-
Liczba zawartości
6689 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
13
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez pmwas
-
Classica trafiła na pasek, bo mesha przełożyłem do Amfibii, której się pasek rozpadł... W sumie dobrze wyszło i z classicą i z amfibią
-
No i tak... Lewy przegub poleciał na bank. Z prawej strony poszło gładko, natomiast ta półoś jest gdzieś złamana Końcówka lata jak łopata, lekko się wysunęła przy zdejmowaniu zabieraka i nie szło jej wsunąć z powrotem, miałem kłopot z założeniem sprzęgiełka, bo przecież nie będę dokręcał na siłę. Na koniec po "pomerdaniu" całym sprzęgiełkiem - wlazło. Auto jeździ na rozlaczonych piastach. Oczywiście nie sądzę, żeby to była awaria przegubu. Bo wówczas zablokowalby się jedna półoś, a drugie koło by się kręciło, a mnie bardziej dymiła prawa opona, więc myślę że podczas hamowania oberwał przegub. Zwłaszcza, że wyje zdecydowanie z prawej, czyli dyfer. Autko gotowe do drogi, 11 wyruszam, 12 rano zostawiam auto w Popradzie. Miałem 10. robić te sprzęgiełka, ale mi przyszło do głowy, że jak będzie padać, to jestem w... No tam
-
Pomijając walkę z zatkanym przy remoncie odpowietrzeniem skrzyni, czarny już - odpukać - z 17-18 tysięcy jeździ. Tzn po drodze była wymiana tulejek wahaczy, ale to nie awaria, to od zabaw w terenie 😊 Jak mówię. Nie chcę oskarżać kogos bezzasadnie, a już na pewno nie imiennie, ale niestety mam poważne podejrzenia, że tym razem to mechanicy próbowali mnie zabić Oni z reguły robią - a jakże - Patrole, a tam to jest inaczej skonstruowane. Poczekam na opinie z Popradu jak to rozbiorą, ale niestety obawiam się, że to dokręcenie nakrętki na wałku ataku na szybko, bez regulacji spowodowało awarię. Bo objawy pasują idealnie do za mocno dokręconej nakrętki. Wypisz wymaluj - nic nic nic i nagle jeb, jak "gunshot" jak to pisał Amerykanin. I to dokładnie tak było.
-
Tak, słyszałem że w nowych autach ponoć przestaje być... Ogolnie mnie to cieszy, że Alfa jest ciut przestarzała...
-
U mnie z tymi z tymi trybami jazdy w Alfie... W trasie neutral się sprawdza. Ekonomiczny jest do bani, bo co chwila rozłącza napęd żeby oszczędzić paliwo i często robi to pochopnie. Wkurza to trochę, a oszczędność żadna, pali tyle co na neutralnym. A ogranicznik momentu obrotowego to mam pod butem... Do miasta często przełączam na dynamic, bo na neutralnym trzyma tak niskie obroty, że źle się jeździ, zawłaszcza pod górę, gdzie usiłuje zrobić podjazd na 1400 obrotach, a jak się mocniej depnie, to wprawdzie zredukuje, ale zaczyna też przyspieszać. Niby można powiedzieć, że wobec tego 1400 wystarczy do utrzymania prędkości i wszystko gra.. Dopóki nie posłuchajcie pracy silnika w tych warunkach 😀 A start/stopu ponoć oficjalnie nie można trwale wyłączyć, ale nieoficjalnie i owszem. Choć co za problem zaczynac jazdę od naciśnięcia przycisku?
-
Można, ale nie chcę jeździć niepełnowartościowym autem. To jak niedziałający automat w zegarku, jeden nakręca ręcznie i używa, drugi nie zdzierży i ja jestem w tej drugiej grupie... Plan jest taki, że tam zajrzą, wycenią i ustalimy co wymieniamy i za ile, bo bez rozebrania nic się nie wymyśli. Minus że daleko, plus, że części mają na miejscu...
-
UAZ umówiony na naprawę w Popradzie. Będzie ciężka logistyka, ale naprawdę nie widzę innej opcji. Musi się tym zająć serwis, który zna te auta, bo naprawdę można zginąć.
-
Najgorsze, że temat miał być... ...a nie jest ani łatwy, ani miły... Ani specjalnie towarzyski. Także kończę póki co. Jak będą jakieś wieści z Popradu to wrzucę, natomiast pora chyba zakończyć sagę o UAZie, bo jeszcze o ile festiwal sp*lenia w wykonaniu Uljanowskiego Zawoda można uznać za zabawny czy tam tragikomiczny, o tyle to... VID-20250901-WA0004.mp4 ...to wcale nie jest żart i po prostu mam tego już powyżej uszu.
-
Czekam na szacunkową wycenę remontu mostu z UAZa w Popradzie Zrobię chyba tak, że założę na most przedni sprzęgiełka, żeby mi się nie zablokował po drodze i pojadę do Popradu na kołach. Bo laweta to znów kupa kasy. Tylko zobaczę, bo jak mi powiedzą np 2000 euro (a nie jest to nierealne) to odpuszczę i sprzedam to auto. Już się tego nie dowiem, ale pomysł żeby jeździć z nim do Popradu niestety chyba był dobry. Byłoby to uciążliwe, ale jak widać za komfort płaci się za dużo.
-
Nie mam gdzie naprawiać. Musiałbym go zawieźć do UAZa w Popradzie. Niestety to są auta, które wbrew pozorom wymagają pewnego know-how i po prostu nie ma tu komu takiego auta powierzyć, bo trzeba by tam z nim potem siedzieć i patrzeć na ręce. Ja tak sobie myślałem, co będzie jak za mocno to skręcą, ale pomyślałem, że już popadam w paranoję. Naprawdę, moglem to samemu zrobić W sądy się nie będę bawił. Juz nawet pomijając kwestię, że jedynym dowodem, że to oni robili ten uszczelniacz jest SMS w telefonie, to byłoby z tym bardzo dużo zachodu, kosztów a i przyjemność wątpliwa. Po czym finalnie pewnie i tak by się okazało, że ciężko jednoznacznie stwierdzić, że przyczyną awarii było nieprawidłowe dokręcenie nakrętki.
-
Wygląda na smutny koniec. Popisałem, pogadałem, niestety wszystko pasuje. Objawy, "timing" tych objawów. Jesli nakrętkę po wymianie uszczelniacza dokręcili "pneumatem", a pewnie tak władnie zrobili, taki jest efekt - most do remontu. Jak pisałem. Koszt takiego remontu to grube tysiące złotych. Niestety nie wyłożę takiej kasy. Nie warto. Zresztą... Komu mam teraz zaufać? Sam sobie tego remontu pod blokiem nie zrobię. Teraz mam jednego 💩UAZa, z którym były ciężkie przeboje, a jednak dalej jeździ i drugiego, który w sumie poważnych problemów nie miał, za to wykończyła go prosta naprawa uszczelniacza. Myślę, że pora oba sprzedac i zakończyć temat, bo tak się po prostu nie da. Przecież gdyby mi to p*ło na autostradzie, byłaby tragedia. A najgorsze, że jeśli moja teoria o nakrętce jest prawdziwa, to błąd w naprawie głupiej uszczelki mógł doprowadzić nawet do katastrofy. Oczywiście. Ja tego jeszcze nie wiem na 100%. Trzeba otworzyć most i zobaczyć czy faktycznie poległo łożysko na wałku ataku. Tylko do tego musiałbym znaleźć kogoś, kto mi to komisyjnie pomoże rozebrać, a to wcale nie taka prosta robota, żeby się tam dostać. Trzeba zdjąć hamulce, piasty, wyjąć półosie i dyferencjał. Ale tylko tak mógłbym się przekonać na pewno, co tam się w tym moście stało, bo niestety nagle zablokowanie się kół to sprawa bardzo gruba. Zeby nie powiedzieć kryminalna.
-
Dalej czytam i dalej się nie spotkałem, żeby zablokowało koła, ale znalazłem kilka przypadków innych samochodów, gdy zbyt mocno dokręcona nakrętka na wałku ataku spowodowała po krótkim czasie nagłą awarię łożyska stożkowego. Objawy podobne - bez żadnego ostrzeżenia strzał i makabryczny pisk. Różnica taka, że u mnie pisku nie bylo, bo się koła całkiem zablokowały. Tylko nie pasuje mi to, że gdyby było za mocno dokręcone, to jednak powinno się grzać, a ja po pierwszej trasie dotykałem brzegu flanszy czy nie ma na niej oleju i gorąca chyba nie była. Tylko ja głowy nie dam, że dotykałem po trasie, a nie następnego dnia rano. Tak szczerze mówiąc to nie wiem, co zrobić. Nie mam ochoty go naprawiać, zwłaszcza, że remont przedniego mostu to kupa kasy, do tego brak części, niestety wygląda na to, że go sprzedam jak stoi jako uszkodzony. Bo po nagłym zablokowaniu mostu przy 40km/h powinno się w zasadzie wymienić wszystko, dyfer, półosie, łożyska, wszystko może mieć uszkodzenia zmęczeniowe i pęknąć za moment. W zasadzie cały nowy most powinien wlecieć. A most to z dychę kosztuje plus robocizna. No i... żaden sklep nie ma go na stanie. Ani mostu, ani kompletu części. Obawiam się, że przez prostą naprawę głupiego uszczelniacza z niezłego UAZa został mi bezwartościowy grat Teraz to strasznie żałuję, że sam nie wymieniłem tego uszczelniacza. Przynajmniej bym mógł mieć pretensje do siebie.
-
Jest tylko kłopot, że to się kupy d... Nie trzyma. Tzn oglądam te schematy i absolutnie jedyną opcją, żeby całkowicie zablokować oba przednie koła jest blokada na odcinku zazębienie wałka ataku z dyfrem - łożyska walka ataku mostu - wał kardana - łożyska wałka w reduktorze. Zablokowanie jakiejkolwiek zębatki reduktora spowoduje blokadę całego napędu, bo one wszystkie non stop pracują, a blokada za główną zębatką dyferencjalu spowoduje albo zablokowanie tylko jednego koła, albo całość się będzie kręcić, tylko mechanizm różnicowy by nie działał... Takie zachowanie mozna by wytłumaczyć no pęknięciem zęba (czy innym odłamkiem metalu) blokującym zazębienie. To by nawet miało sens, bo na wstecznym by wyleciał i się odblokował. Tylko skąd luz i wycie? To jaki byk wygląda na łożysko, ale czy rozsypane łożysko mogłoby zablokować koła? W moście jest podwójne stożkowe, zatem w zasadzie niemożliwe, żeby się aż tak rozsypało. W reduktorze są kulkowe, to prędzej ale musiałoby się całkowicie zdezintegrować, a teraz "tylko" trze i wyje? No i luz mam na wejściu do mostu... Chyba że któreś z łożysk oberwało przy okazji od naprężeń...
-
Miałem już nie pisać, bo ewidentnie gadam tu ostatnio sam ze sobą. Nie żeby mnie to dziwiło, kogo obchodzi spalanie UAZa. Natomiast mam dla was nową historię, tym razem z pomarańczą, która pozazdrościła 💩 i postanowiła w ułamku sekundy przebić 💩 w wyścigu do tytułu samochodu stulecia. Pojechałem moim cudem techniki mianowicie na Słowację, w góry... Dojechał dziarsko, wszystko super. Następnego dnia rano odpaliłem i jadę. Ujechałem kilka kilometrów i wjechałem do wsi. Słowacja, wiadomo, jeździmy grzecznie, do tego zakręt na zjeździe w dół, jechałem może 40, może 45. I nagle J_E_B. Dosłownie coś... No je*ło. Oba przednie koła zablokowane, dym z opon - super. Zjechałem sobie na plac, bo akurat był. Wychodzę, smród spalonej gumy jeszcze się unosił, otwieram maskę - git. Wsiadam, wrzucam wsteczny, ruszył, do przodu - pojechał. Zatrzymałem i sprawdziłem reduktor - działa. Natomiast jak zapiąć przód podczas jazdy - wycie potępieńcze. Myślałem, że to coś w reduktorze, ale nie, to dyfer. Zresztą całkowite zablokowanie osi bardziej brzmi jak dyfer niż jak reduktor. Bo łożysko w reduktorze chyba aż tak się nie rozleci, żeby zablokowac koła? A gdyby to była zębatka to zablokowalby się cały napęd i silnik by zgasł... Auto ze Słowacji wróciło,natomiast jechało się świetnie. A4 mijałem bocznymi drogami max 60km/h. Dodam, że na wałku ataku wyczuwalny jest luz osiowy, więc ewidentnie rozsypał się przedni dyfer. Tylko jak to się ma do niedawnej wymiany jego uszczelniacza? Czysty przypadek, że akurat rozsypał się most, w którym robiony był niedawno uszczelniacz? Tzn nie wierzę, że można wymianą uszczelniacza doprowadzić do katastrofalnej awarii mostu, raczej bym się zastanawiał, czy awaria uszczelniacza nie była tylko wierzchołkiem góry lodowej. I co już całkiem dziwne. To wycie i tarcie brzmi jak totalnie rozwalone łożysko, a most włączany jest bardzo rzadko. On tylko pracuje sobie biernie, kręcąc się praktycznie bez obciążeń. A jednak się rozsypał. Czemu? I na koniec. Warto jednak mieć sprzęgiełka na kołach. Można by je rozpiąć (o ile by przeżyły takie zablokowanie się kół, bo mogłyby się same rozpiąć na wieczność) i jechać sobie z całkowicie rozłączonym mostem, jak gdyby nigdy nic... Naprawdę są to dobre auta. Myślę, że więcej dowodów nie trzeba 👌
-
Dziś wygrałem zakład sam ze sobą. Zrobiłem ok 350km na ok 35l benzyny w stylu PRLowskiego ecodrivera w Autosanie. 10l/100km bez żadnego naciągania. Bardzom zadowolony... 🤗
-
Sucho. Ja to nawet lubię detektywistyczny element tego hobby. Cały czas się zastanawiałem, że jak na tak intensywny wyciek, bo kałuża naprawdę sporawa, to płynu ubywało dziwnie wolno, a to po prostu był wyciek u samej góry, czyli tracił jednorazowo troszkę płynu i dalej już nie kapało. To wtedy te ilości, które dolałem zaczynają się zgadzać, bo przez te pół roku dolałem koło litra...
-
Super film. Jaś poleca
-
Może, choć to mało prawdopodobne. To raczej nie jest element przesadnie łatwy do uszkodzenia... Zdjęcie z czarnego... Albo się komuś nie chciało wsadzać tego z powrotem, albo zwyczajnie o niej zapomniał. A czarny z wydechem zawiniętym w kebab był dziś odebrać swój - mam nadzieję - nowy wydech. Piszę mam nadzieję, bo jest to oryginał i powinien pasować, ale czy będzie to się okaże... Środkowy trzeba będzie dobrac uniwersalny, bo w Polsce nie znajdziesz... Dodam, że "śwagrowa" naprawa się sprawdza, auto zrobiło już tak 500km 😆
-
Chyba mam. Teraz wróciłem po 6 godzinach i znów kałuża pod autem. Ale lokalizacja wskazuje, że choćby skały kupciały, musi to się lać z układu chłodzenia, bo nie ma bata, żeby olej dostawał się na ramę, a na silniku, skrzyni etc nie było ni kropelki. Zatem to po prostu płyn z układu chłodzenia, który dodatkowo zgarnia resztki oleju z ramy. Wsadzić tam łapę było masakrycznie trudno, ale wymacałem, że mokry jest trójnik łączący 3 przewody, natomiast najpewniej winne jest dokładnie wejście do nagrzewnicy, bo cały ten przewód też (chyba) był mokry. Piszę chyba,bo przecież sprawdzałem mokrymi palcami. Oby tak było, bo tam jeszcze idzie się dostać, a do wspomnianego trójnika to "szczęścia, zdrowia, pomyślności". Pojechałem 2 przecznice dalej do narzędziowni (w osobie 💩UAZa). Po otwarciu maski - trójnik i przewód mokre. Dokręciłem, wróciłem, sucho. Czyli chyba trafiony. Nie wiem, czy zatopiony, bo dokręcać musiałem kluczem z przedłużką i nie dokręcałem "na pałę", żeby nie urwać. Zobaczymy na ile to pomoże...
-
To jednak po prostu woda. Zbiera po drodze olej z ramy. Dziś jest sucho to i auto jak pieprz suche. Wkurzyło mnie natomiast to odkrycie, że brakuje osłony. Ja tego nie rozumiem, że można zdjąć osłonę i ja wyrzucić - toż to szczyty niedbalstwa. Pewnie szkoda było kolejnych paru minut roboty.
-
A pomarańcza ma ewidentnie wyciek, tylko nie wiem skąd. Po każdej, nawet krótkiej trasie cały wspornik skrzyni i kawałek ramy jest mokry i z niego kapie. A najgorsze, że nie wiem, czy to sam olej, czy olej wymieszany z wodą (lub płynem z układu chłodzenia), a jeśli wymieszany, to czy to ten stary olej rozchlapany przez przedni wał, czy nowy olej z silnika? Ani też nie wiem skąd to się bierze. Po prostu nie wiem. Skrzynia sucha, skrzynia rozdzielcza sucha, silnik suchy, po odpaleniu siedziałem pod autem z 15 minut czekając aż gdzieś zacznie coś kapać i nic. Nie wiem czy to wyciek, który pojawia się tylko podczas jazdy, gdy ciśnienie oleju jest wysokie? I skąd, bo tam, gdzie da się wsadzić rękę, jest sucho. Olej mam tylko na ramie i wsporniku skrzyni. Normalnie dramat z tymi autami. Jeszcze po drodze wyszło, że brakuje osłony podwozia, akurat w sam raz tej pod katalizatorem. Mam nadzieję, że Tarmot takową ma, a jak nie to pożyczę z czarnego, on już i tak za długo nie pociągnie... Choć z drugiej strony kto go tam wie, aktualnie on ma tylko walnięty tłumik, a pomarańcza leje Bóg wie czym Bóg wie skąd 🤦
-
Pamiętam historię rodzinną. Dziadek dawno dawno temu wygrał na loterii Wartburga, więc pieniądze odłożone na samochód mógł wydać i... Kupił w Koscielisku działkę z podmurówką. Za cenę Wartburga. Widzę, że powoli czasy, gdy nowe auto mogło być tanie i przystępne powoli odchodzą do przeszłości.
-
A ja to wiem, ale niektórzy chyba nie. Ogólnie dyrektor mojej podstawówki powiedział kiedyś "bo ja tak chcę i ja tak mogę" i to w pewnym sensie stało się moim mottem. Ale od rodziny już słyszałem, żebym nie przyjeżdżał UAZem, bo ludzie pomyślą, że mnie na porządne auto nie stać 🤣🤣🤣
-
Zalezy do czego jest potrzebne auto. Jak ma być czysto użytkowe, to premium nie ma sensu. Zasadniczo jeździ się tak samo, choć czasem łatwiej zawalidrogę wyprzedzić czymś mocniejszym... Ale różnice w eksploatacji są dużo mniejsze niż różnice w cenie. Premium jest dla tych, co są gotowi wydać dużo więcej, żeby mieć trochę lepiej. Niektórzy też lubią oznajmiać autem, że mają kasę i ich stać, na pewnym poziomie nie wypada jeździć zbyt tanim autem (nie powodzi się ) Oczywiście właściciele premium pewnie się nie zgodzą, ale ja to tak widzę. Tak samo do Wenecji dojechałem Fiatem Stilo, Kia Rio, dwoma Subaru, Alfą i tak samo bym dojechał BMW czy Maserati. Różnice w komforcie podróży... Są, ale moim zdaniem nie jakieś kosmiczne. UAZem byłoby gorzej, ale mówimy chyba o samochodach osobowych, nie traktorach... I na zakończenie - tyle razy już mnie ktoś obił pod sklepem, że w życiu nie pojadę na zakupy czy do centrum miasta drogim autem. Ja mam od tego czarnego grata i mogą sobie o niego swoje auta uszkadzać jak lubią 😆
-
Mechanicy na urlopie, tłumik złamany, a robić trzeba. Parę metrów taśmy, kawałek aluminiowej puszki, kit do wydechów i wyszedł jakby kebs w cieście... Jeździ? Jeździ. Znalazłem ten wygięty kawałek rury i za parę dni będę go miał, tylko jeszcze mechanik musi z urlopu wrócić. Na razie taka douaźna naprawa...
