-
Liczba zawartości
6751 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
13
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez pmwas
-
A co do serwisowania... Może ASO UAZa w Popradzie - mimo aktualnych problemów - działa? Bo naprawdę nie wiem, gdzie go zawieźć...
-
Pomarańczowy już po kolejnych testach na drodze. Jak pisałem, wibracje na ciepłym napedzie się zdarzają, ale nie skacze jak żaba przy ruszaniu. Czasem jest kłopot, żeby podczas hamowania przed skrzyżowaniem czy rondem wybić dwójkę - siedzi ciut za mocno (ciekawe na jakim biegu był, gdy zaliczył drzewo?). Auto suche, nic nie cieknie poza minimalnymi wyciekami z układu chłodzenia. Podczas odpalania coraz częściej zgłaszał "brak komunikacji z modułem ABS". Najpierw na tyle rzadko, że nic z tym nie robiłem, ale ostatnio coraz częściej i coraz bardziej uparcie, więc zdobyłem się jednak na odwagę i rozpiąłem złącze. Nie umiałem nigdzie znaleźć, jak się to rozłącza, ale na koniec okazało się łatwo. Po spryskaniu styków "kontaktem" póki co błędu nie zgłasza... Wygląda to zresztą na taką błachostkę, bo choć trzeba było najpierw 2x, a potem nawet i 5 włączac zapłon, żeby kontrolki zgasły, to potem już podczas jazdy było zawsze ok, nigdy nie zapalaly się podczas jazdy, a czytałem, że uszkodzenie samego modułu to raczej własnie komunikat o awarii po nagrzaniu, podczas jazdy. Pierwszy raz pokazało się w srogim deszczu, więc może to po prostu wilgoć. Bo modul ABS w Hunterze jest zlokalizowany w przednim lewym kącie komory silnika na górze, niezbyt osłonięty... I trzeba jeszcze wyregulować ręczny, bo łapie na ostatnim ząbku i słabo do tego. Oby ten błąd ABS nie wrócił, bo auto wygląda na - w pewnym zakresie norm - całkowicie sprawne. Na benzynie ładnie, na LPG ładnie, oświetlenie sprawne, nawet regulacja świateł działa.
-
Ze jezdzą tam gorsze złomy to fakt. Ale to chodzi o przepisy bodaj homologacyjne. Kiedyś było głośno o panu, który sobie chciał nowego Defendera (tzn poprzedniego Defendera) sprowadzić jako używane i auto skończyło w zgniatarce... Tam się da sprowadzić UAZa, ale starego.
-
Tylko o ile wiem próba wwiezienia tego do USA może się skończyć w zgniatarce 😱
-
Gdyby mi ze skrzyni nie kapało na leb, to bym rozważył... Jak mówię, Tarmot zabiera grata i dobrze. Pojeździłem pomarańcza i... Tak będzie dobrze. Tylko jeszcze nie wiem, jak rozwiązać temat zimowej soli w przyszłości...
-
Wizualnie z zewnątrz - z tych dwóch bardziej Volvo. Choć gdyby pytanie dotyczyło marki, a nie modelu, to MB.
-
-
Dziś dwa zegarki. Jeden ciekawszy z przodu, drugi z tyłu
-
Oj nie, oj nie... Naprawdę - ja sądziłem, że robią co mogą, tylko auto jest tak daremne. Ale powiem tak. Gdyby uslyszeli, że wlazłem pod spód, to pewnie wiedzieli by, co tam zastałem. A jeśli nie, to już sam nie wiem, co gorsze...
-
Przyjadą sobie po niego i jedzie. Koniec jest nieco gorzki, ale może oni to coś jeszcze z niego ulepią. Dodam, że wieść o sprzedaży kacapa wywołała w całej rodzinie duży entuzjazm... Tylko teściu trochę zawiedziony. Ogolnie... Nie żałuję, całkiem fajna przygoda była. No i... Jak pisałem. Ten pomaranczowy ma taką samą przypadłość z wibracjami na ciepło i wbrew pozorom może to i dobrze. Bo tak to byśmy pomarańczę tak rozgrzebali jak tego czarnego złoma, a jednak to zupełnie inne auta o zupełnie innej - szeroko rozumianej - wartości. Tego sobie zepsuli i trudno, a tego to by było bardzo szkoda... A na pewno bym nie odpuścił wibracji w nowym aucie i bym grzebał...
-
Poszukam, ale wiesz. Tu w Katowicach też było drogo, często długo, a efekty jak widać. Jak tu kogoś znajdę, to spoko, ale ci też mieli być dobrzy. Że niby spece od 4x4. Może. Ale tego 4x4 ewidentnie nie ogarnęli. Może się mylę, ale wydaje mi się, że gdybym ograniczył się w czarnym do przeglądów, naprawienia wycieku oleju z silnika i nie ruszał całej reszty, to być może jeździłby dalej tak źle jak na początku, ale ogólnie byłby w stanie lepszym niż jest. Bo chyba lepsza skrzynia z padniętym 1 synchrem, niż lejąca metalicznym olejem😒 Nijak nie umiem też zrozumieć nagłego, skokowego pogorszenia się stanu skrzyni i wycia przeniesienia po remoncie reduktora. Nie pykło to i już, a - od czego zacząłem - wcale nie było ani krótko, ani tanio.
-
Człowiek mądry - czy tam mądrzejszy - po szkodzie. Wszystko zaczęło się od walki z wibracjami, z którymi i tak się nie wygra. Przy wymianie sprzęgła poprosiłem o zmianę oleju w skrzyni i reduktorze i się zaczęło. W reduktorze było za mało oleju, to się łożyska pozacierały. Przed remontem reduktora skrzynia zgrzytała, ale chodziła znośnie, po zmontowaniu z naprawionym reduktorem zaczeła słyszalnie trzeć, a zgrzytanie stało się już wrecz niemożliwe. Do tego - jak wówczas pisałem - naped wyraźnie wył powyżej 50km/h. Czyli wnioskuję, że musiał tam też być jakis błąd, który finalnie wykończył skrzynię. Potem remont skrzyni i co? Piszczy i trze, a do tego leje olejem. Najlepszą chyba z rad tu udzielonych, bylo żeby zmienic mechanika. Ale ja tak mam, że staram się - mimo licznych złych doświadczeń - wierzyć w ludzi... Ogolnie. Nic to. W sumie auto trochę pojeździło, trochę na siebie zarobiło, straty nie są aż tak duże. A przynajmniej z pomarańczą nie zrobię takich błędów jak z tym. Drobiazgi typu olej - lokalnie, a o grube rzeczy będę się zwracał do Tarmotu, bo jednak dochodzę do wniosku, że tylko oni naprawdę znają te auta i po prostu jak jest gruba robota, to tu można przynajmniej wierzyć w to, że będzie zrobiona dobrze. Bo, choćKrzysiek tam ich nie poważa, to oni jednak składają tego tyle, że przynajmniej mają doświadczenie. I już. Pomarańczę muszę ogarnąć (olej, filtr i uszczelki w oknach) i... Jedziem dalej "wpieriod" !
-
Znow czas, znów jeżdżenie, do tego trzeba by załatwić jednak nową skrzynie, trzeba by zrobić nadwozie i wtedy może by się go sprzedało za porządne pieniądze. Jak to policzyć, za masę zachodu z naprawianiem może udałoby mi się dostać sumarycznie kilka tysięcy więcej. Gdyby wszystko wyszło dobrze, a potem okaże się, że przy montażu nowej skrzyni znów coś się spieprzy i co? Prawda jest taka, że powinienem pojechać do nich, żeby tą skrzynię zrobili na gwarancji. Ale jak sobie pomyślę, że znów będą to 3 miechy trzymać żeby dalej było źle, to jakoś mi się odechciewa. Wygląda na to, że auto pojedzie do Tarmotu. A co z nim dalej będzie... Czy go naprawią, czy przerobią go na dawcę? Czas pokaże.
-
Wlazłem pod spód żeby sprawdzić złączkę. Trudno. Pojechałem 50km na kanał, wlazłem pod. Jak się okazuje, zwarcie złączki również nie zapala lampy. Zatem po prostu w tym układzie nie ma prądu. Przegryziony kabel? Nie wiem, nic ewidentnego nie widzę. Widzę natomiast, że ze świeżo wyremontowanej skrzyni olej kapie mi na łeb, na osłonie jezioro oleju, co tłumaczy smród po trasie. Do tego olej jest wyraźnie metaliczny, czyli skrzynia się pięknie dociera. Kiedyż to oni byli pod tym autem? 2 tygodnie temu? Śmierdzi dłużej. I co? I nico. Nawet się nie zająknęli. Ja rozumiem, że coś może nie wyjść, że coś trzeba poprawiać, ale nie cierpię takiej nieuczciwości. Wydają auto wiedząc, że jest poważnie niesprawne. Ale jednocześnie wiedzą, że jak to teraz zauważą, to mogę uznac to za ich problem. Ogolnie. Pierniczę. 1. Sprzedaję to jako niesprawne i trudno. 2. Zobaczę jak się będzie sprawowac pomarańczowy 3. Wiem gdzie nie będę serwisował pomarańczowego, jednocześnie nie wiedząc, gdzie go będę serwisował... Po dzisiejszej przygodzie jestem masakrycznie zniesmaczony. Po prostu... Jak tak można? Ja jestem uczciwy, bardzo nie lubię ściemniać, załatwiać itp
-
Tak, tylko ja go i tak muszę sprzedać jako niesprawny, bo ja tego w życiu nie sprzedam jako sprawny. Wolę dostać mniej kasy, a spać spokojnie Wiec sam tego nie ogarne, bo nie mam podnośnika, a przy tych cenach roboczogodziny znów zapłacę sporo kasy za coś, co mi i tak nie podniesie wartosci tego auta. Sęk w tym, ze auto w marcu muisi przejść przegląd, którego w tej sytuacji nie przejdzie, znów muszę organizować całą wyprawę do mechanika, bo niestety tu,gdzie mieszkam nie mam nikogo, komu mógłbym powierzyć to auto, a za chwilę znów się toto zepsuje i znów kolejny kurs. Dzisiaj stwierdziłem, że mam go dość. Zobaczę, może za parę dni mi przejdzie, ale po prostu już mi się nie chce. Mam lepszego UAZa, to sobie będę miał, a ten niech już idzie, bo za dużo z nim problemów, a stan jest jaki jest i lepszy nie będzie. Na razie stoi i będzie sobie stał, bo po prostu nie chce mi się znów pól dnia go odwozić i kolejne pół dnia przywozić, bo transportem publicznym to niestety cała wyprawa.
-
Dogrzebałem się od góry, luzne nic tam nie jest. Natomiast jest tak tak mało miejsca, że żeby cokolwiek tam próbować robic, trzeba będzie spuścic skrzynię na dół. Mówiąc szczerze, to chyba nie mam już ochoty znów turlać się do mechanika. Przecież on co 2-3 tygodnie tam kursuje. Trzeba chyba podjąć tą decyzję i sprzedać toto jako niesprawne. Że stratą i trudno. 30000km nim zrobiłem, zawsze coś. Bo doprowadzić to do stanu pełnej sprawności (rozumianej jako zdolność przejścia przeglądu) to po prostu niewykonalne.
-
Oglądałem zdjęcia skrzyni. Dostęp do czujnika będzie trudny. Jest na górnej powierzchni do tyłu od wybieraka. A swoją drogą zastanawiam się, czy on po prostu się nie wykręcił, bo od jakiegoś czasu szukam przyczyny, że skrzynia po trasie wyraźnie pachnie ciepłym olejem przekładniowym, może tam jest nieszczelność?
-
Jakość elektryki w tym aucie jest taka, że na kilkanaście przypadków niedziałającej lampy, tylko raz była to przepalona żarówka. Więc statystycznie akurat w tym samochodzie jak coś nie świeci, to prawie na pewno nie z powodu żarówki 🤦
-
Wykrakałeś - pewnie jednak czujnik. Bo posprawdzałem, wymieniłem nawet tą złączkę, nic, zero. Napięcie nawet niższe 10,9V, lampa martwa. Trzeba ogarnąć czujnik...
-
11,6 bo minus dałem tam, gdzie mogłem sięgnąć, w jakąś rdzę wpakowałem Jest szansa, że ten styk jest tak skorodowany, że nie płynie prąd o sensownym natężeniu. Podepnę kabel do złączki i dotknę przy zarowce. Jak się nie zaświeci, to obejdę masę. Jak dalej nic, to trzeba rozgrzebać samą złączkę, a potem czujnik. Złączka niby łatwo. Ale niestety kabel krótki i najlepiej by było na podnośniku, żeby nie leżeć pod zderzakiem... Ale w lampie po drugiej stronie styk był czarny. I dużo było trzeba szorowania, żeby przestał być. Było o tyle łatwiej, że wypadł i mialem go w palcach. A tu trzeba na pół ślepo dłubać... Więc może to styk...
-
Muszę dorwać gruby kabel i zobaczyć czy pomoże obejście + czy masy
-
No i nie wiem 😶 Prąd przed żarówka jest, za żarówką jest. Zwarcia w lampie nie ma, po wyjęciu żarówki za żarówką nie ma, więc płynie przez żarówkę. Musi mieć niewystarczające natężenie, zeby świeciło...
