Przy wielu opakowaniach ich rozmiar nabiera krytycznego znaczenia. Walizka Moonwatcha to skrajne nieporozumienie ale i Trilogy miały bezsensownie wielkie pudła. Natomiast seamaster 1948 dowodzi że można dać bonusy w mniejszym, estetycznym pudełku.
W tym towarzystwie Rolex mimo że brzydki, jest ergonomiczny, podobnie Cartier. A najbardziej pozytywnie zaskoczyły mnie ostatnio pudełeczka Breitlinga - rozmiar jak G- shock ;-). Ja tych pudełek nie oglądam, nic w nich nie ma poza ewentualnie zdjętymi ogniwami i dokumentami. Zegarka nie widzą do ewentualnej zmiany właściciela. Trzymam je tylko dla przyszłych kolekcjonerów 😉