Dzień dobry, na początku miejmy to już za sobą, więc przyznam sobie:
Jest to w sumie dość dziwne, bo jednowskazówkowce w dzisiejszych czasach szukania czegoś innego powinny mieć się dobrze.
Przecież zarówno Botta, a nawet Łucz nie są u nas nieznane. Ba, jest nawet jednowskazówkowiec Vratislawii dostarczany właśnie do klubowiczów.
Niemniej producentem nr 1 jest dla mnie Meistersinger.
Oferta zegarków jest naprawdę szeroka i każdym może znaleźć w katalogu coś dla siebie.
Dziś może zainteresuję Was nowością z gatunku dość nieoczekiwanych.
Otóż właściciel firmy zamarzył sobie nową komplikację, do tej pory zarezerwowaną właściwie do zegarków ze zdecydowanie wyższej półki.
Dobra, gdzie zegarek, dawaj!
Oto on: Meistersinger Bell Hora
Jak można wydedukować - i z nazwy, i z tarczy, mamy do czynienia z ... repetycją godzinową.
Tak więc mamy tu nawiązanie do dawnych czasów zegarmistrzostwa, gdzie jedna wskazówka (godzinowa) symbolizowała iglicę zegara słonecznego, a raczej jej cień rzucany na tarczę. Z kolei dźwięk był drugim najstarszym wskazaniem czasu sygnalizując biciem gongu upływające godziny.
No i dziś mamy nową interpretację tych 2 wskazań w jednym zegarku.
Jak to zrobiono? Wykorzystano po prostu moduł skaczącej godziny, który wyzwala uderzenie młoteczka.
Przycisk na g. 2 pozwala na wyciszenie dzwonka.
43 mm średnicy, 12,95 mm wysokości, napęd - Sellita SW 200
Cena: 3490 €, co jest nader atrakcyjną ceną, jak na tę komplikację.