Zegarek jest nowy... NOS... koleje losu tak się potoczyły, że nie był noszony, poza okazyjnym wyjmowaniem do zdjęć... To jest model rocznicowy na 120 lecie firmy, jeden z pierwszych, który dostał H21. W tej wersji kolorystycznej (były 3), wyprodukowany w 1892 egzemplarzach. W tym roku postanowiłem się przestać wygłupiać i skoro już mam to, na co polowałem, zacząć ten zegarek nosić. Nikt nie umiał mi odpowiedzieć czy taki leżak 2011-2012 rok może wymagać serwisu czy nie. Jako, że mam już doświadczenie z serwisowaniem Hamiltonów w SG, jak i poza SG, stwierdziłem, że uderzę do SG. Wycenili pełny serwis, zgodnie ze standardami Hamiltona i jakoś poszło, choć nie szybko, bo klient był marudny. Nie chciał min. wymiany werku na inny i nie życzył sobie ingerencji w kopertę w nowym zegarku. Niemałe zakłopotanie też było z okazji pakowania zegarka. SG nie chciał abym im go wysłał w oryginalnym opakowaniu, więc popakowałem jak umiałem: folie, gazety, etc. i wysłałem. Całość trwała około 4 tyg. i finalnie zrobiony został pełny serwis mechaniczny, wymienione uszczelki, koronka, tarcza i wskazówki (tak, przy tych elementach znów marudziłem jak to ja). W paczce zwrotnej dostałem poza zegarkiem, wynikami testów, fakturą, pudełko podróżne (albo serwisowe) Hamiltona i komplet wymienionych części. Co prawda większość wskazówek została zniszczona podczas zdejmowania, ale mimo wszystko fajnie, że nie robią cyrków i oddają za co klient zapłacił. Swoją drogą, w wycenie tarcza i wskazówki występują jako gratis. Zegarek teraz sobie odpoczywa po podróży. Ciut zimno było przez ost. 2 dni na zewnątrz więc dałem mu czas na wyrównanie temperatur i pewnie na dniach będę oglądał dokładnie co to przyszło i jak się sprawuje.
No więc, kolejny Orzeł bezpiecznie wylądował... teraz czas na cieszenie się tym co jest i niespieszne zbieranie budżetów, bo jak pamiętasz Marcin, moja lista jest dość długa, ale jeżeli Wielki Nawigator pozwoli, to jeszcze mam trochę czasu na kolekcjonowanie.