A ja potrzebując kupić akumulator do motocykla po raz kolejny przekonałem się, że mieszkam w "cudownym kaczogrodzie". Co prawda bardziej pasuje to do tematu "Żarty, żartami", jednak to nie jest żart. Ustaliłem gdzie mają model akumulatora który potrzebuję i pojechałem na miejsce do sklepu (wolałem zobaczyć osobiście co kupuję, gdyż w trakcie poszukiwania proponowano mi kilka "zamienników" które jednak nie pasowały by do mojego moto). Sprzedawca podaje mi akumulator w pudełku więc sprawdzam, ale okazuje się, że jest suchy - bez elektrolitu, więc pytam o elektrolit. Na to sprzedawca mówi, że akumulator ten jest suchoładowany i ta firma sprzedaje bez elektrolitu. Zaskoczony pytam, czy tak ma działać - na sucho, gdyż nigdy nie słyszałem o takim akumulatorze, na co sprzedawca mówi, że oczywiście, że nie, że trzeba go zalać elektrolitem ale nie ma go w zestawie, a nawet jakby był to on musiałby go wyjąć! Mówię więc, że poproszę elektrolit, na co facet odpowiada mi, że nie ma i nikt mi nie sprzeda elektrolitu, gdyż weszły przepisy zakazujące sprzedaży, ponieważ z kwasu możba zrobić bombę. A co jakbym zamówił go z dostarczeniem do domu, sprzedwaca odpowiada, że też dostałbym suchy bez elektrolitu. Pytam więc gościa w jaki sposób mam zatem spowodować, żeby akumulator, który chce od niego kupić działał zgodnie z przeznaczeniem? Na co usłyszałem, że mam sobie znaleźć punkt naprawy akumulatorów lub cośbw tym stylu w którym odpłatnie napełnią mi go elektrolitem!!! Bardzo gratuluję inteligencji "fachowcowi" który wymyślił takie "mądre" i "pożyteczne" przepisy, szkoda tylko, że nie zwrócił uwagi na to, że jak ktoś będzie potrzebował tego kwasu do niecnych zamiarów to może zlać go zwyczajnie z akumulatora, ale widocznie "wysoki" poziom inteligencji nie pozwalał mu zauważyć takiej oczywistej możliwości. W efekcie wyszedłem bez akumulatora i muszę poszukać sklepu w którym dzięki "wspaniałwym" kaczogrodowym urzędasom powiedzenie "coś wykombinujemy" wzięte rodem z PRL'u nadal funkcjonuje