Dziwna historia, taka z rodzaju "Opowieści dziwnej treści".
W124 zapoczątkował tak na prawdę E klasę. Początkowo te modele wychodziły w bardzo biednej konfiguracji, ale juz po lifcie w 89' te samochody były "luksusowe". Słynna "500" zaprezentowana na salonie w Paryżu w roku 90 to był wóz, na który mało kogo było stać. Ja szczerze bym dziś taką chętniej przytulił, aniżeli nową E.
Te opowieści taksiarzy są zazwyczaj dosyć zabawne. Pamiętam ja mnie taksiarz wiózł po odbiór A6C6. Ile ja się dowiedziałem złego o tym samochodzie. Panie... Taksiarze wiedzą wszystko Dlatego to co mówią, trzeba brać trochę z przymrużeniem oka, wyciągnąć pierwiastek trzeciego stopnia i się jeszcze na spokojnie zastanowić
Co nie zmienia postaci rzeczy, w fakcie o którym tutaj piszemy. Starsze samochody były wytrzymalsze z dwóch względów.
O pierwszym wspomniał mi taki inżynier, szef serwisu w Skodzie. Mówił tak, że jak kiedyś je projektowano, to np na silniku dawano nadmiar materiału - tak na wszelki wypadek. Dziś tak jak wspomniał @trolluwszystko jest wyliczone do mikrona.
Druga sprawa, to awaryjność i celowe "postarzanie" podzespołów. Dawniej renoma budowana była na niezawodności, jednak księgowi zazwyczaj "mają rację" i mamy to co mamy.
We wspomnianej A6C6 puściło uszczelnienie na wale, siadł zacisk elektrohydrauliczny i coś trzeszczało w tylnej częsci samochodu...