Jeździsz dynamicznie. Prawidłowo, tak jak uczyli w dawnych szkołach jazdy
Przypomniała mi się sytuacja z egzaminy na PJ.
To były czasy, gdzie można było po teorii przystąpić na "chętnego", więc ja pewny swoich umiejętności idę jako pierwszy.
Szkoda, że w micrze nie odbijało sprzęgło, które musiałem "wyciągać" butem. Wyjeżdżamy na miasto, bez poprawionych lusterek i słyszę burę od egzaminatora. Jedziemy na standardowy obszar egzaminacyjny kręcimy się po uliczkach, na których trzeba zachować szczególną uwagę i dojeżdżamy do ul. Modrzewiowej, na której jest rondo. Egzaminator nakazał mi na nim zawrócić, a ja na zakręcie wywalam mu wszystko to co ma na desce rozdzielczej; jakiś notes, etui, długopis. Gość "co Pan?!".
Ja ze stoickim spokojem "Jeszcze 5 min termu, po zaliczonej torii, wręcz upomniano nas o dynamicznym poruszaniu się po mieście".
Egzaminator "Taak?", "No to zawracamy do Wordu"
Więc już wiedziałem, że to raczej koniec.
A tu niespodzianka" Panie Łukaszu zaliczył Pan"