Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...

ireo

Użytkownik
  • Liczba zawartości

    1410
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

4646 Guru zegarmistrzostwa

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Teraz Polska!
  • Hobby
    zegary i zegarki (duże i małe), fotografia (film's not dead, it just smells funny), rysunek, polskie 20-lecie, ogród, psy i koty, motocykle, hi-end audio i jeszcze parę

Ostatnie wizyty

2209 wyświetleń profilu
  1. ireo

    Fan Klub Chronografów

    Ze względu na wtorek planowałem Speedy’ego ale BigEye leżał pod ręką, więc się znowu nawinął. Wcześniej odleżał się trochę w szufladzie. Ciągle nie byłem zadowolony z kolejnych pasków. Oryginalny mnie wkurzał, bo był za chudy. Próbowałem innych aż doszedłem do wniosku, drogą żmudnych prób i błędów, że do tego zegarka pasują wyłącznie paski w odcieniach brązu i odpowiednio grube. Założyłem ten Hirsch ze zdjęcia nie oczekując zbyt wiele, ale okazało się, że bardzo pasuje do tego zegarka. A jak już trochę zmiękł po pierwszym miesiącu użytkowania, to zupełnie nie mam zastrzeżeń.
  2. Bardzo dobrze wygląda, tworzy wrażenie eleganckiej harmonii i ładu. W porównaniu z tym zegarkiem Roleksy prezentują się trochę banalnie. Rozmiar też fajny, pewnie na żywo robi wrażenie nieco mniejszego.
  3. Za każdym razem cieszy mnie widok tego zegarka, ucharakteryzowanego na kasetkę magnetofonową. Wygląda jakby za chwilę miał wypluć kłąb brązowej taśmy.
  4. To jest tekst bardzo "w duchu zegarkowym". Chociaż dotyczy odtwarzania muzyki, przypomina mi "odwieczną walkę" między zwolennikami zegarków mechanicznych a kwarcowych. Kwestia pewnej konwencji albo, można powiedzieć, indywidualnego systemu wierzeń. Słuchanie płyt "od dechy do dechy" związane jest z ulubionym gatunkiem muzyki. Jeśli słuchasz albumu rockowego, zaplanowanego jako album koncepcyjny, to oczywiście że nie masz ochoty wyjmować z tej przemyślanej koncepcji jednego fragmentu i słuchać go w "składance" z innymi fragmentami. Podobnie koncert fortepianowy f-moll Chopina, raczej nie wyciąga się z niego samego Larghetto, żeby go słuchać w połączeniu z innymi utworami czyli w postaci sałatki jarzynowej. Są ludzie, których najulubieńszym daniem jest muzyczna sałatka jarzynowa i nic na to nie poradzimy. Niech słuchają, najlepiej gdzieś daleko. Ale słuchanie każdej płyty w całości, przedstawione jako efekt "wychowania, dobrych nawyków i w ogóle kultury słuchania muzyki" to zbyt wąskie podejście. Zależy od płyty, od gatunku muzyki, konwencji, upodobań, niekoniecznie wyższych albo "lepszych". Np. w Indiach zjawisko zespołów muzycznych i albumów koncepcyjnych jest zupełnie nieznane. Hindusi w większości nie mają ulubionej płyty, ulubionego zespołu, pod tym względem w ogóle nie wiedzą o co chodzi. Mają natomiast ulubione piosenki z ulubionych filmów. Jednocześnie właśnie w Indiach jest chyba najwięcej ludzi z bardzo wyrobionym słuchem muzycznym, którzy słyszą ćwierćtonowe różnice między dźwiękami. Nie wiem jak to się łączy, że poziom tradycyjnej muzyki hinduskiej jest tak wysoki, a jednocześnie rynek muzyczny w klasycznych zachodnim rozumieniu praktycznie nie istnieje, znaczy jest ale na marginesie. Wracając do sprzętu, nie uważam streamera za źródło gorsze od CD, zależy jaki streamer i jaki CD. Są tanie streamery dla szczawi na rower i są też takie, które nie ustępują odtwarzaczom CD z segmentu hi-end. Podobnie w świecie mechanizmów kwarcowych są zegarki dla dzieci i są takie konstrukcje, jak Grand Seiko 9F albo Citizen 0100. Przez lata słuchałem tylko winyli i CD, ale od kiedy mam streamer marki Naim zauważyłem, że słucham dwa razy więcej muzyki, bo mam do niej natychmiastowy dostęp i nie muszę szukać wśród setek płyt tej jednej, na którą akurat mam ochotę. Nie należałem wcześniej do fanów akurat tej firmy, po prostu to urządzenie sprawdza się w moim głównym systemie i daje dźwięk, z którego jestem zadowolony, a miałem z czym porównywać. Polecam
  5. Teoria nie od rzeczy, ale jest jeszcze jeden istotny aspekt. Jachty i domy są nie tylko duże lecz również kosztowne w utrzymaniu. Własny jacht wykorzystuje się w krótkich okresach, chyba że się na nim mieszka. W pozostałym czasie trzeba coś z nim zrobić, albo przechowywać na lądzie (w hali czy pod plandeką), albo w marinie z "otwartą wodą". Trzeba więc ponosić koszty przechowywania i konserwacji. Większe i droższe jachty przewozi się do cieplejszej strefy klimatycznej i tam wynajmuje innym, najczęściej zlecając to profesjonalnej firmie czarterowej. Ludzie radzą też sobie w ten sposób, że trzymają jacht na stałe np. w Szwecji i lecą tam z Polski za każdym razem kiedy chcą popływać. Trzeba to z góry planować, myśleć o tym, obsługiwać logistycznie, nadzorować ludzi którzy się tym zajmują, i oczywiście mieć na to wszystko pieniądze. Kiedy mieszkałem w Zurychu, problemem moich znajomych było zdobycie miejsca postojowego dla łodzi, bo w marinach w całej okolicy wszystkie miejsca były zarezerwowane na 50 lat. Problemów i kosztów związanych z całoroczną obsługą rezydencji z ogrodem albo parkiem, której się nie używa na stałe, nie omawiam bo łatwiej to sobie wyobrazić. Zwłaszcza jeśli się wie z doświadczenia, ile pracy i kosztów wymaga zwyczajny dom, żeby przyzwoicie funkcjonował i wyglądał. Jak przy tym wypada zegarek, nawet bardzo drogi? Bardzo dobrze wypada Zamiłowanie do poszukiwania dobrego dźwięku doskonale rozumiem. Pod koniec lat '60 mój wujek, elektronik, przywiózł z Czechosłowacji czterościeżkowy magnetofon marki Tesla, wówczas duża rzadkość. Podobno w dzieciństwie bardzo dobrze reagowałem na boogie-woogie, odtwarzane z tego sprzętu "na full". Od tego się zaczęło. Przez lata trochę się rozwinąłem audiofilsko, m.in. pod wpływem kolegów, którzy mieli dobrze nagrane płyty sprowadzane z Zachodu i nienajgorszy sprzęt. Przeważnie przywożony z zagranicy, bo peweksowy Technics nie spełniał ich wymagań. Najwięcej jednak zawdzięczam znajomym muzykom, inaczej może zatrzymałbym się na słuchaniu tylko takiej muzyki, której słuchają "wszyscy". "Dobra muzyka" i "dobry dźwięk" to nie są pojęcia uniwersalne. Wręcz przeciwnie, dla każdego oznaczają coś innego. Nawet wśród audiofilów "siedzących w sprzęcie" definicje tych pojęć mają spory rozrzut, przy czym ulubione gatunki muzyczne mają związek z wyznawanym kanonem "dobrego dźwięku". Podstawowe braki sprzętu lub nagrania łatwo wychwycić, przesterowanie wzmacniacza usłyszy raczej każdy, ale żeby usłyszeć kolumny grające w przeciwfazie albo zamienione kanały, to już wymaga pewnego minimum osłuchania. Dla niektórych "dobry dźwięk" to tylko bardzo głośne odtwarzanie nagrań bez wyraźnych zniekształceń, dla innych "dobry sprzęt" to taki, który kaleczy uszy podbitymi skrajnymi częstotliwościami pasma. Ogólnie najlepiej założyć, że ludzie w większości są głusi (a w przypadku zegarków również ślepi), wówczas upodobania niektórych "koneserów dźwięku" przyjmuje się z dystansem i wyrozumiałością. Tak jest. Istnieją poziomy odbioru muzyki, podobnie jak literatury czy sztuk wizualnych. Są popularne utwory, które wszyscy lubimy (głównie dlatego, że są często odtwarzane w mediach, więc mózg się z nimi oswaja), ale i takie, w które trzeba się mocniej wgryźć i najlepiej wysłuchać na żywo, żeby załapać o co chodziło kompozytorowi czy wykonawcy. To nie jest konieczne do życia, bo można przez 50 lat słuchać ulubionego rocka, ogranej klasyki, albo ogólnie wciąż tego samego stylu i być szczęśliwym. Podobnie jak z zegarkami, rozwój polega na ciągłych poszukiwaniach.
  6. Zmęczył się chłopak, stracił edge. Sprężyna mu się wykręciła. Może jeszcze odżyje Rytm wprawdzie skopany ale pomysł fajny, jest potencjał.
  7. Nivada Grenchen robi parę chronografów na mecaquartzu z pięcioma dodatkowymi pierścieniami do wymiany. Chodzi o modele Chronomaster Broad Arrow i Chronoking, może są jeszcze jakieś.
  8. Zdjęcie-zagadka, bo nie jestem na 100% pewien, czy przedstawia lewą rękę wysuniętą z rękawa, czy prawą rękę wsuniętą w rękaw.
  9. Niemiecki i "budyń", to znaczy że dla taksówkarzy? Ale tak w ogóle, całkiem fajnie wygląda. Ale Longines jest droższy, więc musi być większy.
  10. "Na aucie" po dachowaniu to tak, w lewo. W stronę kierowcy, znaczy. Maluchy dachowały stosunkowo łatwo, dlatego dobrze było mieć taki wzmocniony bagażnik dachowy.
  11. Ale odpicowany! Takie plastikowe ramki dokupowało się u prywaciarza w celu utrudnienia kradzieży reflektorów. Nie wiem czy pomagało. Aż tak nie znam się na maluchach i nie jestem pewien czy istniała taka wersja, z logo przesuniętym w prawo i jednocześnie z białymi kloszami kierunkowskazów. Przypuszczam że przynajmniej jedna z tych rzeczy to już własna modyfikacja.
  12. Takie zdjęcie mogłoby wyjść tylko w postprodukcji, inaczej to niemożliwe. Marcowa pełnia ma własną nazwę, "Robaczywy Księżyc" czy jakoś tak. Jeśli się dobrze przyjrzeć Księżycowi na zegarku, to może nawet trochę wygląda jak robaczywy. Ale poza tym to ciekawie zrealizowana komplikacja fazy Księżyca, fajny pomysł z tą orbitującą tarczą.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.