Odebrany, jeździ, nie leje.
Czyli (tym razem jeszcze) nie silnik, ale nie mam wątpliwości, że ta chwila 5ez kiedyś nastąpi.
Bo - wiem, pisałem, ale zdania jakby co nie zmieniłem - uszczelnienie kanału napinacza ma fatalną wadę w projekcie, i to taką wieloplaszczyznową.
Pierwsze - zwykła, byle jaka uszczelka, drugie - bez żadnego frezu, który by uszczelkę trzymał na miejscu i trzecie - śruby mocujące pokrywę do bloku są dość daleko i kanał znajduje się w miejscu relatywnie słabo dociśnietym. Pewnie trzeba by to policzyć, ale na chłopski rozum (i nie tyło mój) jak się już upierać przy 💩uszczelce, to mozna by dołożyć trzecią śrubę łącząca pokrywę z blokiem, jakby na zewnątrz od tego kanału.
Bo ta uszczelka zawsze pęka tak samo - zostaje oderwany jej fragment w miejscu najsłabiej ściśniętym między pokrywą a blokiem - niestety jest to na zewn. powierzchni silnika. Moze gdyby była tam dodatkowa śruba, to uszczelka nie byłaby tak podatna m na działanie ciśnienia oleju...
Myślę, że dodatkowe łączenie gdzieś w kółku by sprawę załatwiło.
Jak widać, śruby są tak daleko, że nawet nie widać otworu. Tzn jeden chyba jest w zasięgu (tylko źle widać), ten po lewej od kanału, natomiast po prawej śruba jest daleko. Co może też tłumaczyć, dlaczego zawsze uszczelka pada przy dolnym, a nie przy górnym napinaczu, gdzie śruby są bliżej.
Muszę powiedzieć, że jest to jednak w pewnym sensie okropne, po każdej trasie patrzeć, czy się coś nie leje.
Pod tym względem uaz nie dorósł do czasów cywilizowanej motoryzacji nie w sensie technologicznym (tzn też), ale o wiele bardziej w sensie mentalnym.
Bo 469B w latach 70-tych zdecydowanie nie odstawał swoim "ogólnym" poziomem od innych samochodów, jak Hunter od współczesnych konstrukcji.
Nic, póki co jeździ i to najważniejsze.
Tylko sprzęgło znów ma dzisiaj gorszy dzień 🤦🤦🤦