Tu się kłania wabi-sabi. Trzeba nauczyć się doceniania naturalnego starzenia się przedmiotów. To coś, co jest nieuniknione - zegarki rysują się, starzeją. Warto brać ten aspekt przy wyborze zegarka - niektóre po złapaniu rysek wyglądają nawet lepiej niż takie tip-top świecące się jak z fabryki. Czy dany zegarek z rysami straci urok? Jak tak, to lepiej sobie darować. Na przykład dlatego odpuszczam sobie DLC/PVD - drażniłyby mnie miejsca, gdzie odłupie się albo przetrze powłoka.
Druga sprawa, to tylko przedmioty. Często ładne, drogie, skomplikowane, ale nadal przedmioty. Kupujemy je, żeby cieszyły, a nie po to, żeby się umartwiać nimi.
Fakt, sam też dość uważnie je traktuję i raczej wolę kupić nowy, żeby ryski były "moje". Pierwsze bywa, że bolą i są wyjątkowo widoczne, ale każda kolejna już przechodzi lżej.
Miewam takie przemyślenia, że agresywny marketing wyprał nam głowy i wmówił, że te nasze "święte grale" to nie wiadomo co. A prawda jest taka, że zegarek jak każdy inny - może więcej bajerów w mechanizmie, ciekawszy dizajn, wykonanie na wyższym poziomie, ale też w każdym są jakieś niedoróbki, kwestia determinacji w szukaniu. Podoba się, kupuj, noś. Nie podoba, to sprzedać i nie żałować. Nie ma co dopisywać do tego ideologii.