jest jednak inne granie. Stary, klasyczny death metal brzmiał inaczej niż współczesny. Pisanie, że moda na death metal przeminęła to truizm. Wszystko przemija. Możemy wziąć dowolny gatunek muzyczny i w każdym z nich zauważysz ewolucje, rewolucje, mody, przemijanie. Takie życie.
-
No nie wiem czy wiele. Tu poziom intensywności jest ekstremalny. Liczne zmiany tempa oraz doskonała technika nie mają nic wspólnego z nudą, ale spoko. Każdy ma swój gust. 🙂
-
U mnie teraz ulubiona płyta 2025 roku w kategorii metal. Tak powinno się grać death metal w 2025 roku. Technicznie, bezkompromisowo, brutalnie, choć w muzie Cryptopsy da się też zauważyć wpływ black metalu. W każdym razie dla mnie petarda. Na plus bardzo dobra jakość nagrania. Pomimo ściany dźwięku wszystko jest selektywne i ładnie poukładane w barwie. Chyba Kanadyjczycy mają jakiś patent na świetny dźwięk, bo np. Archspire też super nagrywa płyty. Ta ostatnia pt. "Bleed the Future" jest już właściwie w jakości audiofilskiej (moim zdaniem).
-
I to ja rozumiem. 🙂 Za jakiś czas wrzucę na swój Instagram post podsumowujący rok 2025, bo postanowiłem wybrać moje ulubione płyty 2025 roku. Wybrałem dwie, jedną jazzową i jedną deathmetalową. Obie wspaniałe i nietuzinkowe w swoich gatunkach. Pomijając to, co ulubione, wyróżniłem zespół Gruesome. Chłopaki nagrali płytę pt. "Silent Echoes", która jest hołdem dla Chucka i grupy Death. Za wzór przyjęli płytę pt. "Human". Polecam. A jak komuś tęskno za Slayerem, to polecam najnowsze dzieło grupy Struck a Nerve. 👍
