Poczułem się wywołany do tablicy, zatem ad rem. W większości zgadam się z kolegami powyżej. W mojej historii miłośnika zegarków miałem 3 marki, które były dla mnie graal'ami:
1. Maurice Lacroix. To było zanim poznałem KMZiZ, "śliniłem się" do wystawy w Kruku w M1 i oglądałem zegarki. Co zresztą spowodowało, że stałem się członkiem Klubu. Po wczytaniu się w forum, okazało się, że rynek wtórny brutalnie sprowadził na ziemię "wartość" tej marki, która jest relatywnie młoda i choć ma w swojej ofercie ciekawe egzemplarze, to wylądowała poza moim okręgiem zainteresowań.
2. Jaeger-LeCoultre. Kiedy rozpocząłem z emocjami lekturę forum, poznałem tę markę z jej dokonaniami, w szczególności historycznymi. W końcu mało kto może poszczycić się tyloma mechanizmami in house i do tego byciem dostawcą producentów z "wielkiej trójki". Kiedy kupiłem zegarek Master Control Hometime, stałem się jeszcze większym miłośnikiem, chłonąłem informacje o jej nowych modelach i zachwycałem się nimi. Obecnie mam taki dysonans: z jednej strony egzemplarze z zakresu Haute Horlogerie są kosmiczne, prezentują najwyższy kunszt zegarmistrzowski, natomiast modele entry level niestety wyglądają w mojej ocenie słabo na tle konkurencji. Jest szansa że się to zmieni, bo ostatnie premiery nastrajają pozytywnie.
3. Breguet. Mój króliczek, którego "zbiegiem okoliczności" złapałem kilka lat temu. Moja ulubiona marka i wcale nie jest "dziadkowa", jest ucieleśnieniem tego co kocham w zegarmistrzostwie: historii, innowacji, rękodzieła, klasyki i nowoczesności jednocześnie. Mała łyżka dziegciu - kompletnie nie rozumiem serii Type XX...
Warto jeszcze wspomnieć o Jaquet Droz, która w ostatnich dniach ogłosiła koniec działalności "seryjnej" - od teraz będą wykonywać wyłącznie projekty na zamówienie, ciekawe podejście, wg mnie spowodowane małą sprzedażą, a szkoda, bo bardzo mi się podobają kreacje tej marki.