-
Liczba zawartości
6687 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
13
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez pmwas
-
Znów w zajeździe Józef, tym razem wyruszyłem na Grzesia. Od dawna planowałem zimowego Grzesia, tylko... Nie znoszę Chochołowskiej niestety, jest długa, męcząca i raczej przynudna. Tzn ma swoje zalety. Można iść z dziećmi, z psem, łatwa, fajne schronisko... Ale ja nie lubię. Jak już iść doliną, to Kościeliska jest dużo ciekawsza i się nie nudzi. Ale po kolei. Z Józefa wyruszyłem koło 6. Miałem iść o 5, ale nie zmusiłem się do wstania o tej porze. Skrótem przy wejściu do Lejowej hyc na Siwa Polanę (ścieżka bardzo nieciekawa), dalej asfaltem do Hucisk (droga bardzo nieciekawa) i z Hucisk dalej już bitą drogą (różnic brak, bo leży śnieg - droga również nieciekawa, ale już nie bardzo nieciekawa, bo są skałki). Do schroniska docieram tuż przed 9, zatem po prawie 3 godzinach dość męczącego marszu i gdzie jestem? A na polanie z sałasami, panocku I tu kolejny kłopot z Chochołowską. Po 3 godzinach jestem na polanie, wysokość 1150, czyli nigdzie. Ostatnio po 3 godzinach byłem w pięciu stawach. Po 2 można podziwiać Kościelec. A tu? Polana w dolnym reglu i tyle. Śniadanie. Bo (serio) szedłem na śniadanie, na czczo. Po śniadaniu jeszcze herbata, bom jeszcze niedogrzany. I w drogę. Podejście (ok 80% to ścieżka w lesie) ma etap pierwszy dość stromy, pod Borowiecką Przełęczą skręca i wznosi się łagodniej, osiąga grań i znów wznosi się stromo na szczyt. Śniegu... Tyle. Nie wiem jak wysoki jest ten słupek graniczny... Jest wcześnie, to idę jeszcze na Rakoń... Do Wolowca pozostaje 200m przewyższenia, ale nie mam siły, czasu ani sprzętu na taki szczyt. Te raczki i tak super dają radę, ale za mało na strome zejście z Wołowca. Poślizg na tym zejściu mógłby się skończyć... Źle. Zatem wracam. Rozważałem pierwotnie zejście do Chochołowskiej Wyżniej, ale tam też jest stromo, ja jestem zmęczony, wolę już podejść z powrotem na Grzesia. Podejście nieduże, wlazłem i padłem pod krzyżem... Piwko i zejście do schroniska na zupkę. No i potem długa droga powrotna do Józefa. Żebym się aż tak nie nudził, na asfaltowej części doliny - kuligi, a na Siwej Polanie impreza z tańcami i muzyką. Jak Pan Zagłoba tłoku nie lubię, to znów wybieram skrót przez las do Lejowej. A na koniec. Widoki. Piękne, niesamowite morze chmur na dole i szczyty nad chmurami. Razem niecałe 12 godzin. Udała się wycieczka bardzo!
-
Dziś jest jakiś taki na nie, taki "mulasty", może przeziębiony? Ale w góry dojechał. Tak, wiem, zarąbiste auto żeby się cieszyć, że w ogóle dojechało, już to słyszałem 😉 W górach widać że ferie, w restauracji znacznie więcej ludzi i może dziś nie będę jedynym gościem w Jozefie
-
Serio, teraz właśnie jechałem i to zupełnie inne doznania, ten dźwięk slabowitego wprawdzie, ale jednak dużego silnika, dźwięk tego napędu, to, jak tym się jedzie, te wskazówki na metalowej desce - mnie się to naprawdę bardzo podoba i wcale się nie nudzi. To tak czasem jest, że auto się lubi albo nie. Impreza też miała swoje wady, głównie apetyt na paliwo przy średnich osiągach, mały bagażnik, twarde plastiki, wysokie koszty napraw, ale wtedy bym się na auto pakowniejsze i tańsze nie zamienił, bo uwielbiałem nią jeździć. A np XV od mojej mamy... Mój brat (obecny właściciel) bardzo lubi, a ja wcale. Tzn owszem chętnie robiłem trasy np do Włoch czy Alzacji, bo ja lubię jeździć po prostu i nawet starym Loganen też bym chętnie pojechał, ale XV to auto zupełnie "nie moje". Podobnie jak Vitara teściów. Natomiast mają też takiego starego zdezelowanego nieco i zaniedbanego Fluenca, którego oni za bardzo nie lubią, a dla mnie auto za miękkie, ale całkiem przyjemne. A Subaru Crosstrek też... Taki. Jeszcze z tym CVT.... Ja swoje, silnik swoje, jakoś tak nie czuję, że prowadzę. Niby kręcę kierownicą, niby naciskam pedały, a to auto jakoś tak żyje swoim życiem. Też mi się średnio podoba... Giulia to co innego, ma fajny automat ZF i - jakkolwiek tęsknię za lewarkiem - jest to pierwszy automat, który mi nie przeszkadza. Z innych aut, lubiłem jeździć Swiftem Sport, bo to emocjonujący gokarcik, choć słaby (136KM) i przednionapędowy, lubiłem Fiata Stilo, bo z jednej strony super się prowadził a z drugiej - komfort na trasach był bardzo wysoki, można było pół świata przejechać i nic nie cierpło, nie bolało... Nie lubiłem Punto, Rio oceniam na znośne. Jeździłem też krótko VelSatisem z dieslem V6 (za miekki, wszystko super do pierwszego zakrętu), Peugeotem 407SW (znośne), Peugeotem 206CC (urocze, ale dla mnie za małe), Renault Kangoo 1gen (koszmar, ale nie pozwalał się nudzić), Scenic'iem (bleeeeee), oraz nawet podstarzałą A6-tką (komfortowe, ale zero emocji) Golfem IV combi (jak wyżej), Octavią II (jak wyżej), Suzuki SCross (jak wyżej), a nawet Fiatem 500, który byłby cudowny, gdyby nie słaba wersja z silnikiem 60KM. No i Panda Twin air z fajnie brzmiącym silnikiem 0,9T, 2 cyl, ale niestety tu wielki minus za brak mocy na dole i konieczność redukcji na jedynkę na stromych podjazach. Ogolnie - naprawdę, ja ogarniam motoryzację. Tylko mam do niej swoiste podejście 😆
-
Owszem, za paliwo płacę więcej niż w normalnym aucie, ale tylko troche więcej niż w Giulii (uaz pali koło 12-13, giulia 10). Co do innych kosztów - ostatnio są niskie, bo nie wymaga zakupu części. I tak, uważam, że razem z mniej lub bardziej udanymi remontami auto było za drogie i gdybym wiedział, że to az taki bubel to bym go nie kupił, ale czasu się nie cofnie. Niemniej w ostatnim roku to auto służy mi do zarabiania i się sprawdza. Owszem, mógłbym go sprzedać, kupić jakies 10 letnie cos z LPG i obniżyć koszty tego zarabiania, ale te koszty nie są dla mnie aż tak obciążające, żeby rezygnować z przyjemności jazdy tą ciężarówką. Porównania ze zwykłym jeździłem po prostu nie ma 😆
-
Po części to ja, po części to tak się samo plecie. Poki co mam taniego, za to fajnego grata do ciorania, którego mi nie szkoda i żal sprzedawać auto, które po takim włożonym wysiłku w końcu zaczęło się odwdzięczać Pomarańczy na pewno nie będę używał jako auta użytkowego na co dzień, bo mi szkoda. Ja wiem, że mało osób uzna, że to auto można traktować jako perełkę, jak jakiegoś klasyka czy coś, ale ja tak mam. Oczywiście szkoda tych prawie trzech lat jazdy po soli i spotkania z drzewem, ale znów - tak to po prostu wyszło. Co zrobię jak się czarny rozsypie? Albo zdegraduję starzejącą się Giulię do rangi daily, albo kupię starą Dacię na gaz 😆 Z tą Giulią to pewnie też mnie nie rozumiecie, ale jak wsiadam to tego cuda to mam wrażenie, że jeżdżenie tym do roboty lub do sklepu, to jakbym do pracy ubierał najlepszy garnitur i buty. Fakt, to nie jest "S klasa", ale ta skóra w środku, to jak to auto wygląda i jeździ - coś wspaniałego. Aktualnie robi za auto na wakacje i na wyjazdy do i z rodziną i póki co tak mi właśnie pasuje.
-
😆 Nie, niestety one posolone rdzewieją "aż miło". Świetnie to widać po czarnym, który przez zimę pogarsza się skokowo, a potem do następnej zimy mniej więcej się trzyma 😒 Możecie się pukać w głowy, ale ja naprawdę chciałbym tego pomarańczowego za 15 lat dalej mieć, ale to jak z autami z PRL. Dziś najlepiej się mają te, które na zimę szły do garażu i nie jeździły, reszta jeśli nie skończyła dawno na złomie, to wymaga ogromnych inwestycji w blachę, bo to durszlaki na kołach. Jeszcze chwilę, może się uda jeszcze z dyszkę czy dwie zrobić 🙂
-
Ale że 2 UAZy? Nie, gdzie tam. Jeden to "daily", drugi to zabawka. Przeciez tego czarnego grata chciałem nawet sprzedać, ale wyszło inaczej, a czarny grat nagle zaczął jeździć i jeździ. A skoro jeździ, to niech jeździ i tak mam dwa. W sumie nie są mi potrzebne dwa, ale patrząc jak szybko ten czarny się zużywa, to i tak długo to nie potrwa. Dwa trzy lata maksymalnie. Także jakkolwiek mam pewien nadmiar szczęścia i jestem tego świadomy, to zwyczajnie nie opłaca mi się sprzedawać jeżdżącego grata i jeździć pomarańczą po tej soli, żeby też stała się gratem. Zagmatwane to 😆
-
Dodam też, że ludzka bylejakośc mnie wciaż zadziwia. Wiedziałem, ze w pomarańczowym wymieniono akumulator, bo niby za szybko się rozładowywał, ale nie sprawdziłem, bo do głowy by mi nie przyszło, ze patafian wywalił listewkę mocująca akumulator w obudowie. Tak, rok jeździłem z aku po prostu wsadzonym do obudowy, bez żadnego zamocowania i odkryłem to dopiro, ajk się rozładował od stania na zimnie i trzeba było wymontować. Dostanie tej listewki - niewykonalne, zatem użyłęm mocowania z Audi. Zamiast podwójnej listewki (tzn na dwie śruby) miały być dwa pojedyncze, ale udało mi się zamontować tylko jedną, bo druga haczy o obudowę. Trzeba dociać. Ale grunt, ze chociaż jedna jest, zawsze coś. Masakra, naprawdę kupować auto z drugiej ręki... 3 lata i już wtopa za wtopą. Juz nawet pominę fakt, ze go rozbił, bo to akurat po prostu się zdarza i trudno... A co do czarnego, po wymianie oleju w skrzyni i moście hałasy się zmniejszyły, drgania generowane przez napęd również. Choć co oberwało to oberwało, trzeba było to ogarnąć już 10000km temu. Ale jak sami widzieliście - żaden miód taka robota
-
O kurczę, nie zwauważyłem. Ale lepiej odpowiedzieć późno niż wcale. Generalnie... nie wiadomo. Jedni uważają, ze to angielskie zegarki, inni, ze to już XIX wieczna holenderska podróba. Nie mozna tez wykluczyć dorobionej koperty, Wiecie jak to jest z tak zamierzchłą porzeszłością. Są teorie, ale dowodów brak...
-
Jeszcze kilka fotek zegarka z górskich przygód w tatrach
-
WASZE ULUBIONE RUSKI, KTÓRE CZASAMI ZAKŁADACIE
pmwas odpowiedział tomirek → na temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Neptun kupiony niegdyś jako dodatek do pomarańczowego UAZa. Podobnie jak UAZy, ten egzemplarz od nowości wiecznie stwarza kłopoty, jest wyjątkowo nieudany. Zdecydowanie najbardziej awaryjny Wostok, jakiego mam. Dziś musiałem wymienić bęben sprężyny, co w tym "kalibrze" jest wyjątkowo upierdliwe. Ale od czasu wprowadzenia bezobslugowych bębnów - nie tylko u ruskich - łatwość wymiany bębna przestała być priorytetem... Więcej tu: -
No i cześć. Byłem końcem zeszłego roku w górach, patrzę wieczorem przed spaniem - zegatek stoi. Zegarek zatrzymał mi się oo całym dniu noszenia, zatem doszedłem do wniosku, że wadliwy bęben w końcu pewnie padł do reszty. Dziś w końcu się zmobilizowałam, żeby to naprawić, a że doświadczenia ze smarowaniem bębnów w zegarkach automatycznych mam zerowe (ani też nie mam smaru), kupiłem cały nowy bęben. Stwierdziłem, że nie zrobię pełnego serwisu, bo to zegatek stosunkowo nowy, a winny pewnie i tak bęben. Robótka miała być krótka, bo myślałem, że ot zdejmę wahnik, mostek automatu, koło zapadkowe, mostek bębna, podmienię bęben i z powrotem. No i niestety pomyliłem się, bo przecież nie da się zdjąć mostka bębna bez demontażu sprężynki dociskowej i osi sekundowej (tzw fałszywej sekundy), a to wymaga wyjęcia wałka z koronką i całego mechanizmu z koperty celem zdjęcia wskazówki. Do tego jeszcze doszedł problem niechlujnego montażu, jedne śrubki dokręcone mocno, że się ruszyć nie dało, inne słabo, jeden gwint chyba uszkodzony, bo śrubka nie wykręca się jak inne tylko kawałeczek, na śrubkach ślady śrubokręta, a ja dodałem nowe, bo przecież śrubki miękkie, a dokręcone mocno i się brzeg rowka uszkadza przy odkręcaniu. No i jeszcze ta kicha z montażem sekundnika, bo oś trzeba jakoś blokowac od spodu i jednocześnie nie obmacac całego mechanizmu. No i na koniec wałek z luźną koronką, którego skuteczne włożenie z powrotem żeby wskoczył i nie wyłaził jest dużo trudniejsze niż w normalnym zegarku. Ogolnie zwykła wymiana bębna zajęła mi godzinę. Ale chyba się udało, bo prawidłowo się nakręca - czyli bez końca ale i bez wyraźnie słyszalnego przeskakiwania i zegarek wydaje się chodzić ładnie. Zobaczymy co dalej. Nie mam ostatnio czasu na pełny serwis automatycznego zegarka z datą... A znajdź teraz dobrego zegarmistrza. Zresztą ja się nie dziwię. Taki "dupsik" zajął mi godzinę, a ile ew. klient by chciał za to zapłacić, 50zł? Myślę że stówka plus części to by było za drogo...
-
Nie kcem tu robić reklamy oczywiście, ale gdyby ktoś z Was miał taki kłopot to piszę. Alfa mało jeździ, do tego te fabryczne aku są do bani i znów mi ledwo odpaliła. Wyświetlacz zgasł, zresetował się - mało prądu. Ponieważ w alfie nie można ot tak odpiąć i wyjąć aku (błędy na desce, a poza tym demontaż jest dużo trudniejszy niz w starych autach) musiałem naładować bez odpinania i kupiłem prostownik CTEK. Nie za drogie a dobre. Podpiąłem na noc do punktów pod maską (minus, że kabli ledwo starczyło, a w instrukcji jest wyraźny - choć pewnie przesadzony - zakaz podłączania w innych miejscach) i naładowało ładnie, elektronika żyje, odpala bez problemu. Także - jak w tysiącach recenzji - bardzo polecam do aut, gdzie nie można ot tak wyjąć akumulatora 👍
-
Chwilę mnie tu nie było, ale już jestem. UAZ nie daje za wygraną i o dziwo jeździ. Dziś minęło mu 60000km. Tzn coś w skrzyni lub reduktorze terkocze na niskich prędkościach, ale jeździ. Po drodze wymieniłem mu świece... ...i dobrze, bo z tą korozją na styku długo by nie pojeździł, a także wymieniłem olej w moście. Z korkiem wlewu miałem straszny kłopot i to chyba jest kłopot z konstrukcją korka, a nie z dokręceniem, ponieważ sam osobiście go dokręcałem krótkim kluczem i nie ma opcji, żebym go dokręcił za mocno. Korek się obrobił, to go przewierciłem, dałem wykrętak... ...dlugi klucz, zapałem się nogami o schodki, ciągnę, potem młotek, znów ciągnę i nic. Gwint na bank skrzyżowany, po prostu nie ma innej opcji. Wpadłem na pomysł, że go nagwintuję i wkręcę korek w korek i tu niespodzianka - korek się dokręcił jeszcze o kilkanaście stopni podczas gwintowania, czyli nie był bardzo mocno dokręcony. Natomiast stał twarda, tani gwintownik nie podołał i zostałem z dziurą w moście. Z braku innych opcji przeciąłem korek w dwóch miejscach i wybiłem ćwiartkę. Niestety naciąłem gwint w obudowie mostu i po wkręceniu nowego korka by lało. Zatem podkładka... I korek z ciężarówki. Jeździ już tak 2000km i suchutko. A olej - szlam. Trzeba było wymienić.
-
WASZE ULUBIONE RUSKI, KTÓRE CZASAMI ZAKŁADACIE
pmwas odpowiedział tomirek → na temat → ZEGARKI ROSYJSKIE I RADZIECKIE
Rosyjska Amfibia czy też Frankenfibia znów w górach. Lubię ten zegarek, zresztą... Na ebayu oryginały w tej chwili osiągają ceny... No takie, że w sumie i tak nie przepłaciłem za moją 😆 -
Byłem w "piątce" w piątek... Zawrat był w zasięgu ręki. Ale ani kondycja ani czas nie pozwoliły na atak..
-
A, nie, w rzeczy samej nie. Są łączone, zresztą popiersie faktycznie wygląda na odlew a kolumna chyba wytoczona. Łączone śrubą, również z brązu. Sama jakość łączenia taka sobie. Oszacowanie kto to zrobił i kiedy - chyba niemożliwe, natomiast szukałem w necie (również po rusku) i nie jest to żadne ze współcześnie dostępnych popiersi tego cara. Znaczy raczej stare, choć nie wymyślę, jak stare.
-
Brąz. Ze krzywo znaczy że pod kątem? Ogólnie wygląda ok, nic tu ewidentnie krzywo nie jest. Widać natomiast że mniejszy cokolik (na oko drewniany? Nie drapałem) został i trafił na wiekszy, kamienny. Także ma to jakąś tam historie przeróbek... Niestety nie ma sygnatur, więc trudno powiedzieć cokolwiek więcej. Ale jest ładne.
-
To dziś nie o niepolityczne, ale wciąż poszerzam moją kolekcję znajdziek powiązanych z Carską Rosją... Tym razem takie oto popiersie, uważam zresztą, że również bardzo gustowny detal do wnętrza.. Widać, że podpis przewędrował na cokolik, więc ten pewnie dodany później. Ogolnie nasza historia ocenia Króla jednak raczej negatywnie, ja nie ukrywam, że jestem jednak po stronie Aleksandra. Uważam go za bardzo ciekawą, nietuzinkową postać, którego wizje po prostu się nie sprawdziły w zderzeniu z rzeczywistością. Nikt sam świata nie zmieni, a już na pewno Rosji...
-
4x4 czyli im bardziej terenowe auto tym dalej trzeba iść po traktor
pmwas odpowiedział memento mori → na temat → PO GODZINACH
Już to pisałem, ale teraz jestem pewien, bo dziś znów jeżdżę 🍊 na śliskim asfalcie, a na Sailunach zrobiłem już ponad 7000 i mam zdanie... Naprawdę opony BF Goodrich A/T są beznadziejne. Może one mają jakieś swoje zalety w terenie, że są uważane za kultowe, ale tani chiński Sailun w czarnym UAZie ślizga się raz, że mniej, a dwa, że w sposob o wiele bardziej sygnalizowany i łatwiejszy do opanowania. Niestety BFG po prostu są na mokrym asfalcie zwyczajnie niebezpieczne i zdania nie zmienię. Za to Sailuny generują dużo większe drgania, ale coś za coś... -
Wielokrotnie stwierdzano zgon, że dwa razy odbył się pogrzeb, a ostatnie namaszczenie* nawet i więcej razy, a on jeździ i ze śmierci drwi (koleżanka sugeruje, że może to zombie) ... Dziś Zajazd Józef. I tu muszę przyznać, że wybrałem dlatego, że moje stare miejscówy były niedostępne, a w Ku Dolinie za dwie nocki cztery cyferki 😡 Ale... Jest super! Pokoik wprawdzie najtańszy, więc ciasny, ale łazienka piękna... Na zewnątrz taki placyk... ...więc z Jasiem można wbijać. I restauracja! Ktoś już na Forum Tatromaniaka kiedyś polecał, ale... ...super! Tzn jestem hipokrytą i wiem o tym, bo gdybym sam miał to zwierzątko zabić, to by mi ręka uschła (a tak tylko bebech rośnie), ale lubię... Wciąż wierzę w bioinżynierię i mam nadzieję, że kiedyś mięso będziemy zrywać z krzaka 😉 Ogolnie - super. Niestety jutro śniadanie dopiero o 10, ale planów ambitnych nie mam. Iwaniacka i na 18 na Ornaku, na pewno zdążę. Miało być spotkanie o Pysznej, ale w sumie nawet nie wiem, czy aktualne, jednak nocny spacerek Kościeliską i tak brzmi zachęcająco! [EDIT] https://schronisko-ornak.pl/zapraszamy-na-xvii-spotkanie-z-cyklu-pyszna-jedenascie-godzin-do-el-dorado/ Chyba aktualne! *uaz hunter nie potrzebuje księdza, popa ani druida, sam się namaszcza uświęconym w boju, przegrzanym olejem...
-
Podoba czy nie, muszę mieć erzac, bo zaszalałem i zrobiłem sobie (i żonie oczywiście) piękne grube obrączki szlifiwowane w soczewkę i z kamieniami. Także jedyną opcją żeby ją w miarę nieiznwazyjnie powiększyć jest zeszlifowac wnętrze na płasko, ale przecież nie po to płaciłem za złoto, żeby je teraz szlifować 🤦
-
Ponieważ się nie mieszczę w obrączkę, kupiłem sobie tzw erzac... Wiem, że trochę jak dziecko, ale jestem wielkim fanem Władcy Pierścieni 🤣
-
Patrzcie. To już rok 😯
-
Ogolnie rzecz biorąc to nie jest stan permanentny, na przegląd jedzie bez wycieków i z działającym swiatlami, co nie oznacza, że w ciągu roku nie spieprzy się znowu. Ja to przynajmniej sprawdzam czy działa, natomiast jak się popatrzy na drodze czy na kropki na parkingach, wycieki i awarię oświetlenia to codzienność. A ludziska jeżdżą i nie sprawdzają. Mnie rzut oka pod auto czy nie ma kałuży wszedł już w nawyk. Ogolnie póki się trzyma w kupie, to nie mam wyrzutów sumienia, że jeżdżę gratem. Jak korozja zeżre ważne elementy konstrukcyjne, to pójdzie do utylizacji, ale póki nie zagraża rozpadnięciem się podczas jazdy, to jeżdżę.
