Żadna teoria spiskowa. Nie wiem skąd w ogóle pomysły na taką diagnozę. Wystarczy spostrzegawczość, trochę informacji, zestawienie z rzeczywistością i mamy pogląd na obecną sytuację.
Nie będę się cofał do Adama i Ewy, ale jedynie o 3 dekady, mianowicie do początku lat 90tych, gdzie mieliśmy trzycyfrową inflację sięgającą prawie 600%. Co było tragedią, bo ludzie w "jednej chwili" tracili oszczędności całego życia. Stąd m.in. wziął się poziom cen w latach 90 i brak środków do realizacji zakupu czegokolwiek.
Początek lat 90tych to była faktycznie wolna Polska, wystarczy wspomnieć wszystkie te "giełdy" z duperelami; ludzie wystawiali na kocach, łóżkach polowych, bagażnikach swoich samochodów to co mięli i to upłynniali.
A teraz w przeciwieństwie do początku lat 90tych mamy nadmiary "jeżdżącej blachy" i tak jak wspomniałeś każdego stać na samochód.
Co nie zmienia faktu, że podlegamy regulacjom, które w najczarniejszych snach ludzi wiodących życie 20 lat temu było nie do wyobrażenia.
"Zachęcanie" ludzi do użytkowania komunikacji miejskiej, środków lokomocji takich jak rowery, hulajnogi, redukcja przepustowości dróg w miastach na rzecz wspomnianych rowerów. Ja to dostrzegam i wydaje się, że nie jestem w tym osamotniony. Dołóżmy do tego Strefy Czystego Transportu, koniec produkcji aut spalinowych dla przeciętnego cywila i mamy obraz nowoczesnej komuny.
Żyć błogo jest fajnie, ale należy dostrzegać również tych najgorzej sytuowanych, którym odbiera się prawo do przemieszczania się we własnym zakresie pod pretekstem przestrzegania określonych przepisami norm. Norm tak wyśrubowanych, że dla większości społeczeńtw postkomunistycznych są praktycznie nie do zrealizowania. I nie mam na myśli tylko transportu, ale cały system ETS i ETS2. Nie wymyślono go po to, aby ratować ropuchę paskówkę, tylko po to, aby IV Rzesza dominowała w wyścigu dominacji ekonomicznej.