Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

Sławol

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    152
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Sławol

  1. Może gdyby ten drugi miał złote na tarczy tylko wskazówki i ramkę daty - byłby czytelniejszy. Ale i tak nie jest zbyt urodziwy. Ten pierwszy lepiej się prezentuje.
  2. Żyje ktoś jeszcze w tym temacie? Poniżej pełen zestaw odcinków, w których spece od popularnych zwłaszcza w USA "customów" robili samochody do pierwszej części filmu "Expendables". Stare to już odcinki i dobrze, że jeszcze wiszą na ich YT (15 lat mają), więc kto nie widział - zachęcam. Oczywiście Stallone obecny z rodziną
  3. Powinieneś mieć nick Mr Original na forum Skąd Ty bierzesz takie zegarki?
  4. FSO Polonez - stary, dobry klamot naszych dróg Tutaj Clarkson jeszcze dużo młodszy, gdy nim jeździł w jednym z odcinków: Edit: odtwarzacz z Dailymotion nie wchodzi, więc wklejam obcięty tekst - wystarczy skopiować do przeglądarki i można obejrzeć (TOP GEAR - FSO POLONEZ Dailymotion): dailymotion.com/video/x4l8ww
  5. Co tam w duszy grało za dzieciaka...
  6. Historia powstania Oscarów, marek filmowych, takich jak MGM, 20th Century Fox, United Artists, Paramount, Universal i innych oraz zmian w świecie filmu na przestrzeni lat. To, co dzisiaj się dzieje z Oscarami i całą śmietankową otoczką - nie jest niczym nowym, ale bardziej widocznym. Intrygi, ego, podkładane świnie, zdrady, romanse, sprzedawanie się za pieniądze, kariera przez łóżko... Właściwie wszystko, co tylko człowiekowi przyjdzie do głowy, żeby być na 1. miejscu, żeby utrzymać się na plakatach, na ustach wszystkich, na pierwszych stronach gazet i nie spaść z piedestału. Historia pokazująca, jak szybko można upaść na dno, gdy okoliczności są przeciwko nam albo powiemy o jedno zdanie za dużo - lub niewłaściwej osobie. W tamtym czasie były to tylko plotki, poczta pantoflowa i wycinki z gazet, dzisiaj mamy dostęp do informacji na każdym kroku. Szczerze polecam. Lektura nie jakaś wybitna, czy rozwijająca, ale raczej taka opisowo-plotkarska i ukazująca, na czym ten ich cudowny świat stoi właściwie od samego początku. Czytadło znaczy się. Autor może i momentami nieco na siłę próbuje czytelnika przekonać do swojego postrzegania świata i analiz (niekoniecznie bywa obiektywny w ocenie ludzi i wydarzeń), ale można do tego podejść z dystansem.
  7. Dr Jekyll & Mr Hyde A poza tym:
  8. Obejrzałem tę "Jedną bitwę po drugiej". No i co by tu... Nie wiem nawet, jak się zabrać za opis tego filmu. Pierwsza godzina prawie mnie położyła do łóżka ze znudzenia, ale powiedziałem sobie, że wytrzymam; potem się trochę rozkręciło. Wyglądało to momentami, jak pomieszanie Rodrigueza z Tarantino, ale marne to były próby - o ile takowymi miały być. Fabuła to zlepek przenikających się wątków, jako tako poskładanych w całość, ale z początku to wszystko rozlazłe i rozstrzelane na wszystkie strony. Dialogi bardzo słabe, w większości prymitywne i prostackie wręcz, jakby robione pod typową amerykańską publiczność, która się będzie śmiać z wulgarnych odzywek i zachowań na poziomie pornografii czasami. A można przecież i mięchem rzucać tak, że człowiek się będzie śmiał nawet po latach - vide "Pulp Fiction". Tutaj nie wypaliło. Polityka i bunt na ulicach, rewolucje, to chyba nawiązanie do różnych sytuacji i problemów typowych tylko dla USA i rozwiązywania ich w typowy przez USA sposób. Nawet parę razy wydawało mi się, że polują na Che Guevarę w tym filmie, taki klimat tam panował. Do tego wplecione wątki ideologiczne, imigracji, mniejszości narodowych, równości, a także wojenek damsko-męskich, problemów w związkach i całego tego pustego gadania w stylu wszelkiej maści ekspertów i samozwańczych analityków rzeczywistości, które można znaleźć w Internecie, a od którego młodym ludziom się zwyczajnie miesza w głowach, bo często nie sięgają po inne źródła wiedzy. Ukazane zostały nawet osoby "niebinarne", wszelkie "ona/jego", chyba po to, by nadążać za prawdziwym światem. Nawet jeśli twórca filmu chciał je jakoś tam wcisnąć i widzom coś uświadomić - to zrobił to po łebkach i w dość płytki sposób. Ani to wartościowe, ani przesłania ze sobą nie niosło. Woda na młyn dla wszelkiego "lewactwa", "prawaków", "libków" i innych w Internecie - mogą się przy okazji kolejnego filmu tłuc w komentarzach. Ale momentami się uśmiechnąłem, a nawet zaśmiałem. DiCaprio nawet w takim miałkim filmie pokazał warsztat, tym razem komediowy momentami, bo dramatycznych bohaterów odgrywać umie. Na początku dojrzały już aktor nie pasował mi do buntownika biegającego z bombą w plecaku, choć starał się jak mógł. Na szczęście to tylko początek filmu. Potem pokazał, co potrafił. Zagubiony i często nieporadny ojciec, który chce jak najlepiej wywiązać się ze swojej roli i zadbać o swoje i córki bezpieczeństwo. No i bez ego, bez pozy, za to przez większość czasu w szlafroku i z fryzurą jak u Jacka Nicholsona. Jego twarz gra sama, a jak dołoży do tego całą swoją osobę i dialogi - no mistrz. Do tego Benicio del Toro mistrzowski, przy nim uśmiałem się naprawdę nieźle, a zwłaszcza w duecie z Leonardo. Gdy się przy filmie śmiałem, to dlatego, że kojarzył mi się montażem i niektórymi gagami typowymi dla Tarantino, a gdy było dramatycznie i bardziej melancholijnie - to DiCaprio królował. No i na podium oczywiście Sean Penn, chory z ambicji aż do przesady i z poważnymi zaburzeniami osobowości zdesperowany dowódca pragnący uznania i najwyższych zaszczytów; wiecznie niespełniony. Typowy trep/policjant, taki skrzywiony na amen. No zagrał świetnie, momentami przypominał mi Gary'ego Oldmana z "Leona zawodowca", który ciągle był na prochach i nie panował nad odruchami. Z kobiecych ról - córka Willa, Chase Infiniti, ta młoda aktorka dobrze sobie poradziła z rolą przedwcześnie dojrzałego dziecka z dysfunkcyjnej rodziny, więc tutaj brawa dla niej. Perfidia - jej matka była słaba jak renta, ciężko się oglądało jej grę, nawet jeśli aktorka tak miała napisaną postać. Pewnie była indoktrynowana od małego i możliwe, że wychowana w takim rewolucyjnym duchu, jak to zresztą w filmie wspomniano. Mimo wszystko była sztuczna i egzaltowana, choć bardzo chciała wyglądać bojowo i stanowczo. No nie, ale dość szybko zniknęła z ekranu. Na szczęście. Pozostałe postacie drugoplanowe to mieszanka wszystkiego - i tak samo szybko zapomniana, niestety. Muzyka wszechobecna i ciągle irytująca. Przy większości scen coś tam brzdękało, coś piało, coś wyło, ale ani mi to do scen nie pasowało, ani do aktorów. Wnerwiała mnie ta muzyka przez cały film. Końcówka jak gdyby przyspieszona i wszystko rozwiązało się w paru ruchach. Pełno nagród i nominacji - także dla wyżej wymienionych, więc zostali docenieni. Dla Penna, del Toro i DiCaprio można obejrzeć. Ale 3 godziny to jednak strata czasu.
  9. Jeden z najpiękniejszych "wieczorowców". Dzięki za tekst i zdjęcia
  10. Nigdy tego serialu nie widziałem Jakiś już czas temu zaliczyłem trzeci sezon "Tulsa King" i teraz się będę brał za czwarty sezon "Wiedźmina", ale z dużą rezerwą... Ale żeby nie robić pustych przebiegów - piosenka z jednego z najlepszych seriali, jakie w życiu oglądałem. Z początku ogień i fajerwerki, potem trochę za dużo bałaganu i ogólnego - jak to się mówi - "syfu", nawet jak na tego typu ludzi. Do końca już trochę zmęczyłem całość, ale za swoje role aktorzy byli wychwalani (słusznie zresztą) pod niebiosa w Internecie, zwłaszcza Katey Sagal, Ron Perlman, Danny Trejo, czy Charlie Hunnam. A i Marilyn Manson miał też swoje 5 minut
  11. Ilekroć widzę Oceanusy, to zawsze podziwiam jakość wykonania, podobnie jak w Casio Edifice: wyrazistość, czystość, ostrość detali i duża czytelność tarczy. Nie dla mnie, ale to piękne zegarki, zawsze się wyróżniają.
  12. Sławol

    Jak wyglądamy?!

    Dobra łapa Długo już ćwiczysz?
  13. Świetnie wyszło. Jak pocztówka
  14. U mnie wczoraj "wielkie nicnierobienie", a dzisiaj wezmę na tapet nowy film z Leonardo:
  15. Trzyma się skubaniec nieźle Edit: a poza tym koniec epoki...
  16. Kolejne dzieło sztuki na kołach. Uwielbiam.
  17. Sławol

    Ulubione sceny filmowe

    Dawał, nieco wyżej
  18. Sławol

    Wszystkiego naj w 2026 :)

    Wszystkim wszystkiego najlepszego, a przede wszystkim zdrowia
  19. Pamiętacie reklamę Forda Focusa? A tutaj piosenka, która podoba mi się jednakowo w obu wersjach, każda na swój sposób. Gary Moore jako "oldschool", no i oczywiście cover Nightwisha z nowszym, mocniejszym pieprznięciem. Wersji jest więcej (np. Thyrfing czy Steve 'n" Seagulls), ale te 2 są dla mnie najlepsze: Dzisiaj walę sobie dobrze w uszy i sąsiedzi muszą to wytrzymać
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.