-
Liczba zawartości
6729 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
13
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez pmwas
-
Ale ponoć poprawili jakość. Ta, jak widać
-
Tymczasem w Giulii zepsuła się prawa lampa. Nie działa ani światło mijania, ani „długie”… Ciekawostką jest, że z powodu awarii musiałem zawrócić z drogi do Ostrawy, bo przecież nie będę jeździł nocą po Czechach z niesprawnymi światłami. Czyli drugi raz (w ciągu roku) musiałem z powodu samochodu dzwonić, ze nie przyjadę. W przypadku Subaru było to 0 razy, w przypadku Stilo 1 raz. Wyglada zatem na to, ze Alfa już na etapie niecalych 2 lat jest bardziej zawodna niż moje dwa poprzednie auta razem do kupy
-
-
Ten moment, na który czekałem Przy zakupie miał niecałe 9200km, więc zrobiłem już drugie tyle. Co czyni mnie „wiekszościowym” właścicielem
-
W pole. Jak to UAZ!
-
Ale auto podobne
-
Znalezione w necie
-
Lepiej nie. Przyjeżdżałaby śmieciarka i by go zabrali 😈
-
A przy tym wciąż są względnie tanie i dostępne. Jedną z największych zwolenniczek zakupu UAZa była znajoma Gruzinka. Tez mówi, ze u nich jest ich sporo i zawsze podziwiała co te auta wytrzymują Choc mówi tez, ze w Gruzji śmieją się, ze kierowcy UAZow to za ziemskie cierpienie niebo mają zapewnione
-
Może. Ale w sumie przejechałem nim już ponad 9000km i u mechanika był dwa razy, w tym tylko raz na lawecie, czyli statystycznie miałby szansę dojechać i wrócić BTW - to już 9200km, co oznacza, ze zrobiłem już UAZem drugie tyle, co miał przy zakupie i teraz jest już bardziej moj niż nie moj
-
Może Jedno jest pewne. Są zwykle auta, są niezwykłe auta, motoryzacyjne arcydzieła i jest UAZ. KIA Rio żony to pierwsza kategoria. Wahała się miedzy Rio, Fiestą a Clio, równie dobrze mogłaby być Fabia czy Polo, ogólnie - jeden pies, obojętne. Dobre do przemieszczania się, do tego taniego. W drugiej kategorii są auta jak choćby moja Giulia. To nie jest zwykle jeździdło. Jest piękna, jest szybka, jest wygodna, cudo. Ale też nie kosztuje tyle, co i30. O arcydziełach nie mówię, bo nie jeździłem i pewnie nie pojeżdżę. Trochę zazdroszczę… ale tylko trochę. I jest UAZ. Okropny, metalowy, przestarzały i przeokropnie fajny. A czy jeździ się tym znacząco gorzej niż „zwykłym” autem? Nie. Porównuję no z Rio czy Punto i wcale się gorzej nie jeździ. Fakt, Rio da się w miarę komfortowo dojechać do Wenecji (sprawdzałem), a UAZem to by była prawdziwa wyprawa, ale autostrada to jedyna droga, na której UAZ odstaje. Na co dzień jeździ się nie gorzej niż zwykłym autem. Jest głośniej, jest drożej (bo pali więcej niż takie Rio, ale już tylko trochę więcej niż Alfa), ale „zwykle” auto to zwykła jazda, a UAZ dostarcza niepowtarzalnych wrażeń. Jest w nim coś strasznie fajnego. Coś, czego nie daje jazda zwykłym samochodem. Tzw. fun. Zabawa. Po prostu. Niby jedzie się mniej wygodnie, bo głośniej i trzęsie, a morda się cieszy 😉
-
Super zabawa. Jeździ się tym bosko. Z jednej strony zaskakująco dobrze, z drugiej jest fun z dołączaniem i rozłączaniem napędu, trzeba nieco więcej koordynacji i „skilla” niż w zwykłym aucie. Ogolnie - bosko. Mam takie przemyślenia, że - biorąc pod uwagę przeznaczenie tego auta - jest to tak naprawdę dobre auto. Tylko okropnej jakości, ale dobre. Slaby punkt? Silnik. Bo reszta to naprawdę nieważne. Nieważne, że skrzynia zgrzyta, że koroduje, że obicie foteli pęka, że mosty sobie trochę wyją, że napęd opornie się zapina, że wszystko brzęczy i trzeszczy, nieważne wreszcie, że tu czy tam ma jakiś mały wyciek tego czy tamtego. Generalnie wszystko mniej lub bardziej działa, jak by nie było - da się dojechać i ogarnąć później. Silnik zdecydowanie jest słabym punktem samochodu, bo wywalenie fontanny oleju pod ciśnieniem skutecznie unieruchamia auto, a w warunkach Syberii to czasem kwestia być albo nie być. A to też nie kwestia jakości, a chyba jednak błędu projektowego. Juz to pisałem - jeśli pominąć koszmarną jakość, UAZ to zupełnie - czasem zaskakująco - dobry samochód. Im dłużej jeżdżę, tym bardziej go lubię.
-
Jeżdżę już drugi dzień w zimowych warunkach UAZem i jest super. Trudno. Będę jeździł, będę mył, jak zacznie gdzieś gnić (tzn bardziej niż teraz) to się wtedy będę martwił i reagował. Z dwojga złego gorzej jak mi Alfa zgnijet. UAZa tez łatwiej umyć od spodu. Ogolnie - jest spoko. Z napędem na 4 po białej drodze idzie jak złoto. Szyby trochę parują, ale to drobiazg. Odpala pięknie i - jak rasowy rus - ładnie pracuje zimny po odpaleniu. Nic nie klekocze, nie cyka, autko na zimę nie narzeka. Obawiam się, ze ten sezon dokończy skorodowany tłumik środkowy, ale on i tak jest już tak brzydki, ze najchętniej bym go wymienił od razu.
-
Bo Alfa to Alfa a UAZ to UAZ. Piękna i bestia, Giulia i Żulia. Ale co do ogólnej konstrukcji to geny mają te same. Oba auta ominęła przednionapędowa rewolucja. I bardzo dobrze Oba mają napęd głównie na tył, silnik wzdłuż, jak depniesz za mocno to idą bokiem, oba są piękne, oba są zajebiste - jazda i jednym i drugim to czysta przyjemność, tylko w dwóch zupelnie różnych odsłonach Alfie w tym miesiącu „stuknie” 40000km
-
Sucho 💪 Na razie zbiorniczek jest ok! Dzis UAZ pojeździł po sniegu i lodzie. Powiem tak… z zapiętym przodem spoko, ale potem myślałem już, ze mam przyczepny asfalt i rozpiąłem przód. Za szybko i zaraz chciał pójść bokiem, jak to rasowa tylnonapędówka Ogólnie - fun jest. Choc wczoraj byłem na Podhalu Alfą i… radzi sobie niezgorzej. Dobrze wyważone i stabilne. Tylko przód automatyka dołącza za pozno i tez lata bokiem… Serio - te auta są tyleż różne co podobne
-
BTW - to chyba najlepze zdjecie kozicy, jakie udało mi się "strzelić"... Raczkowa Przelęcz, rok 2011... O! I takie 2015... Ja mam tyle zdjęć z Tatr, że starczyłoby na dobrego bloga o Tatrach właśnie... żeby tylko czas był...
-
-
Działalność górska (albo raczej dolińska), bo tylko Dolina Koscieliska… Rano było pusto, potem dopiero tłoczniej… Niestety chmury nisko i widoków na widoki brak… Okolo 10:00 doleciałem na Halę Ornak na śniadanie. Zawsze jak idę przez Koscieliską to ruszam głodny, bo śniadanie tutaj jest magiczne… …nawet jeśli to tylko kawa i tosty. W drodze powrotnej postanowiłem zahaczyć o Raptawicką Grań Skręca się w lewo na krótki łańcuch… …dalej jest dość stromo, ale ktoś już tu był i przetarł szlak… Minąwszy grotę obłazkową, dotarłem do Mylnej. Wejscie ozdobione soplami, aż żal było utrącić, ale pomimo starań ze dwa poleciały W środku napotkani turyści poszli dalej, a ja tylko obszedłem wejscie i słynne okna Pawlikowskiego… …i poszedłem z potworem. Latarki brak, ale przede wszystkim - brudno. Raz się taplalem w Mylnej i starczy W drodze powrotnej zaatakowałem jeszcze Raptawicką… Ten szlak nie był przetarty, do tego strzegł go kozieł (siła 16) Ciekawe, z reguły uciekają, a on nie. Żarcia szukał… Bylem trochę zaniepokojony odwagą kozicy, ale spokojnie można było przejść dalej brodząc w sniegu. Nagroda był piękny widok na Halę Pisaną, bo z powrotu po latach nic nje wyszło. Skala była bardzo śliska, rękawiczki przymarzały do łańcucha i odpuściłem atak na samą grotę. Wrócę pewnie latem, ale… i tak było warto
-
"Tymczasem zaś nie zaszkodzi dać tu tę przestrogę, ż Anglicy korzystają ze ślepego innych narodów zaufania, i że corocznie wykpiwają znaczne sumy za najgorsze, jakie tylko znaleść można zegarki, i to tym sposobem: Podług kształtu dobrych swych zegarków chronometrów kieszonkowych, sporządzają tuzinkową robotą sztuki jak najpospolitsze i najlichsze, zaopatrzone jednak w imiona wsławionych jakich mistrzów Londyńskich. Te zegarki wysyłają do portów zagranicznych, wystawiają je tam na sprzedaż jako zegarki na urząd robione i sprzedają po cenach nizkich w porównaniu wartości jakąby miały gdyby pochodziły rzeczywiście z rąk mistrza którego imię noszą; lecz aż nadto drogich w porównaniu ceny po jakiej je nabyto." Cytat powyższy pochodzi z książki Franciszka Czapka "Słów kilka o zegarmistrzostwie", wydanej w Dreznie w roku 1850. Podobnych wpisów w literaturze znajdziemy niemało, wiadomo bowiem, ze do dnia dzisiejszego znajdziemy liczne zegarki udające produkty brytyjskie, w rzeczywistosci nimi niebędące. KOntrowersje natomiast budzi pytanie, czy odpowiedzialni za produkcję tych - ni właśnie - podrób, byli sami Anglicy, czy Szwajcarzy, czy jedni i drudzy pospołu. W XIX wieku było tego bardzo dużo, poczynajac od "zwykłych" zegarków cylindrowych i kotwicowych sygnowanych nazwiskiem Roskella czy Tobiasa, po duże, stylizowane na angielskie, szpindlaki, znane głównie pod marką D.D.Neveren... choć bywały i Nortony i inne... Mechanizmy te miały dość charakterystyczny wygląd... Jednak w sumie zdecydowanie niepodoby do produktów rodem ze Zjednoczonego Królestwa... W środku były to zdecydowanie"kontynentalne" XIX-wieczne szpindlaki... ...nie do pomylenia z produktami brytyjskimi. Jednak proceder ten nie dotyczy tylko XIX stulecia. Jeśli pokopać w literaturze, takie angielskie "podróby" są znane już od połowy XVIII wieku i tu docieramy do marki Tarts, London. Co to jest Tarts, czy raczej kto to jest Tarts - nie do końca wiadomo. Wiadomo, ze działał między rokiem 1750tym a 1795tym, w Londynie i że jest to najpewniej nieprawdziwe nazwisko. Podejrzewa się, że może TARTS to odwórcany fragment nazwiska STRATton, ale to takie domysły. Nie jest też jasne, gdzie zegarki te realnie powstawały, prawdopodobnie trafiały natomiast głównie do Niderlandów, co pasowałoby do relacji F. Czapka. Fakt faktem, jako XVIII wieczne - podróby, czy nie - zegarki te są cenne i dwa egzemplarze tych zegarów są nawet w zbiorze Metropolitan Museum of Art. Ponizej pragnę zaprezentować taki właśnie zegarek. Jest to Tarts, pochodzący z końca XVIII stulecia. Zegarek nie posiada zewnętrznej koperty, poza tym jest kompletny i w dobrym stanie. Wskazówki raczej nieoryginalne, podobnie jak malowidło na tarczy. Po otwarciu widzimy wykończoną szlifem wewnętrzną powierzchnię koperty... ...i bardzo stary mechanizm. Specjalnie przywołałem tego a nie inego Neverena, bo tutaj podobieństwo ogólnej koncepcji wzorniczej płyt jest już wyraźne... Mostek balansu i rzeźbiona płyta regulatora chodu, dokłądnie jak w XIX wiecznych podróbkach... Co do pozostałych detali - zdecydowanie Anglia... Wysoki mechanizm z kwadratowymi kolumnami łączącymi płyty, wysoki ślimak, kunsztownie wykończone stalowe sprężyny... ...do tego szeroki, stalowy balans i osobna płyta, do której mocowana jest tarcza... ... to zdecydowanie cechy spotykane w angielskich zegarkach. Warto też zwrócić uwagę na ślimak pod bębnem sprężyny: ...zastąpiony na przełomie XVIII i XIX stulecia przez koło zapadkowe - najczęściej pod tarczą. Cecha charakterystyczna za zegarków sprzed 1800. roku, zdradzająca sędziwy wiek czasomierza... W przeszłości zegarek przechodził liczne naprawy, w tym wymianę łożysk kół z wlutowanymi w płyty tulejkami pozwalającymi skrócić oś... Niemniej - zegarek jest na zupełnie dobrym chodzie. Spieszy, ale nie drastycznie. Gdzie powstał ten zegarek? Nie wiadomo. Można spekulować, że to niższej jakości, ale jednak "anglik" na kontynentalną Europę, a może to zupełnie udana, wierna szwajcarska imitacja angielskiego zegarka - po prostu nie wiadomo. Pewne jest, że Tarts to II połowa XVIII wieku, ale kto realnie te mechanizmy robił - ciężko orzec. Fakt pozostaje faktem - podróba to nie Chińczycy i XX- wieczne "Rolnixy", to rzecz o wiele stasza. I wcale nie zawsze aż tak zła, skoro mój Tarts... (1) Late 18th Century Tarts London pocket watch - YouTube ...po 240 latach chodzi tak ładnie Warto zauważyć - ten zegarek pamięta uchwalenie Konstytucji 3 Maja. I jest w tym coś absolutnie magicznego!
-
Oczywiście UAZ nie przeżył trasy. Znów odpadł klej ze zbiorniczka wyrównawczego. Czyli degraduje się od temperatury, poprzednio tez odpadł po trasie. Kupilem bezprzewodową lutownicę i tym razem zalepilem to polietylenem na gorąco - jak teraz nie wytrzyma - do wymiany.
-
UAZ znów w Nowym Targu Pozdrawia!!!
-
Na pewno nie ma tragedii Zresztą - ja mam Kremlowskiego i tez moze być 😂
-
Wg specyfikacji może być 92 95 i 98. Tylko nigdzie nie ma nic o E5 i E10
-
Te złote obramowania to do kompletu ze złotą ketą
-
Też się tera zastanawiam… czy taki UAZ to umi jeździć na E10, czy będę mu musiał lać 98 🤔 ???
