Czasy spawania na sztukę przystanków autobusowych i składania 1 golfa z 3 minęły. Rynek jest teraz tak napchany, że takie zagrywki to chyba jak granie w statki, może się trafi a może nie. Kiedyś klepnęli maskę, wyprostowali podłużnicę, założyli nowy zderzak i auto było jak nowe. Teraz trzeba ogarnąć pełno systemów które w przypadku dzwona się blokują/aktywują. Brat znajomego sprowadził sobie BMW M3 - chyba 2018r. Puknięta przodem - połamany zderzak, pod maską rozeszła się rozpórka z carbonu - mocowania są z alu i wszystko klejone. Tyle - ale zderzak do M3 nie kosztuje 100zł jak kiedyś do golfa 3 na szrocie. Rozpórka - używana kilka k zł. Elektryk 2 dni się bawił z "odblokowaniem" aku - jakieś rezystory itd bo to nie zwykłe aku tylko Li-on. Używany - też jakieś chore pieniądze. Poduszki nie strzelone, chłodnice całe, auto na dobrą sprawę na chodzie nie licząc zderzaka i rozpórki. Dlaczego takie auto można kupić za 1/3 ceny nowego? Bo koszty naprawy w przypadku wystrzelenia poduch rosną - teraz wszędzie trzeba wymienić dechę. A jak tam strzeliło - to kurtyny pewnie też, możliwe że fotele. Koniec końców składanie takiego auta to nie jest złoty biznes. Nie mówię, że nie ratują jakichś parchów ale jak czytam, że na lawetach jadą kupki złomu a u nas to spawają, szpachlują i sprzedają to mam wrażenie, że czytam info z roku 2000. Znam gościa który od lat sprowadza klepnięte auta do zrobienia i na handel - młode małe hatche - przeważnie zderzaki do wymiany, błotniki do zrobienia. Ale tworzyć coś z gruza? Spróbuj sprzedać używane stare auto, ludzie przyjeżdżają do 20 letniego golfa za 4 tys zł z miernikami lakieru i każdego babola szukają.To nie te czasy, że na drogach były maluchy i duże fiaty a jak ktoś miał możliwość kupić kadetta to leciał z pieniędzmi w zębach, nie ważne że palił na 3 gary