Moranbong to marka, o której mało kto słyszał. Zegarki Moranbong produkowała fabryka w Pyongyangu w KRLD, prawdopodobnie w latach 1970-80tych.
Piszę prawdopodobnie, ponieważ KRLD to kraj raczej zamknięty i o rzetelne, sprawdzone informacje cieżko.
Zegarki te byly wyposażone w kopię szwajcarskiego mechanizmu (bodaj ES 96) i - delikatnie mówiąc - nie słynęły z jakości.
Cieżko to jednak zweryfikować, bo na "zachodzie" egzepmlarze oryginlanych zegarków z tamtych czasów w swoich kolekcjach mają nieliczni.
Ostatnimi czasy pojawiły się natomiast nowe zegarki marki Moranbong, do kupienia np na aliexpresie, o któryuch wiadomo, ze są kwarcowe, że wyglądem przypominają dawną produkcję i że - choć niektóre mają nawet napis "MADE IN D P R K" - nie wiadomo właściwie skad pochodzą i kto je robi.
Oczywiście głownymi podejrzanymi są - a jakże - Chińczycy.
Zegarki mają wyglad - jak wspomniałem - zbliżony do dawnych Moranbongów, czyli mamy tu klasyczny "azjatycki" zegarek, w stylu żwychłych modeli Seiko czy (zwłaszcza) Orienta.
Oczywiście zaraz nasuwa się pytanie czemu w ogóle ten wynalazek kupiłem. Odpowiedź?
Nudzę się. A jak się nudzę to szukam wrażeń i tak napotkałem na swojej drodze markę Moranbong i dyskusję o współczesnych produktach tej marki, które jedni uważają za gadżet, drudzy za podróbę.
Nie mogłęm zatem wytrzymać i chciałem jakoś dorzucić swoją cegiełkę do tej opowieści. Czas na zakup oryginału - mam nadzieję - nadejdzie, a póki co - TADAM! - wspólczesny kwarcowy Moranbong.
Jest jeszcze (IMO atrakcyjniejsza) wersja z datownikiem (i napisem MADE IN D P R K), ale wybrałem toto, bo przeczytałem, że tej bransolety nie można przegapić. Tamten występuje na skórzanym pasku.
Zatem wziąłęm wersję bez daty, za to z bransoletą. I jedziem z recenzją!
Jak wspomniałem - klasyczny azjatycki zegarek na bransolecie. W klimacie najbliżej mu do mojego Citizena. Koperta stalowa z wyróżniającym się grubym i ciekawie - trójpłaszczyznowo - szlifowanym mineralnym szkliełkiem.
Kształt i proporcje klasyczne, natomiastw kwstii wykończeń warto zwrócić uwagę na koliste szczotkowanie przedniej powierzchni koperty.
Szczotkowany jest również dekiel, pozostałę powierchnie (w tym pierścień przy szkle) wypolerowano. Krawędzie - poza tymi między uszami koperty - mocno wyoblone, bez ostrych kantów.
Jakosć szczotkowania jest co najwyżej przeciętna, natomiast daje to całkiem fajny efekt i - mimo raczej kiepskiego wykonania - uwazam to za dużą zaletę.
Dekiel ma laserowy grawer i jest szczotkowany - również w kółko i również przeciętnie.
Jest zakręcany, posiada uszczelkę, natomiast nie zakręca suię idealnie równo pozostawiając z jednej strony szczelinę szerokości włosa. Niby nic, ale nie za dobrze świadczy o precyzji wykonania czasomierza.
Na koniec warto wspomnić o malutkiej koronce bardzo trudnej do wyciągnięcia. Fakt - to zegarek kwarcowy - do tego bez daty - wiec teoretycznie koronka będzie używana bardzo rzadko. Jednak osobiście uwazam, ze albo powinna mieć większą średnicę, albo mniejszą wysokość, bo taka, jak jest, wydaje mi się nieco nieforemna. tzn za mała do wielkości całego zegarka, a za wysoka by uznać to za celowo zastosowaną małą i płaską "schowaną" koronkę - jak choćby we wspomnianym Citizenie.
Danych o wodoszczelnosci brak, ale obecnośc uszczelek wskazuje, że na pewno deszcz nie powinien zegarkowi zaszkodzić.
Tyle o kopercie, pora na bransoletę.
I od razu zrobię trochę "spoilera" - tak, warto było kupić wersję na bransolecie, bo bransolety tak złej nie widziałem nigdy, a widziałem (i wyrzucałem) ich trochę.
Sam projekt bransiolety to również klasyka. Bransoleta ze zwijanej blachy, klamerka szczotkowana z naniesionym logo. Szczotkowane są również zewnętrzne częsci ogniw, centralne - polerowane.
Szybko można zauważyćresztkipasty polerskiej na ogniwach, ponadto szczotkowane elementy mają paskudne zadrapania przy kantach, jakby maszyna wykonująca szczotkowanie zepsuła się i drapała metal (bo serio wygląda to jak po spotkaniu z pilnikiem do metalu...) :
Mamy także widoczne zadziory pozostałe po obróbce, a boczne powierzchnie są po prostu niewykończone. Tylko spiłowane i już...
Ponadto klamra nie ma zabezpieczeń, odpina się przy byle zahaczeniu o ubranie i jeśli mam znaleźć jakąkolwiek zaletę tej bransolety, to chyba tylko to, że nie jest ona zintegrowana z kopertą. Można ją odpiąć i dać pod walec.
Jest to po prostu nieopisany dramat i naprawdę cieżko uwierzyć, ze ktoś w ogóle wypuścił takie coś z najpodlejszej nawet fabryki wyrobów zegarkopodobnych.
I tym oto sposobem dotarliśmy do tarczy...
I tu od razu powiem, że ta jest zaskakująco... dobra.
Fakt - mamy tutaj uderzający brak odstępu między slowami PYONGYANG i KOREA (w oryginalnych mechnicznych Moranbongach odstep był), do tego w niektórych znanych egzemplarzach występuje literówka (PYONSYANG).
Tym bardziej wskazuje to na chińskie pochodzenie współczesnych Moranbongów, bo gdyby były robone w PYONGYANGu, to chyba pisaliby to poprawnie, skoro kiedyś już umieli .
Jeśli jednak pominiemy błąd w napisie, tarcza jest naprawde całkiem ladna. Ładne szczotkowanie, farba bez defektów, indeksy godzinowe wyglądają na nakładane (!!!), luma nałożona ładnie, wskazówki zupełnie przyzwoite, choć mogłyby być wypolerowanie nieco lepiej, ale ogólnie... ładna tarcza, naprawdę. Poza szkłem to drugi mocny punkt tego zegarka.
Fakt - luma kiepściutka, ale ogólnie tarcza jest zupełnie dobra, podoba mi się.
BTW - farfocel na szkle od wewnątrz, żebyśmy czasem nie zapomnieli, że to tandeta
Czy czas na podsumowanie? Ano nie.
Rzadko to robię, bo zegarek jest fabrycznie nowy, a te otwieram tylko gdy bardzo muszę.
Tutaj w zasadzie nie muszę, ale kupiłem go w celach dokłądnych oględzin, więc od początku wiedziałem, ze zajrzę pod dekiel...
Na wewnętrznej stronie dekla taka pieczątka, a pod deklem...
...o dziwo MIYOTA. Piszę o dziwo nie dlatego, ze to drogi mechanizm, bo drogi absolutnie nie jest, ale dlatego, że spodziewałem się jednak czegoś gorszego.
Oczywiście, te podstawowe Miyoty trafiają raczej do tanich zegarków, ale nie nazwałbym ich szmelcem.
Zdecydowanie jest to zaleta - jeśli już ktoś (nie wiem, po co) zdecyduje się na zakup współczesnego Moranbonga, przynajmniej nie powinien mieć z nim problemów.
I co?
I... szczerze mamy tu całkiem przyjemny z wyglądu azjatycki zegarek, który po zdemontowaniu tej abominacji, jaką jest fabryczna bransoleta, i założeniu np ładnego paseczka (co też zamierzam uczynić mimo pierwotnego zamiaru pozostawienia tego dzieła sztuki w nienaruszonym stanie) moze być zupełnie przyjemnym EDC.
Przyzwoity mechanizm powinien być bezawaryjny, uszczelki posiada, to na deszczu nie zamoknie, a tarcza pod szlifowanym szkłem wygląda bardzo atrakcyjnie.
Minusem jest tu jednak cena (ponad 350zł), którą - za tandetną kwarcówkę - nazwałbym zaporową.
Oczywiście placimy sprzedawcy za "fajną" markę, bo realna wartość jest sporo mniejsza.
Miło by też było, gdyby wśrodku cykało coś mechanicznego, choćby zwykły Tongji 7120, ale - po moich niekończących się przygodach z tanim Shanghaiem - uważam, że kwarcowa Miyota to pewniejszy napęd niż tani chiński badziew
Ogólnie - pewnie znów usłyszę, że nie mam co z kasą robić - ale nie żałuję zakupu. Przeciwnie, dokupię mu pasek i ma to szansę być jedynym "kwarcokiem", którego polubię.
Bo przy wszystkich oczywistych wadach i ogólnej tandetności on... ładny jest, po prostu
Zdjęcia na pasku wkrótce, w poniedziałek pasek ma być w paczkomacie i mam nadzieję, że trafiłem z dopasowaniem