Właśnie dochodzę do siebie po pierwszym półmaratonie w życiu. Do tej pory biegałem tylko dziesiątki, więc było to dla mnie coś nowego i jednak wyzwanie. Niestety nie udało mi się osiągnąć zakładanego czasu, czyli poniżej 1.45, a miałem 1.47,48 (netto). O takim wyniki przesądziły dwie okoliczności. Jedna to moja wina, typowy błąd debiutanta, czyli za szybkie tempo na początku (biegając już kilkanaście razy dziesiątki wiem czego się spodziewać, jak rozkładać siły i jakie tempo dam radę pociągnąć przez cały dystans). No i oczywiście, po 12 km zaczął się dramat. No cóż, mam doświadczenie na przyszłość, i wiem że mam tu spory zapas. A po drugie to od kilku dni jestem trochę pochorowany, lekka gorączka(przed biegiem brałem coś na jej zbicie), do tego katar, ból gardła i kaszel. Innymi słowy byłem osłabiony, i też daje szansę na wyraźną poprawę w przyszłości. I jeszcze o samym biegu - Amber Gdańsk Półmaraton. Całkiem fajna organizacja, trasa szybkąa, płaska, choć do około 10, 11 km było dosyć ciasno, dopiero potem zaczęło się przeluźniać. Pogoda dopisała, pochmurno, bezwietrznie, około 10 stopni. Finisz w hali i całość zakończenia też, dzięki czemu nie trzeba było marznąć przepoconym na świeżym powietrzu - duży plus. Poza dużą ilością picia, była ciepła zupa, banany i drożdżówki. A na koniec masaż. Generalnie polecam ten bieg, a sam wymusiłem na sobie kolejne starty na tym dystanie,żeby się poprawić :-) Teraz jeszcze 11 listopada Bieg Niepodległość w Gdyni i koniec sezonu startowego.