Eau Sauvage Extreme jest ciekawym zapachem, ale jednak bardziej ciągnie mnie do klasyki (muszę go parę razy przetestować). W weekend polowałem na Dziką Wodę w wersji Parfum, ale niestety w Złotych Tarasach nigdzie nie znalazłem... Co do YSL Kouros, to... uwielbiam! Obie wersje - klasycznego killera z 1981 roku (choć odnoszę wrażenie, że nabyłem ostatnio odlewkę najnowszej wersji, której trochę brakuje mocy...), jak i delikatniejszą, choć nie ukrywającą swych korzeni wersję Cologne Sport. Obecnie noszę się z zamiarem zakupu nieco starszej wersji podstawowej Kouros'a. Oscar de la Renta Pour Lui to bardzo dobry, bogaty, dosyć ciężki kwiatowo-kadzidlano-skórzany zapach, który świetnie sprawdza się w nieco chłodniejsze dni (choć używam go czasem latem i nie narzekam). Polecam również starszy zapach (rocznik 1974), ale za to stworzony zgodnie z zasadami starej szkoły perfumiarstwa, a mianowicie wodę toaletową Halston Z-14. Kultowy (w USA) zapach za bardzo rozsądne pieniądze. No i ten flakon