To był prawdziwy spektakl, szczególnie w porównaniu z pierwszym kobiecym półfinałem, który był jednostronny (Kostjuk kompletnie nie udźwignęła meczu psychicznie).
W finale faworytką będzie Andriejewa i całe szczęście, bo będzie czuła, że musi, a to nie zawsze pomaga. Maja nic nie musi, ona może...
I nie jest bez szans.
Tak, rzeczywiście gra bardzo przyjemnie dla oka, przywraca wiarę w to, że kobiecy tenis nie musi być męski.