Jak ja lubię, gdy ktoś ma przemyślenia! Bardzo podobają mi się Twoje. Mam podobne, ale nieco mniej dylematów (18mm w nadgarstku) 😉
UWAGA: poniższy wpis ma charakter humorystyczny, a przedstawione w nim teorie są jedynie fikcją literacką. NIE konsultuj się z lekarzem lub farmaceutą! 🤣
Moje własne przemyślenia dotyczą w dużej mierze natury pasji zegarkowej, bo jest to, jakby nie patrzeć, istotny czynnik wpływający na podejmowane decyzje. Skoro filiżanka bardzo dobrej kawy z mlekiem, przyrządzonej w domu, kosztuje, dajmy na to, 80 groszy, a w kawiarni 8 zł (czy już prędzej 18), to z ekonomicznego punku widzenia wizyta tam jest całkowitym nonsensem 😄 A zatem za pozostałe 7,20 (+ napiwek) kupujemy wrażenia zmysłowe, oddziaływujące na nas poznawczo i emocjonalnie. W warstwie poznawczej, czy też rozumowej, dochodzi do racjonalizacji potrzeby i podjętej w jej wyniku decyzji o wizycie w kawiarni: było warto, bo "czasem trzeba gdzieś wyjść", "to nie to samo, co kawa w domu", "trzeba czasem wyjść do ludzi", i moje ulubione: "o, to dopiero jest kawa!" (jakby ta za 80 groszy w domu nie była w rzeczywistości kawą, a barszczem ukraińskim czy żurem staropolskim). W warstwie emocjonalnej odczuwamy natomiast przyjemność z możliwości przebywania w eleganckim miejscu i bycia obsługiwanym (a podświadomie: docenionym? szanowanym? kimś ważnym?) oraz bycia zauważonym przez innych ludzi. Podsumowując, zaspakajamy tym samym najzwyczajniej: potrzebę samorealizacji, akceptacji, docenienia, a przy okazji drobną potrzebę pokarmową 🤣
Z drogim (jak na nasze realia) zegarkiem, a jest nim praktycznie każdy Longines, patrząc na nasze średnie krajowe wynagrodzenie, jest podobnie. Rozpatrując rzecz wyłącznie z poziomu funkcjonalności, wystarczyłby oczywiście telefon. Jak więc to zracjonalizować? A no, jakość, trwałość, niezawodność, plus utrzymująca się z upływem czasu wartość. Argumenty w praktyce bardzo słabe, co widać nierzadko po reakcji "normalnych ludzi" na informację o kwocie, jaką wydatkowaliśmy na poczet zakupu danego zegarka, szczególnie zaś po reakcji Szanownych Partnerek, w oczach których jawimy się z naszym niezdrowym zamiłowaniem raczej jako Gollum śliniący się do Pierścienia, niż Bond z jego Omegą, błyszczącą spod mankietu koszuli od Toma Forda. Pamiętam gdzieś jakieś badania nt. tego, na co przede wszystkim zwracają uwagę kobiety. Były to w skrócie: czyste buty, czyste włosy, czyste paznokcie, wzrost i tyłek (ten ostatni, o ile mnie pamięć nie zawodzi, był na miejscu pierwszym). Żadnego zegarka oczywiście w zestawieniu nie było. W ogóle idea, że ktoś postronny potrafiłby ocenić (już nie mówiąc, że docenić) na podstawie kilku ukradkowych spojrzeń walory estetyczne, bogatą historię czy wartość rynkową naszego zegarka jest, delikatnie mówiąc, uroczo naiwna 😂. Ale za to w warstwie emocjonalnej, tam to się dzieje! W uproszczonym modelu A-B-C Ellisa wyglądałoby to mniej więcej tak:
Myśli automatyczne: "ależ jest piękny", "muszę go mieć", "co by tu sprzedać?"
Emocje: pożądanie, lęk (nie stać mnie), strach (wykupią go), złość, zazdrość
Zachowania: rozkojarzenie, bezsenność, częste ruminacje, utrata poczucia rzeczywistości, reakcje charakterystyczne dla zaburzeń depresyjno - lękowych, stany euforyczne o charakterze manii, unikanie, drażliwość, płaczliwość, częste przesiadywanie na forum zegarkowym 🤣🤣
WNIOSKI: Poważne zaburzenie dysocjacyjne o charakterze lekoopornym, wymagające oddziaływań terapeutycznych.